|
Widzisz wypowiedzi znalezione dla zapytania: skutki inflacji
Temat: Młodzi i biznes
Młodzi i biznes
MŁODZI I BIZNES
Kapitalizm potrzebuje katastrof
Młodzi, zdolni, wykształceni ludzie mogą teraz odwrócić się od wielkiego
biznesu i szukać szansy na godne życie w mniej "ubrudzonej" profesji.
HAMISH MCRAE
24.07.2002
Nie widać końca bessy na światowych rynkach. Nie będzie ona oczywiście trwała
wiecznie, niemniej jednak fakt, że upadek był tak głęboki - od szczytu hossy
główne rynki straciły już ponad 40 procent - zmieni postrzeganie, szczególnie
przez ludzi młodych, świata finansów. Jak również sposób, w jaki powinni
organizować swoje życie.
Ostatnia taka tendencja zniżkowa na giełdach wystąpiła na początku lat 70.,
ale towarzyszył jej gwałtowny wzrost inflacji, napędzany częściowo przez
kryzys paliwowy. Miało to głęboki wpływ na podejście ludzi do polityki i
spraw społecznych. Wzrost inflacji utorował drogę tzw. polityce
monetarystycznej, zaś wysokie stopy procentowe przyczyniły się do
ograniczenia większości zgubnych skutków inflacji. Strajki doprowadziły
wkrótce do wyboru pani premier Margaret Thatcher i dały jej poparcie
polityczne, które pozwoliło ograniczyć władzę związków zawodowych.
Bessa społeczna
W tym sensie niespokojne lata 70. ukształtowały następne dwie dekady. Rodzi
się w tym momencie interesujące pytanie, czy ostatnia zapaść określi to, co
będzie się działo w najbliższym dwudziestoleciu? Jest jeszcze oczywiście zbyt
wcześnie, by wyrokować, że takie zmiany w nastawieniu rzeczywiście nastąpią,
ponieważ nie znamy jeszcze pełnej skali obecnego cyklu ekonomicznego. Nie
wiemy - co jest w tym przypadku kwestią kluczową - jaki wpływ będzie miała
bessa giełdowa na tradycyjną gospodarkę. Wydaje się jednak nieuniknione, że w
wyniku tego, przydarzającego się średnio raz na pokolenie, załamania
giełdowego, ludzie zmienią swój pogląd na kapitalizm.
Wszyscy będziemy ofiarami obecnego kryzysu. Bezpośrednio dotknie on starych
ludzi, pośrednio - młodych. Jak na razie uwaga wszystkich koncentruje się na
emeryturach i oszczędnościach. Spadek wartości akcji odbił się boleśnie na
wielu programach emerytalnych. Większość z nas zna zapewne kogoś, kto
uświadomił sobie ostatnio, że jego emerytura odwlecze się o kilka lat,
ponieważ zgromadzone oszczędności są dziś warte znacznie mniej, niż się
spodziewał.
Dla młodych, a przynajmniej dla większości z nich, wpływ obecnej sytuacji
polega raczej na zmianie nastawienia i perspektyw niż sposobu życia w
najbliższych latach. Jest mi szczególnie żal studentów, którzy na miejsce
swojej pierwszej pracy wybrali Enron lub Andersena zamiast British Petroleum
czy KPMG. Ciężej będzie także młodym ludziom, którzy dopiero szukają swojej
pierwszej posady, gdyż przyszło im funkcjonować na rynku znacznie
trudniejszym niż jeszcze dwa lub trzy lata temu. Jednak popyt na młodych,
wykształconych ludzi raczej się nie zmniejszy. Wpływ obecnych wydarzeń
odczują oni raczej w przyszłości niż obecnie.
Kreatywny tupet
Najbardziej oczywista wydaje się zmiana nastawienia wobec kapitalizmu. Nie
sądzę, by ludzie działający w biznesie do końca zdawali sobie sprawę z tego,
jak duże szkody zostały wyrządzone. We wczorajszym "Financial Times" ukazała
się całostronicowa reklama WorldComu, zatytułowana "Idziemy do przodu".
Podpisał się pod nią niejaki John Sidgmore, obecny dyrektor wykonawczy
spółki, powołany na miejsce tych, którzy zostali wcześniej wyrzuceni.
Reklama zaczyna się tak: "W ostatnim okresie pojawiło się wiele doniesień i
spekulacji na temat sytuacji WorldComu. Chcę wam powiedzieć, w jaki sposób
widzę naszą przyszłość". Potem jest fragment o liczącym 60 tys. ludzi
zespole "pracującym ciężko dla dobra naszych 20 milionów klientów" i
o "niepowtarzalnej infrastrukturze o globalnym zasięgu, na której nasi
klienci mogą polegać". Jest tam też kawałek poświęcony "dużej
konkurencyjności i duchowi kreatywności". Reklama kończy się zobowiązaniem
do "kierowania WorldComem według najwyższych standardów etycznych".
Fakt, że spółka zbankrutowała, a akcjonariusze stracili 99 procent
zainwestowanych w nią pieniędzy, skwitowano jedynie słowem
źródło : "The Independent" , 24.07.2o02
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Inflacja
szalbierz napisał:
> Czy w wyidealizowanym świecie zakładjącym powszechność informacji i brak
> kosztów transakcyjnych inflacja byłaby szkodliwa?
Tak, chociażby ze względu na konstrukcję systemu podatkowego. Wzrost inflacji
szczególnie szkodzi wzrostowi gospodarki za pośrednictwem dwóch następujących
rozwiązań podatkowych.
Po pierwsze, nakłady na inwestycje rozlicza się przez kilka lat. Obowiązujące
przepisy nie pozwalają przedsiębiorstwom przy księgowaniu kosztów na
korygowanie ich o wielkość wzrostu cen. Z każdym rokiem wielkość, którą
przedsiębiorstwa mogą z tytułu inwestycji wliczyć sobie w koszty, na skutek
inflacji coraz mocniej odbiega od rzeczywiście poniesionych nakładów. Inflacja
nakłada na nie dodatkowy podatek - od inwestycji.
Po drugie, tzw. podatek Belki (który wcześniej został wprowadzony w wielu
innych krajach) sprawia, że wraz z rosnącą inflacją maleje zyskowność
oszczędzania w bankach - nawet jeżeli zwiększałyby one oprocentowanie lokat o
wielkość wzrostu inflacji. Podatek płaci się bowiem od łącznych odsetek, a nie -
wyłącznie od oprocentowania powyżej wskaźnika inflacji. Załóżmy np., że bank
gwarantuje osobom, które zgodzą się ulokować w nim swoje oszczędności,
oprocentowanie na poziomie 2 proc. powyżej wskaźnika inflacji. Podatek od
dochodu z oszczędności wynosi 20 proc. Oznacza to, że jedna piąta nominalnego
(czyli bez uwzględnienia inflacji) dochodu z lokaty trafia nie do
oszczędzającego, a do budżetu. Jeżeli inflacja ukształtuje się na poziomie 3
proc., bank naliczy odsetki w wysokości 3+2=5 proc. Następnie odprowadzi
podatek w wysokości jednej piątej naliczonych odsetek. Nominalne oprocentowanie
lokaty po zapłaceniu podatku wyniesie 5-5*1/5=4 proc. Realny, czyli po
uwzględnieniu inflacji, zysk oszczędzającego wyniesie w przybliżeniu 4 proc.-3
proc.=1 proc. Jeżeli w następnym roku inflacja wzrośnie do 8 proc. realny zysk
oszczędzającego spadnie do zera. Bank naliczy co prawda dwa razy wyższe odsetki
(8+2=10 proc.), ale od całości odsetek odprowadzi podatek. Nominalne
oprocentowanie lokaty po opodatkowaniu wyniesie 10-10*1/5=8 proc., czyli tyle
samo co inflacja. Gdyby w kolejnym roku inflacja przekroczyła 8 proc.,
nominalny zysk z lokaty po opodatkowaniu nie byłby nawet w stanie
zneutralizować oszczędzającemu spadku realnej wartości lokaty. Zmniejszenie
realnego dochodu z depozytów, będące skutkiem wzrostu inflacji, zniechęca ludzi
do lokowania oszczędności w bankach, a to zmniejsza wielkość kredytów, jaką
banki mogą udzielić przedsiębiorstwom. Mniejsza dostępność kredytu utrudnia
firmom sfinansowanie inwestycji.
Wzrost ciężarów podatkowych, wynikający z inflacji, redukuje inwestycje (i
obniża ich efektywność) na tyle, że jak wynika z szacunków cenionego
amerykańskiego ekonomisty Martina Feldsteina, opłaca się obniżać inflację nawet
wtedy, gdy kształtuje się ona na niskim poziomie 2 proc.
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: OT a może nie: Ile waży sztaba złota?
"Jarek Andrzejewski" <jar@dawid.com.pl wrote in message On Mon, 6 Dec 2004 17:19:05 +0100, "Tomasz Nowicki" <ti@spamhole.com wrote: rozwój na tę skalę, zapewne, nie byłby możliwy. A skala rozwoju w wieku XIX była o rzędy wielkości mniejsza, niż w wieku kolejnym. A, jak wiadomo z jak to liczysz? Przyrostem nominalnej wartości? To właśnie skutek inflacji...
Nie, nie - dokonuję oszacowania metodą "na Wojtkowe oko" - pomiar ilościowy rozwoju cywilizacyjnego jest raczej trudny, ile razy ktoś usiłuje go mierzyć, otrzymuje opis wycinka rzeczywistości, a całość mu umyka. Oczywiście, niełatwo jest porównywać GNI, nawet po skorygowaniu po PPP, bo dane z XIX wieku, a zwłaszcza wcześniejsze, są chyba niezbyt pełne i wiarygodne, pewnym punktem odniesienia jest opis zmian poziomu życia przeciętnego obywatela czy rodziny - ale i to nie oddaje wiernie zmian w gospodarkach. Dlatego publicyści szukają obrazowych porównań, a naukowcy - budują syntetyczne wskaźniki, a potem nawzajem je sobie krytykują i podważają. Jednak zwykły zdrowy rozsądek pozwala stwierdzić, że trwałe osiągnięcia cywilizacyjne wieku XIX są jednak znacznie mniejsze, niż wieku XX. Można sypać przykładami, ale po co? hmmm, uważasz, że ten rozwój nastąpił dopiero po roku 1913 i po wojnie?
Nie, burzliwy rozwój zaczął się tak naprawdę u zarania rewolucji przemysłowej w Anglii w XVIII wieku, a potem ciągle przyspieszał (z przerwami na korekty związane z kolejnymi wojnami), aż w drugiej połowie XIX wieku, głównie w Stanach, zaczęło brakować kapitału na nowe, olbrzymie na owe czasy przedsięwzięcia. Wtedy właśnie zaczął się proces poszukiwania nowych sposobów na jego powiększenie, który zakończył się po I w. św. A niedługo potem był Wielki Kryzys właśnie zbyt szybkim rozwojem spowodowany - nauczka, która już się później w tej skali nie powtórzyła. To, co mieliśmy niedawno, już nie było tak dotkliwe, być może nawet nadciągający kryzys chiński uda się złagodzić na tyle, by nie stał się dolegliwy dla postronnych społeczeństw. O ile nie nałoży się nań coś znacznie groźniejszego, przed czym różni prorocy ostrzegają od lat - kryzys amerykańskich funduszy inwestycyjnych i budżetu. Wygląda na to, że kolejne współczesne kryzysy są spowodowane nie tyle odejściem od parytetu złota, ile całkowitym brakiem umiaru w kreowaniu sztucznego kapitału - fizyczny brak kruszcu skutecznie hamował tworzenie pustego pieniądza, jednak w dobie współczesnego pieniądza elektronicznego nie ma niczego, co równie skutecznie mogłoby w skali globalnej hamować jego przyrost - nie likwidować, ale właśnie hamować, regulować. Tu chyba jest problem. I w strukturze wydatków. Bo o ile zużycie kapitału na inwestycje może zaowocować przyszłym wzrostem rynku, to zmarnowanie go na wojnie w Iraku nie przynosi żadnych ekonomicznych pozytywów - w dodatku, o ile palenie papierowych pieniędzy zmniejszało inflację, to palenie pieniędzy wirtualnych - wręcz przeciwnie (bo generuje tylko dług, który później trzeba spłacić). Podobnie, choć nie tak spektakularnie, wygląda sprawa z biurokracją i jej finansowaniem z długu publicznego - to kosztwony nonsens, za który przyjdzie kiedyś nam zapłacić T. Czytałeś "Złoto, banki, ludzie - krótka historia pieniądza" Murray Rothbarda? Sądzisz, że kompletnie sie myli? i odejście od złota przyniosło też negatywne skutki. Z dwojga złego - mieć dobry pieniądz i niską stopę życiową (czy ograniczone możliwości rozwoju ekonomicznego) czy zły pieniądz i wysoką stopę - wybieram to drugie (ale bez przesady - tak samo, jak będąc wabionym przez banki z ich kartami ja nie sądzę, że taki był wybór. Stopa życiowa zależy od konkurencyjności, możliwości ludzi wynikających choćby z miejsca, w którym żyją itp., a nie od skuteczności działań tego czy innego banku centralnego. odejściu od pieniądza związanego ze złotem czy srebrem, a ja podałem przykład, który to twierdzenie podważa. Pewnie czytałem niewłaściwe opracowania (a przecież nie jestem ekonomistą i zbyt głęboko nie sięgałem), ale zawsze wydawało mi się, że jednym z głównych Rothbard się myli? Kto wie... powodów głodu kapitałowego gospodarki światowej w XIX wieku (a i wcześniej także) było sztywne trzymanie się parytetu złota (uzasadnione radosną twórczością monetarystyczną rządzących od mroków Średniowiecza począwszy) - he, he, he. Radosna twórczość nastąpiła dopiero po odejściu od powiązania monety z kruszcem. Wtedy dopiero można było zacząć emisję pustego grosza... w warunkach względnego niedoboru kruszcu trudno było finansować rozwój gospodarki. Dlatego wynalazek wirtualnego pieniądza (a raczej seria IMHO nie ma znaczenia ile nominalnie złotych jest w obiegu. Finansowanie polega na wykorzystaniu oszczędności. Jeśli z jakiejś gałązi odpływa pieniądz, to te dobra tanieją - maleje na nie popyt. odejścia od złota. Podobna sytuacja jest z deficytem budżetowym współcześnie - jednak tu, jak przystało na konserwatystę, jestem przeciw :). hmmm, ciekawe jak długo państwo mogłoby być deficytowe, gdyby złoto nadal było w obiegu... -- Jarek Andrzejewski
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Klejent
KALEJDOSKOP z wtorkowej Gazety Bankowej Powiedzieli, napisali Witold Gadomski publicysta Chociaż brzmi to okrutnie, głównym źródłem oszczędności budżetowych może być sfera socjalna. Gazeta Wyborcza, 22 października 2001 Andrzej Olechowski poseł na Sejm (...) jestem zdania, że w polskich wydatkach istnieje ogromnie wiele tłuszczu, że jest masa rzeczy, które są niepotrzebne i które trzeba spalić, odessać, skończyć z tym. (...) my po prostu żyjemy ponad stan w dziedzinie tych wydatków. Salon Polityczny Trójki, 23 października 2001 Stanisław Lem pisarz (...) naszą specjalnością narodową jest marnowanie dobrych szans. Mieliśmy pozycję tygrysa ekonomicznego, a teraz przypominamy chorego kota. Przegląd nr 43/2001 Ewa Kawecka-Włodarczak prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego Zachęcam klientów do uważniejszego czytania regulaminów bankowych oraz śledzenia informacji na temat kondycji tych instytucji finansowych, którym powierzamy niekiedy dorobek całego życia. Prawo i Gospodarka, 24 października 2001 Leszek Miller premier RP Dziura budżetowa nie jest abstrakcyjną dolegliwością ministra finansów. Oznacza stan ciężkiej choroby i zapaści państwa. Oznacza konieczność samodyscypliny i wielorakich wyrzeczeń. ExposĂŠ, 25 października 2001 Marek Borowski marszałek Sejmu Pyt: Panie marszałku, co to znaczy bandyta ekonomiczny? Odp: Bandyta ekonomiczny? Myślę, że w tym przypadku słowo "bandyta" trzeba traktować w przenośni. To jest człowiek, który w ekonomii stosuje metody, które (...) godzą silnie w innych ludzi. Gość Radia Zet, 25 października 2001 Robert Gwiazdowski, Centrum im. Adama Smitha Inflacja jest oczywiście niedobra dla ciułaczy, ale za to korzystna dla rządu, bo wraz ze wzrostem cen rosną wpływy do budżetu uzyskane z podatków pośrednich, takich jak VAT i akcyzy. (...) rząd otrzymuje w ciągu roku dodatkowe fundusze bez konieczności jawnego wprowadzania nowych podatków. To bardzo wygodne z politycznego punktu widzenia. I właśnie dlatego politycy aż piszczą, żeby ograniczyć uprawnienia Rady Polityki Pieniężnej i "dorwać się do kasy". Jednak zapominają, że długoterminowe skutki inflacji dla gospodarki są zawsze opłakane. Noblista Milton Friedman podkreśla, że dla organizmu gospodarczego inflacja jest bardzo cięzką chorobą, podobną w przebiegu i skutkach do alkoholizmu. Newsweek Polska 28 października 2001 Żółte kartki Bandyta ekonomiczny Pogarszają się obyczaje polityczne. W telewizyjnej "Kropce nad i" wicemarszałek Sejmu Andrzej Lepper nazwał Leszka Balcerowicza, prezesa NBP, bandytą ekonomicznym. Bandytyzm prezesa i przewodniczącego Rady Polityki Pieniężnej polega na utrzymywaniu wysokich stóp, na czym cierpi gospodarka. Andrzejowi Lepperowi polecamy lekturę komunikatów z głosowań RPP, gdzie może przeczytać, że herszt Balcerowicz głosował ostatnio za obniżką stóp, ale kilku innych członków tej bandy wprost przeciwnie. (KD) Deficyt inaczej Jerzy Buzek, były premier Rzeczypopolitej, w wywiadzie dla radia Zet powiedział: "My mamy w tej chwili deficyt budżetowy, to znaczy bilans eksport-import znacznie lepszy, niż mieliśmy dwa, trzy lata temu. Więc i pod tym względem jest znacznie lepiej". Gorzej jest natomiast z rozróżnianiem przez pana premiera deficytów. Zastanawiamy się teraz, za co właściwie premier zdymisjonował ministra finansów Jarosława Bauca. (KD) Nie manifestował Jan Kubik, w czasach pierwszej koalicji SLD/PSL wiceminister finansów, a ostatnio dyrektor izby skarbowej w Krakowie, w tegorocznych wyborach dostał się do Sejmu z listy PSL. Problem w tym, że Kubik jako członek korpusu służby cywilnej nie miał prawa "manifestować swoich poglądów politycznych". W tej sprawie wypowiedział się już resort finansów, który utrzymuje, że "Nieznane mu są przypadki publicznego manifestowania przez pana Kubika poglądów politycznych". Zaczynamy podejrzewać, że Kubik wygrał wybory głównie dzięki temu, że nie manifestował poglądów. Zresztą nie on jeden. (KD) Klejent banku Na liście dyskusyjnej zajmującej się sprawami kart płatniczych jeden z uczestników (PJO) zamieścił skan karty wydawanej przez ING Bank Śląski. Bank ma akcjonariusza zagranicznego, ale na karcie widnieje napis "COSTUMER" Bankowi prawdopodobnie chodziło o wyraz "CUSTOMER". Być może, gdy klient PJO otrzyma następną kartę, dowiemy się czy w owym banku jest "klejent" czy też "klient". (AL) Widzyk prywatny Były minister transportu Jerzy Widzyk złożył skargi do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych i Rzecznika Praw Obywatelskich o to, że GIIF nie umożliwił mu złożenia wyjaśnień w sprawie podejrzeń o pranie brudnych pieniędzy. Chodziło o to, że minister więcej wydawał na spłatę kredytu bankowego na zakup domu o wartości 220 tysięcy złotych, niż zarabiał na rządowej posadzie. Teraz generalny inspektor i rzecznik praw nie mogą powiadomić byłego ministra o swoich ustaleniach, bo ten nie podał prywatnego adresu (notabene prywatną skargę napisał na firmowym papierze). Obywatelskim prawem jest ochrona danych? (AZ)
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: "The Economist" zada nowych wyrzeczen!
Gość portalu: snajper napisał(a):
The Economist żąda więcej wyrzeczeń? Jak śmie - nas, którzy już tyle
przecierpieliśmy!
LK: Jak oni smia sie wtracac w nasze, polskie sprawy! Niech najpierw
zrobia porzadek w Irlandii, np. zlikwiduja mur w Belfascie,
zalatwia sprawe bialych farmerow w b. Rodezji, a pozniej niech daja rady
innym!
S: Od tego są, aby komentować sprawy róznych państw. Cóż to,
chcesz im zakazać zajmowania się Polską ? Bo TOBIE się to nie podoba ?
LK: Nie zakazac, ale moge od nich zadac uczciwosci w prezentacji faktow!
Chyba mam prawo ich krytykowac?
Autorowi pomylili się redaktorzy czasopisma z Panem Bogiem. Redaktorzy po
prostu wydają swoją ocenę - słuszną bądź nie. Jeśli nie, to dalej konsumujmy,
podwyższajmy pensje, emerytury i renty, płaćmy bezrobotnym itd. Jesteśmy
przecież pracowici i bogaci.
LK: Bez konsumpcji ne da sie zyc. Jak nie bedziemy powyzszac pensji czy
emerytur, to na skutek inflacji ludzie nie beda mieli z czego zyc.
Przestanmy placic bezrobotnym, a bedzie jak w USA czy Brazylii, strach wyjsc
z domu, bo cie zaraz napadna...
Jak się wydawało ponad stan, jak się rozdawało pieniądze, których się nie
miało, to teraz trzeba za to zapłacić. Kto ma zapłacić, jak nie my ?
Chińczycy ?
LK: Wszyscy zyja ponad stan. Najlepiej to widac na przykladzie USA!
3 budynki trafione, 2 znisczone (jaki to, promil kubatury?), a od
razu pol miliona miejsc pracy znika w miesiac!
I oni nas smia pouczac, jak my mamy gospodarowac?
Przeciez jako dobrzy gospodarze powinni miec oszczednosci
na "czarna godzine"? Gdzie sie one wiec podzialy?
Jeśli natomiast mają rację, to idąc dalej tym samym trybem za parę lat
dojdziemy do punktu wyjścia: nędzy i hiperinflacji. Dojdzie nam tylko
bezrobocie na poziomie 1/3 populacji.
LK: Ameryka jest na dobrej drodze ku temu.
Jak sie ten trend utrzyma, to za rok bedzie o kilka milionow
bezrobotnych wiecej!
LK: Oni zawsze radzili zaciskanie pasa, a sami robia cos wrecz
przeciwnego, wydaja na lewo i prawo, marnuja np. pieniadze na wojne
w Afganistanie, na utrzymywanie na sile Irlandii Pln. A nam daja,
nieproszeni, "dobre" rady...
Wydają swoje pieniądze. Zabronisz im ? A rad możesz nie słuchać.
Tylko potem nie płacz.
LK: Ja nie placze, ja krzycze! A pieniadze to owe rzady wydaja
NIE swoje (bo rzad moze tylko je drukowac, ale wartosci, ktore owe
pieniadze reprezentuja tworzy sektor produkcyjny,
a nie administracja panstwowa), jeno PODATNIKOW!
A to SPORA roznica! Cudze latwiej sie wydaje niz wlasne!
Co ma do tego łzawe szlochanie, ile już wycierpieliśmy? Kto ma nam za to
zapłacić - USA czy UE?
LK: Juz ci tlumoku mowilem, ze ja nie placze, a KRZYCZE!
LK: I USA, i UE, a szczegolnie Niemcy, ktore nam sa ciagle winne za
zniszczenie Warszawy, czy za niewolnicza prace Polakow (same odsetki za
pozne wyplacenie naleznych pensji starczylyby na rozruszanie polskiej
gospodarki). To co Niemcy zaoferowali, to byla jalmuzna, i hanba tym
w rzadzie, co sie na takie traktowanie Polakow zgodzili!
To nie rząd polski się zgodził. To są ustalenia międzynarodowe.
Miej pretensje do świata, jak to nas Polaków krzywdzi.
Powinien nam dawać i dawać i dawać.
LK: Jak "nasz" rzad reprezentuje interesy Niemiec, to nic dziwnego,
ze ciagle dostajemy w dupe...
Prawdziwy rzad polski nigdy by nie przyjal takich upokarzajacych warunkow!
NIE moze byc zadnych uzgodnien o losie Polakow bez ich udzialu.
Inaczej to jest to Jalta bis!
Jeśli wydajność polskiego pracownika to 60% wydajności w UE, a jego koszt
ze względu na ZUSy i podatki przybliża się do tamtych kosztów, to kto tu
zainwestuje? Polski kapitał, którego nie ma?
LK: Po co nam te zagraniczne inwestycje? Zeby zyski z pracy Polakow szly
na zachod? Jesli mamy 60% wydajnosci UE, to nie jest tak zle. Z tym mozemy
podbic wiele rynkow, np. w b. ZSRR. A reforma ZUSu czy systemu podatkowego
jest konieczna, ale nie na sile, to trzeba dobrze zaplanowac, poddac pod
referendum i wprowadzac stopniowo, bez niedomowien i niespodzianek!
Po co nam zagraniczne inwestycje ? Choćby po to, żeby było gdzie pracować.
Jest to tylko jeden z powodów.
LK: Za tzw, komuny NIE bylo praktycznie zagranicznych inwestycji,
a pracy bylo w brod!
Wydajność 60% Cię zadawala ? To i wynagrodzenie w takiej wysokości powinno.
LK: Chcialbym, aby Polacy dostawali 60% wynagrodzenia unijnego.
Emigracja nie mialaby wtedy sensu...
System podatkowy poddany referendum ????? Ludzie, litości !!!!!
Czy Ty wogóle myślisz ?????
LK: Masz poglady jak za komuny: "wladza wie wszystko lepiej".
Lud to wedlug ciebie motloch, ktory NIE powinien miec ZADNEGO wplywu
na wazniejsze decyzje "wybrancow bogow " z rzadu...
Czy ty wiesz co znaczy greckie slowo "demokracja"
(podpowiadam: demos=lud, kracja=rzadzenie, rzady).
Proponuję nastepujące pytanie do referendum: Jaka powinna być
stawka podatku dochodowego - 0%, 20%, 80%?
LK: Plus:
0% = brak jakichkolwiek swiadczen ze strony rzadu
20% = nieco policji w wiekszych miastach
80% = darmowe autostrady, darmowy lekarz i dentysta (na prawde, a nie
tylko w ustawie), dobre szkoly dla kazdego, sprawna policja itp.
Trzeba podac NIE tylko ile sie bedzie placilo, ale tez co sie
bedzie za to mialo!
Lepiej bratku wyłącz komputer i idź pasać kozy. Więcej będzie z tego
pożytku.
LK: Kozy choduje sie np. w Norwegii i Szwajcarii, rasowe i na duza skale.
Widac, jak malo wiesz o rolnictwie!
A czy czytales druga czesc mojego listu? Moze nie zrozumiales, to powiedz
to wyraznie, a przetlumacze ci to na polski!
Kaganovsky
LK: Na w/w brak odpowiedzi...
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: "The Economist" zada nowych wyrzeczen!
Gość portalu: Symeon napisał(a):
Gość portalu: Kagan vel Krawczyk vel Keller napisał(a):
LK: To NIE moja wina, ze mnie Michnik vel Szechter vel ? przesladowal.
Konspiratorskie przyzwycajenie pozostaly...
LK: Konkluzje daje sie dopiero na koniec, a nie na poczatku!
Wręcz przeciwnie,mądralo - słowo wstępne zawsze zmieszcza się na poczatku,
choć pisze na końcu. Ale nawet jak zrobię na odwrót, to moja sprawa.
LK: Supermadralo: konkluzje daje sie czasem na poczatek, ale
zawsze z, chocny krotkim, UZASADNIENIEM!
LK: Jak oni smia sie wtracac w nasze, polskie sprawy! Niech najpierw
zrobia porzadek w Irlandii, np. zlikwiduja mur w Belfascie,
zalatwia sprawe bialych farmerow w b. Rodezji, a pozniej niech daja rady
innym!
S: A ty matołku, jak śmiesz czytać i komentować Ekonomista - na dodatek nie
rozumiejąc dobrze po angielsku?
LK: To ty tlumoku nie znasz angielskiego i myslisz, ze jak cos
powiedziano w obcym jezyku (angielski, francuski), to jest to
niemalze "objawienie boze". Obys opublikowal 10% tego co ja
po angielsku...
LK: Bez konsumpcji ne da sie zyc. Jak nie bedziemy powyzszac pensji czy
emerytur, to na skutek inflacji ludzie nie beda mieli z czego zyc.
A bez produkcji nie ma konsumpcji - mozemy tak się do śmierci przerzycać
tego typu mądrymi myślami.
LK: Mozna zyc na kredyt. USA to robi od dziesiatkow lat. Trzeba tylko
ludziom wmowic, ze zlotowki sa lepsze od "grenback'ow"...
Pracowac i zyc z tego to NIE sztuka. Sztuka jest NIC nie robic, a dobrze zyc...
Jak np. Bill Gates (on nie tylko, ze NIC nie robi, to nawet produkuje
i sprzedaje dobra o negatywnej wartosci uzytkowej).
LK: Przestanmy placic bezrobotnym, a bedzie jak w USA czy Brazylii, strach
wyjsc z domu, bo cie zaraz napadna...
S: Co ty wiesz o USA? Za dużo filmów oglądasz.
LK: Spedzilem tam ponad rok. Pracowalem jako systems analyst, wiec stac
mnie bylo na poznanie sporej czesci USA: od Kaliforni po Nowy Jork...
LK: Oni zawsze radzili zaciskanie pasa, a sami robia cos wrecz
przeciwnego, wydaja na lewo i prawo, marnuja np. pieniadze na wojne
w Afganistanie, na utrzymywanie na sile Irlandii Pln. A nam daja,
nieproszeni, "dobre" rady...
S: Napisz w tej sprawie następny list, do premiera Wlk.Brytanii.
Może się zawstydzi i przyśle te pieniądze na wypłaty naszym bezrobotnym.
LK: On dobrze wie co robi. A Polakow ma w dupie, jak Chamberlain,
jak Churchill!
LK: I USA, i UE, a szczegolnie Niemcy, ktore nam sa ciagle winne za
zniszczenie Warszawy, czy za niewolnicza prace Polakow (same odsetki za
pozne wyplacenie naleznych pensji starczylyby na rozruszanie polskiej
gospodarki). To co Niemcy zaoferowali, to byla jalmuzna, i hanba tym
w rzadzie, co sie na takie traktowanie Polakow zgodzili!
Zgadzam się, to była jałmużna. Jak się chce reparacji wojennych,
to trzeba wpierw wygrać wojnę.
LK: Podobno te wojne Niemcy przegraly, a WP wkroczylo do Berlina w r. 1945?
Może więc namów naszego prezydenta, żeby tę wojnę wypowiedział -
bo tę w 1939 tośmy przegrali z kretesem.
LK: Wojna zakonczyla sie w r. 1945, Polacy dali na nia zolnierzy mniej tylko
od ZSRR, USA czy W. Brytanii... i walczyli PRZECIWKO Niemcom, a NIE jak
np. Wlosi, Wegrzy czy Rumunii albo Dunczycy i Holendrzy po stronie Hitlera...
LK: Po co nam te zagraniczne inwestycje? Zeby zyski z pracy Polakow szly
na zachod? Jesli mamy 60% wydajnosci UE, to nie jest tak zle. Z tym mozemy
podbic wiele rynkow, np. w b. ZSRR.
Rynki wschodnie też podbiją kraje UE i Stany, właśnie dlatego, że mają
kapitał, technologie i dużo wyższą wydajność pracy.
A tacy jak ty mogą dalej snuć marzenia o mocarstwowej Polsce z rodzimym ]
kapitałem.
LK: Maja tez wieksze koszty (amortyzacja), wiec mamy szanse na konkurowanie,
byle w uczciwych warunkach...
A reforma ZUSu czy systemu podatkowegojest konieczna, ale nie na sile,
to trzeba dobrze zaplanowac, poddac pod referendum i wprowadzac stopniowo,
bez niedomowien i niespodzianek!
Tak, niech naród wybierze - chce ZUS i podatki, czy nie. Mogę ci nawet podać
odrazu wynik tego referendum: Naród wybierze, by ZUSy i podatki płacili
tylko najbogatsi, najlepiej w wysokości 99%. Reszta zdrowego narodu
nie tylko powinna być wolna od obciążen, ale też powinna - wzorem Leppera
i jego kolesi - dostawać duże kredyty konsumpcyjne - bezzwrotnie.
LK: Slusznie: podatek w zaleznosci od mozliwosci platniczych plus
preferencyjne kredyty dla producentow, a NIE spekulantow, jak obecnie...
Lepiej bratku wyłącz komputer i idź pasać kozy. Więcej będzie z tego
pożytku.
LK: Kozy choduje sie np. w Norwegii i Szwajcarii, rasowe i na duza skale.
Widac, jak malo wiesz o rolnictwie!
Jak więc widzisz , radzę ci dobrze - idź pasać kozy, a wynik tej
działalności na pewno będzie lepszy niż pukanie w komputer.
LK: Obawiam sie, ze nie. Brak mi kapitalu na:
- zakup stada (rasowe kozy niezle kosztuja)
- zakup pastwiska
- budowe zagrod dla koz, zatrudnienie pasterzy, weterynarzy itp.
Agrobiznes to NIE jest takie proste, na tym trzeba sie znac
(studia rolnicze) i miec kapital!
A moze ty mi pozyczysz te USD 1.5 mln na poczatek?
A czy czytales druga czesc mojego listu? Moze nie zrozumiales, to powiedz
to wyraznie, a przetlumacze ci to na polski!
Kaganovsky
Na pewno powalisz ich tą krytyką na kolana. Chyba, że też nie zrozumieją i
będziesz musiał im tłumaczyć.
LK: W dalszym ciagu czekam na konkretna odpowiedz!
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Podatnik zawinił, podatnik zapłaci, czyli jak n...
Wali się reforma emerytur Trzech panów redaktorów pisało artykuł i trochę się im pomieszały
zagadnienia i problemy. Artykuł nie sygnalizuje prawdziwych
problemów,tylko robi tzw.szum informacyjny,bo dużo napisane,ale
komentarze bez sensu.
To prawda,że kolejne rządy unikały dokończenia reformy emerytalnej
jak śmierdzącego jajka.Od dawna prognozuje się,że emerytury jakich
można będzie oczekiwać z nowego systemu, będą w wys.ok.50-55%
ostatniej płacy dla mężczyzn i ok.30%-35% średnio dla kobiet.
W artykule zarzuca się ,że kolejne rządy nie wprowadziły mechanizmu
zabezpieczjącego oszczędności przyszłych emerytów, w ostatnich
latach przed emeryturą.Wynika też z niego,że teraz rząd postanowił
przekupić emerytów,by zamazać swoje zaniedbanie, w zakresie
wprowadzenia obowiązku ochrony kapitału, w ostatnich latach przed
emeryturą.Jest to bzdura.Gdyby rząd taki obowiązek wprowadził bez
dokonania reformy pozostałych spraw,przyszłe emerytury byłyby
jeszcze niższe o jakieś 20%-25%.Użyte sformułowanie" przekupić
emerytów kosztem podatników" jest nadużyciem i robieniem
sensacji.Rząd ma obowiązek zapewnić emeryturę ,bo taki jest
obowiązujący u nas system emerytalny.
Rząd raczej nie dopłaca do OFE, jak napisano w artykule,tylko do
ZUS,któremu brakuje pieniędzy na wypłatę obecnych emerytur i bieżące
odprowadzanie do OFE części składki, w wys.7,3% naszego
wynagrodzenia brutto.
Problemem ,o którym się nie mówi w artykule, jest sytuacja
demograficzna naszego społeczeństwa i wzrost ilości emerytów
przypadających na jednego zatrudnionego.
Trzeba zdawać sobie sprawę,że nad naszym systemem emerytalnym, ciąży
olbrzymie zdłużenie naszego państwa.To powoduje,że kolejne rządy
unikały rozwiązania tego problemu.Szkoda tylko,że zamiast podjąć
uczciwą komunikację ze społeczeństwem,wykonuje się pozorowane ruchy,
jak ten ostani projekt resoru pracy ,który ma zdaniem autorów
uzdrowić tę sytuację.Rozpętuje się nagonkę w prasie, na Bogu Ducha
winnych akwizytorów,bo przecież musi być jakiś kozioł ofiarny,winny
temu,że OFE nie mogą wypracować wystarczających na godziwe emerytury
zysków.(koszty poniesione przez OFE na akwizycję przypadające w
ubiegłym roku na 1 członka OFE to 27,-zł(376mln:14 mln członków=
ok.27zł)
Dlaczego OFE nie mogą wypracować zysków ?-bo nie pozwala im na to
narzucony gorset ograniczeń prawnych, w zakresie limitów
inwestycyjnych, w poszczególne klasy aktywów.Mogą inwestować
maksymalnie do 40% w akcje,a pozostałe 60% sładki w obligacje,bony
skarbowe,depozyty.Ktoś musi przecież ten dług publiczny spłacać i
Skarb Państwa emituje obligacje,które kupują OFE do swoich portfeli.
Przeciętnie OFE mają w swoich portfelach ok.30% akcji,czyli pracują
jak fundusze stabilnego wzrostu,które w długiej perspektywie mogą
wypracować zyski rzędu 6% średniorocznie.
Co to oznacza?.Ktoś, kto jest obecnie w wieku 30 lat i zarabia ok.3
tys.zł.odprowadza składkę do OFE ok.200zł/m-c.Przez 35 lat zgromadzi
kapitał emrytalny wystarczający do wypłaty emerytury przez 20 lat w
wys.1900zł/m-c.
Gdyby jednak mógł inwestować w fundusz akcji,który może przynieść w
tak długim okresie,ok.10% średniorocznie,to jego emerytura z OFE
mogłaby wynosić ok.4 800zł/m-c.
(Zakładam ,że kapitał emerytalny w okresie pobierania emerytury,
jest inwestowany ze stopą zysku 5%).Pomijam tutaj wzrost wpłacanej
do OFE składki, związanej ze wzrostem płac,inflację.Należy
zauważyć,że realna wartość tych pieniędzy będzie dużo niższa.)
Bezpieczne inwestowanie,to raczej ochrona kapitału przed utratą jego
wartości na skutek inflacji,a nie jego pomnażanie.By chronić kapitał
trzeba go najpierw zbudować,a na to, jak dotąd ,nie pozwalają
rozwiązania prawne.Ponadto, gdyby takie rozwiązanie teraz
wprowadzić,to osoby,którym niewiele czasu pozostało do emerytury,
zostałyby pozbawione wszelkich szans, na odrobienie strat
poniesionych w ostatnim kryzysie.Fundusze inwestujące w akcje,
ponoszą w czasie bessy największe straty,ale potrafią je szybko
odrabiać w okresach hossy i zawsze w długim okresie przynoszą
największą zyskowność.Mimo,że do OFE trafia tylko7,3% naszej
składki,a w ZUS pozostaje 12,22% to w długim okresie i tak
prognozuje się,że większa część naszych emerytur, będzie pochodzić z
OFE.Problemem natomiast są emerytury osób,które teraz przechodzą na
emeryturę,bo przez 10 lat nie zdążyły zbudować kapitału w OFE,a
jeszcze stopniał w ostatnich dwóch latach.
Pomijając już absurdalność z punktu widzenia ekonomicznego,
nie wiem, jak ktoś sobie wyobraża likwidacje OFE i zagarnięcie
kapitału emerytalnego.Zgodnie z obowiązującym prawem, są to
pieniądze stanowiące własność członków OFE.W odróżnieniu od
wirtualnego kapitału, naliczanego przez ZUS,który przestaje istnieć
w momencie śmierci niedoszłego emeryta,te pieniądze podlegają
dziedziczeniu.
Czasy kiedy władza odbierała swoim obywatelom ich własność, chyba
już dawno minęły,ale jak widać, niektórzy mentalnie jeszcze nadal
tkwią w tamtym okresie.
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Bielsko/Bielitz
Piyrwszo biblioteka na S`lonsku "ZAPOMNIANA BIBLIOTEKA
Tradycja bibliotek publicznych prowadzonych przez władze miejskie sięga w
naszym mieście XVIII wieku. 26 października 1720 roku, Zygmunt Frölich dyrektor
kancelarii zamkowej ostatniego hrabiego Juliusza Sunnegha przekazał testamentem
dla miasta Bielska, "dla bielskiej kancelarii i wszystkich wykształconych
mieszkańców" swój księgozbiór. Dzięki darowiźnie powstała najstarsza na Śląsku
i jedna z najstarszych w Rzeczpospolitej biblioteka publiczna. Można
przypomnieć, że Biblioteka im. Załuskich została uroczyście otwarta dopiero w
1747 roku.Dotychczas uważano, że najstarsza biblioteka do użytku publicznego na
Śląsku została założona w Cieszynie wraz z przekazaniem Parafii Ewangelickiej
księgozbioru barona Jerzego Fryderyka Bludowskiego. Otóż baron zmarł w 1730
roku, a zbiory stały się własnością jego zięcia Adolfa Schmelinga rodem z
Pomorza. Dopiero około roku 1750 księgozbiór Bludowskich został przekazany do
publicznego użytkowania. W 1787 roku zbiory te zostały wzbogacone biblioteczką
adwokata Bogumiła Rudolfa Tschammera, który wraz z książkami przekazał
pieniądze na ich utrzymanie. Kolekcja zwana od imienia fundatora Biblioteką
Tschammera istnieje do dnia dzisiejszego i można ją podziwiać w Książnicy w
Cieszynie.
Pierwsza biblioteka publiczna w Bielsku powstała ponad 50 lat przed fundacją
Tschammera. O wielkim Bielszczaninie zachowało się mało informacji. Urodził się
w Bielsku i po swym ojcu Andrzeju pełnił urząd na Zamku, najpierw jako asesor,
potem sekretarz, a wreszcie dyrektor kancelarii. Długoletnią pracę dla rodu
Sunneghów i miasta przerwała śmierć 29 listopada 1720 roku.Zachowany do naszych
czasów odpis testamentu, jedyna pamiątka po bibliotece świadczy, że XVIII
wieczne Bielsko nie było pustynią kulturalną, a Bielszczanie czytali i
gromadzili książki. W myśl ostatniej woli Zygmunta Frölicha - w razie
bezpotomnej śmierci przekazał dla miasta Bielska liczne darowizny na różne
społeczne cele, m.in. 400 florenów reńskich na utrzymanie i uzupełnianie
księgozbioru. Fundator zastrzegł również, by biblioteka była utrzymywana w
kompletnym stanie, w pomieszczeniu gdzie nie byłaby narażona na wilgoć i
zniszczenie. Książki miały być udostępniane tylko na miejscu w wyznaczone dni
tygodnia.
Trudno odpowiedzieć dzisiaj na pytanie jak wyglądała biblioteka Frölicha.
Katalog, który według testamentu miał być sporządzony zaraz po udostępnieniu
księgozbioru czytelnikom nie został odnaleziony. Nie zachował się też żaden
spis inwentarzowy lub dotyczący zawartości i dziedzin wiedzy; nie stwierdzono
również istnienia ekslibrisu Z. Frölicha, ani też jakiegokolwiek innego znaku
własnościowego. Do dzisiejszego dnia nie udało się odnaleźć żadnej książki
należącej do bielskiego księgozbioru.
Egzekutorem testamentu, a zarazem fundacji był magistrat miasta Bielska i
urzędnicy dworscy. Przez blisko 80 lat odsetki od sumy fundacyjnej były
przeznaczane na zakup nowych książek. Ostatnie rachunki dotyczące kolekcji
znajdujemy w rachunkach przychodów i rozchodów miasta Bielska od 1 stycznia do
31 grudnia 1807 roku. Nie ma żadnych powodów do przypuszczeń, że pieniądze były
przeznaczane na inne cele. Biblioteka była powodem do dumy miasta Bielska.
Można to wnioskować ze znanej "Typografii Cesarsko-Królewskiej części Śląska"
Reginalda Kneifla [Brno 1804], w której w rozdziale zatytułowanym "O mieście
Bielsku" istnieniu biblioteki poświęca się osobny ustęp - "Jest zaszczytem dla
tak małego miasta, jakim jest Bielsko posiadanie biblioteki publicznej.
Przypuszczalnie zawiera ona głównie prawnicze dzieła, ale również chyba też
książki do czytania; jej fundator, Zygmunt Frölich, dyrektor kancelarii
hrabiowskiej, przeznaczył na jej rozwój 400 florenów; można przeto oczekiwać,
że będzie się ona ciągle rozrastała".
Biblioteka początkowo była przechowywana na Zamku. Następnie W odpowiedzi na
prośbę władz miejskich, radca prawny kancelarii książęcej po obejrzeniu
wyremontowanego sklepienia w ratuszu zezwolił na przeniesienie całego
księgozbioru do archiwum miejskiego. Dnia 19 lipca 1793 roku bibliotekę
przeniesiono i wyznaczono na bibliotekarza Pawła Schubuta. Widać z tego, że
biblioteka nie była zapomniana i działała. W przeciwnym razie nie zatrudniano
by bibliotekarza. Dnia 6 czerwca 1808 roku Biblioteka Frölicha spłonęła w
wielkim pożarze Bielska, w którym uległo zagładzie prawie ľ miasta. Po fatalnym
pożarze nie interesowano się już biblioteką. Miasto odbudowano, a o fundacji
zapomniano. Dopiero w sprawozdaniu z maja 1843 roku władze miasta donoszą, że
zachował się w pewnym procencie kapitał fundacyjny z biblioteki Frölicha.
Początkowo chciano założyć wedle woli fundatora nową bibliotekę, ale
ostatecznie nic w tym kierunku nie uczyniono, a fundusze przepadły w skutek
inflacji. Istnienie już na początku XVIII wieku miejskiej biblioteki publicznej
w Bielsku jest niewątpliwie powodem do dumy, a zwłaszcza fakt, iż to właśnie
nasze miasto posiadało najstarszą placówkę na całym Śląsku."
Więcej ciekawostek:
www.bielsko.com.pl/index.php?teksty&ciekaw2/hist
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Polski handel w KDT?
Mimo coraz lepszych informacji ze światowych rynków, ceny złota znów
pną się w górę - pisze "Polska". Tylko w ostatnim tygodniu cena
uncji podrożała o ponad 30 dolarów. Dziennik wyjaśnia, że trzeba za
nią obecnie zapłacić ponad 950 dolarów, w jeszcze w listopadzie
uncja złota kosztowała nieco ponad 720 dolarów.
Według ekspertów, kto w ostatnich miesiącach ulokował pieniądze z
złocie, zyskał ponad 40%. Na giełdzie tymczasem straciłby, średnio
jedną piątą.
Jak czytamy w "Polsce", złoto to najlepszy sposób na zabezpieczenie
się przed skutkami inflacji. Kryzys zwiększył popyt na złoto, które
uchodzi za bezpieczną lokatę w trudnych czasach.
.....................................................................
Kilka przykładów geniuszu Balcerowicza- Spowodował
osiemnastomiesięczne (!) zamrożenie kursu dolara, przy równoczesnym,
sięgającym 90% rocznie (!!), bankowym oprocentowaniu kapitału
złotówkowego, co pozwoliło niebieskim ptakom całego globu przywieść
nad Wisłę wagony dolarów, a kilkanaście miesięcy później wywieźć
znad Wisły dwa i pół raza tyle (prawie 250%!!!). Za ten
wymarzony "numer" cwaniacy Wschodu i Zachodu winni solidarnie
wznieść panu Balcerowiczowi pomnik o wysokości Wieży Eiffla, i to ze
szczerego złota, którego ciężar byłby lichym ułamkiem ich "doli".
Historia ekonomii zna niewiele finansowych "przekrętów", które miały
skalę porównywalną. - Wychładzał gospodarkę podczas gdy należało ją
podgrzewać. - Sprzedał polskie złoto (ponad 150 ton) kiedy było w
absolutnym dołku cenowym. Polska straciła na tym ok. 2,5 mld
dolarów. - Przeszedł w rozliczeniach zagranicznych z rozliczeń
dolarowych na euro w momencie wprowadzenia euro, a wiec
nieustabilizowanym kursie. Po tym euro spadło z $1,15 do $0,89. A
wiec siła nabywcza polskiej rezerwy walutowej spadła o prawie 30%,
czyli ok. 15 mld$. - Ostatnie jego posunięcia są wręcz fatalne. Przy
prawie zerowej inflacji utrzymywanie stóp na tak wysokim poziomie
jest czystym absurdem. W USA w podobnej sytuacji stopy spadły
poniżej 2%. - Panu Balcerowiczowi pomyliły sie role jaką powinien
spełniać pieniądz w gospodarce. Pieniądz ma spełniać służebna rolę
względem gospodarki i rozwoju kraju a nie odwrotnie jak to sie zdaje
panu Leszkowi B.Geniusz Balcerowicz zaciągnął kredy i ulokował w
obligacjach USA - 30 mld Dolarów!! Przy kursie dolara ponad 4 zl. Na
ten cel wyemitowano obligacje - większość na długi okres o stałym
procencie - 15% i więcej. Obligacje USA były na 1-2% Polska na tym
straciła na przestrzeni lat ponad 100 mld USD - ukrywanych jako
straty NBP. itd, itd, itd... I oto ten gwiazdor trząsł Polską
gospodarką, co czyni ją permanentnym dłużnikiem, bez końca
spłacającym długi boleśniejsze każdego roku. Za co kochają go
wszyscy finansowi spekulanci tej Ziemi. Na początku lat 90-tych ten
geniusz podniósł oprocentowanie kredytów już wziętych z 8 do 40%.
Dzięki tej wspaniałej decyzji tysiące polskich firm zbankrutowało i
powstało duże bezrobocie. Wkraczające na nasz rynek zachodnie firmy
nie miały specjalnie z kim konkurować, ale miały za to tanią siłę
roboczą, do dnia dzisiejszego zresztą wiele się w tym temacie nie
zmieniło. Nic więc dziwnego ,że na zachodzie go chwalą, bo działał i
działa w ich interesie, ale nikt go tam nie zatrudni, bo prywatnie
uważają go za zdrajcę. Przypomnę , że Balcerowicz również maczał
swoje paluchy w wyprzedaży prawie całego polskiego sektora bankowego
w zachodnie ręce za 10% wartości. Wyprzedano ponad 80% polskich
banków-tak właśnie wygląda polityka w Polsce, więc nie dziwcie się ,
że tu dobrze nigdy nie będzie. Plan Balcerowicza Gdy przyjrzymy się
sytuacji gospodarczej i społecznej naszego kraju po szesnastoletnim
okresie tzw. transformacji ustrojowej, wyraźnie widzimy, że Polska
znajduje się na kolejnym ostrym wirażu swej historii. Jaki jest
bilans zysków i strat po tzw. przyspieszonej prywatyzacji (czytaj:
grabieży) majątku narodowego oraz wejściu naszego kraju do Unii
Europejskiej? (1, 2, 3, 4, 5) Istotę przemian gospodarczo-
ustrojowych po 1989 roku dosyć dobrze oddaje sformułowanie "wielki
przekręt". Przyczyna obecnego kryzysu gospodarczego tkwi właśnie w
przekrętach, które miały miejsce w ciągu ostatnich 16 lat, gdyż w
trakcie próby budowy kapitalizmu po komunizmie - w toku tzw.
restrukturyzacji przemysłu po 1989 roku, prowadzonej przez ekipy
rządowe różnych barw - doszło do prawie darmowej wyprzedaży
większości narodowego majątku obcym inwestorom. Okres ten to
bezprecedensowe w skali świata ogołocenie Narodu Polskiego z jego
własności. Nie byle jaki to przekręt, w którym majątek banków i
przemysłu został upłynniony za mniej więcej 10 proc. jego
rzeczywistej wartości. Na taką to ogromną skalę zostało okradzione
społeczeństwo, żeby zainkasować prowizje, stanowiące tylko nikły
procent wartości sprywatyzowanego kapitału.
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: 81% Amerykanów zaciska pasa
81% Amerykanów zaciska pasa Amerykańskie sposoby na kryzys
Tomasz Deptuła (Nowy Jork)2008-07-21
Prowadź samochód na bosaka, dolej wody do keczupu i noś krótkie
włosy - to rady, do których stosują się Amerykanie, którzy odczuwają
coraz mocniej w swoich budżetach skutki inflacji.
Wzrost cen żywności wywołany przede wszystkim szybko rosnącymi
cenami paliw i energii dał się Amerykanom mocno we znaki. Inflacja,
wzrost bezrobocia i spadające ceny domów spowodowały, że wiele
rodzin zaczęło ostro oszczędzać. Aż 81 proc. konsumentów badanych
przez Instytut Gallupa przyznaje się do zmiany dotychczasowych
przyzwyczajeń przy zakupach, częściej niż dotychczas poszukując
tańszych produktów i innych sposobów na zmniejszenie kosztów
utrzymania. Potwierdzają to także spadające wskaźniki zaufania
konsumentów, które znajdują się pobliżu historycznych dołków.
Amerykanie zdecydowanie ograniczyli wydatki i coraz mocniej
ograniczają domowe budżety.
Według najnowszych raportów ceny detaliczne wzrosły w czerwcu rok do
roku o 5 proc. I będą rosły nadal, bo w tym samym miesiącu ceny
produktów, którymi obracają między sobą firmy, wzrosły o 9,2 proc.
(to tzw. inflacja cen producentów). Prędzej czy później będzie to
musiało przełożyć się na ceny w sklepach. To dlatego Amerykanie
zaczęli kupować w większych ilościach w dużych sklepach
dyskontowych, takich jak Wal-Mart, Costco czy BJ's. W czerwcu to
właśnie te sieci zanotowały wzrost obrotów o 6 proc. Po 15 latach
spadającej popularności konsumenci przeprosili się z kuponami
wycinanymi z gazet.
Aż 30 proc. badanych przez Gallupa musiało znaleźć sobie drugą pracę
lub wydłużyć godziny w obecnej, aby związać koniec z końcem.
Konsumenci przestali także zwracać uwagę na jakość produktów, a
prawie dwie trzecie odłożyło na później poważniejsze zakupy. "O ile
nie zaskakuje, że więcej osób zwraca uwagę na ceny, o tyle mniej
osób zdaje sobie sprawę, że co drugi konsument kupuje towary niższej
jakości i kupuje częściej w sklepach dyskontowych, aby wydawać mniej
pieniędzy" - uważa Dennis Jakobe, główny ekonomista Instytutu
Gallupa.
W zwalczaniu skutków inflacji zaczęły pomagać władze lokalne. W
stanie Nowy Jork Rada Ochrony Konsumenta (CBP) rozpoczęła
kampanię "Stretching Your Dollar Effort", otwierając forum, na
którym mieszkańcy stanu mogą dzielić się pomysłami, jak wycisnąć jak
najwięcej z każdego wydawanego dolara. "Konsumenci potrzebują
pomocy, aby przetrwać ciężką sytuację gospodarczą - uzasadnia
rozpoczęcie kampanii Mindy A. Bockstein, dyrektor CBP - a jak mówi
Platon, potrzeba jest matką wynalazku". CBP doradza między innymi,
aby w sklepach targować się o cenę, w banku renegocjować
oprocentowanie na karcie kredytowej, a książki i filmy pożyczać w
bibliotekach publicznych, zamiast je kupować czy wynajmować w
płatnych wypożyczalniach.
Niektóre rady mogą przypominać Polakom czasy PRL-owskiej biedy.
Zabierz ze sobą resztę chleba z restauracji, dolej wody do keczupu
czy dressingu do sałaty, dodaj bułki tartej do mięsa, gotuj jedzenie
w większych ilościach i zamrażaj w lodówce - radzą jedni konsumenci
innym konsumentom na stronie firmowanej przez władze stanowe.
Psujące się owoce można zamienić na marmoladę, a warzywa hodować w
ogródku lub nawet w domowych doniczkach. Na samym piciu kawy
zaparzonej w domu, a nie kupowanej na mieście można oszczędzić
rocznie do 1500 dolarów. Krótkie włosy z kolei mają sprawić, że w
okresie letnim konsument w mniejszym stopniu odczuje skutki upałów i
rzadziej będzie włączać energochłonną klimatyzację. Elektryczność i
wodę pozwoli także zaoszczędzić załadowanie pralki do pełna, a nie
do połowy.
Rekordowo droga benzyna sprawiła już, że Amerykanie zaczęli mniej
podróżować. Stosując się do rad, aby za jednym wyjazdem z domu
załatwiać kilka spraw, konsumenci zmniejszyli liczbę przejeżdżanych
mil. Także weekendowe wyjazdy stały się krótsze i rzadsze, co
zmniejszyło popyt na paliwo i przyczyniło się do ostatnich spadków
cen na światowych rynkach. Ponad 4 dolary płacone za galon (3,78 l)
benzyny sprawiły, że gazety, telewizja i media wypełniły się radami,
jak jeździć jak najoszczędniej. Poza standardowymi sposobami, takimi
jak sprawdzanie ciśnienia w oponach, systematyczne robienie
przeglądów czy wyrzucenie zbędnego balastu z bagażnika znalazły się
i bardziej oryginalne. "Kiedy prowadzisz, zakładaj obuwie o jak
najcieńszej podeszwie, a w stanach, gdzie prawo na to pozwala -
kieruj samochodem boso. Wrażliwość twojej skóry pomoże ci łagodniej
hamować i przyspieszać, poprawiając zużycie paliwa" - doradza Bill
Schumacher, ekspert firmy NAVTEQ zajmującej się samochodową
nawigacją satelitarną.
Nie wiadomo, ile osób stosuje się do rady i prowadzi bez butów, ale
bez wątpienia Amerykanie zaczęli zdejmować nogę z gazu, aby
ograniczyć zużycie benzyny. W wielu stanach USA zanotowano w
ostatnich miesiącach spadek liczby mandatów wypisywanych za
przekraczanie dozwolonej prędkości. Amerykanie masowo przesiadają
się też na małe samochody. W czerwcu najlepiej sprzedawanym
samochodem w USA okazała się tania i oszczędna Toyota Corolla,
detronizując dominującego na rynku od ponad 20 lat pickupa Forda
model F-150. Sprzedaż paliwożernych dużych samochodów sportowo-
terenowych spadła w ostatnich miesiącach o ponad jedną trzecią.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Morderczy kapitalizm
jacek#jw napisał(a):
> Każda praktycznie firma z branży ciuchowej ma ceny poniżej zysku.
A więc niezgodnie z zasadami rynku - popyt kształtuje podaż - jest to tylko
przykład eliminowania firm uczciwych, płacących podatki, tzw. dumping. Po
wyeliminowaniu konkurencji, firma podnosi ceny tak, by odbić straty początkowe.
Ale musi to być bogata firma, która przetrzyma czas istnienia konkurencji.
> To mechanizm szarej strefy, żeby funkcjonować i mieć zysk trzeba domowymi
> sposobami ograniczyć podatki. Tak jest w hurtowniach, gdzie cena materiału bez
> faktury to 5-6 zl, z fakturą 10-12. W koncowym rozrachunku i tak zawsze płaci
> klient. Linku do tego nie ma, trzeba pochodzić, popytać.
W hurtowniach stosowane są oficjalnie 2 ceny na dany towar - cena hurtowa (z
podatkiem) i detaliczna z zerowym lub minimalnym zyskiem (bez podatku) oczywiście
ten minimalny zysk musi być niższy niż ewentualny podatek.
> > Konkurencja, a nie nadprodukcja, jednak jakość, a nie ilość powinny tu grać
> > rolę.
> > Jeśli producentów ciuchów jest zbyt dużo, i każdy będzie sprzedawał co
> > najmniej
> > jeden ciuch, bo zawsze znajdzie nabywcę na ten jeden, ale produkcja będzie
> > opłacalna przy minimum dziesięciu egzemplarzach, to żaden z nich nie będzie
> > usatysfakcjonowany swą produkcją.
>
> Tak, ale o tym musi decydować producent.
Chodzi o to, że każdy z nich musi dokładać środki spoza firmy, by dalej istnieć.
Jeśli skończą mu się środki zewnętrzne - bankrutuje. Stąd niespłacane kredyty.
Wygrywają ci, co przetrwają.
Tu możliwe są korupcje i jednostkowe decyzje bankierów, którego z kredytobiorców
zniszczyć nasyłając komornika. Czysta loteria lub korupcja.
> > I to jest według mnie złe. Ponieważ podraża życie osobom, które chcą
> > stabilizacji. Każde społeczeństwo składa się z osób o konserwatywnym punkcie
> > widzenia i osób lubiących zmiany. Jednak jedni i drudzy, muszą liczyć się z
> > dostępnymi im środkami jakimi dysponują. Jeżeli posiadają środki na częste
> > zmiany i wiążące się z tym kosztami to nie ma problemu - to ich decyzja.
> > Jeśli jednak brak produktu, który dotąd używali, i był on coraz tańszy,
> > lepszy i sprawdzony, znika z rynku, to niezależnie od stanu finansowego
> > klienta, musi on kupić to co jest, po droższej cenie, bo mu to jest
> > niezbędne do życia.
>
> Pomyłka polega na założeniu, że produkt istniejący długo na rynku tanieje. To
> nie jest prawda. Produkt tanieje, gdy coraz mniej ludzi chce go kupować.
Produkt w ostatecznej i niezmienionej technologii, w optymalnyw warunkach
produkcyjnych, jest cały czas w tej samej cenie, a jesli cany się zmieniają to
jest to spowodowane tylko zmianą cen materiałów potrzebnych do produkcji, energii
i części zamiennych maszyn i urządzeń. Trzeba również doliczyć skutki inflacji
lub deflacji. W konsekwencji w takim przypadku cena jest stała dla kupującego i
uczciwa. Właściciel ma stały i wystarczający zysk, nie za duży i nie za mały.
> > U nas nie rynek reguluje ceny, tylko ludzie pracujący na
> > rzecz firm producentów. Tworzą oni sztuczny popyt na produkty, analizując
> > psychologię klientów, którzy są łatwo podatni na każde ładne słowo, które
> > usłyszą. Tu działa psychologia tłumu i oni ją wykorzystują. Stąd te
> > niechciane
> > reklamy wciskające się do oczu i uszu w kazdym momencie naszego życia.
> Zbyt duża wiara w reklamy. One pomagają sprzedawać, wypromować produkt. Proszki
> do prania są niezbędne a klienci mają swoje upodobania. Nie widzę tu miejsca na
> coś, co możnaby nazwać sztucznym popytem.
To jest psychologia. Twórcy reklam od dawna wiedzą jakie jednostki czym
przyciągnąć by kupiły dany towar. Te jednostki są podatne na wydanie ostatnich
pieniędzy na reklamowany towar.
> > Podaj mi przykład reklamy produktu, który podawałby przede wszystkim dane
> > techniczne, zalety i wady reklamowanego produktu,
> Nie od tego są reklamy. Te informacje można przeczytać z opakowań lub instrukcj
> i obsługi.
Na ogół po zakupie. A chodzi mi o to, by taka informacja byłą na billboardzie czy
na ulotce reklamowej, czy w reklamie prasowej, czy telewizyjnej. Np. Telewizor
21" czy 35" - panoramiczny, z możliwością powieszenia na ścianie - taki płaski.
Cena śmiesznie niska, na każdą kieszeń. Nawet jak się jej nie ma.
> > Gdyby firma przeznaczyła te pieniądze na np. płace dla pracowników, to
> > musiałaby przeznaczyć jeszcze dodatkowe pieniądze na inne zwiazane z tym
> > dodatkowo opłaty (ZUS, podatki itp.).
> > Ponadto, okazałoby się, że dwie firmy, tej samej branży, mają pracówników
> > na tych
> > samych stanowiskach różnie zarabiających. A na to żadna firma nie chce pój
> ść z
> > powodów strategicznych. Byłaby bojkotowana przez konkurencję - niszczono b
> y ją.
>
> Różnice płacowe np między tym samym stanowiskiem w Łodzi i w Warszawie wynoszą
> jak 1 : 2, 1: 4, w zależności od branży i firmy się nie bojkotują. Ponadto
> podałaś podstawową przyczynę, dla której nie opłaca się zatrudniać pracowników.
I dlatego pracodawcy zatrudniają ludzi spoza Warszawy by nie płacić Warszawiakom.
> Wzrost płac to rzeczywiście wzrost obciążeń, które są dużo większe, gdy
> zatrudnia się nowych pracowników.
Być może, ale gdy się zatrudnia nowych pracowników, to na ogół płaci się im
mniej.
> > Jeśli ktoś ma przykłady tych uczciwych firm, których właściciele nie wydają
> > pieniędzy na nic innego, tylko na podatki, mają zyski, część zysku jest
> > przeznaczany na rozwój, jeśli oczywiście firma chce się rozwijać, a reszta
> > zysku
> > przeznaczona jest do podziału w równym stopniu dla właściciela i pracowników.
> Na giełdzie notowane są firmy, które muszą publikować sprawozdanie finansowe a
> akcjonariusze dokonują podziału zysku. Pracownik jest wynajmowany i za swoją
> pracę otrzymuje wynagrodzenie. Co w tym nieuczciwego?
Nie mówmy o giełdzie bo to temat na inny post.
Na polskiej giełdzie nie ma firm z większościowym udziałem akcjonariuszy
giełdowych, czyli w akcjach dostępnych na wolnym rynku. To jest tylko pseudotest.
lisa2
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Morderczy kapitalizm
Gość portalu: lisa2 napisał(a):
> jacek#jw napisał(a):
>
> > Każda praktycznie firma z branży ciuchowej ma ceny poniżej zysku.
>
> A więc niezgodnie z zasadami rynku - popyt kształtuje podaż - jest to tylko
> przykład eliminowania firm uczciwych, płacących podatki, tzw. dumping. Po
> wyeliminowaniu konkurencji, firma podnosi ceny tak, by odbić straty początkowe.
Nie. Mówimy o konkretnej dziedzinie nazwanej branżą ciuchową a w niej nie ma
dumpingu. Cena jest opłacalna dla producenta tylko dlatego, że stosowany jest
nielegalna procedura polegająca na ukrywaniu części swojej produkcji. Gdyby
wszystkie firmy tej branży stosowały konsekwentnie wszystkie przepisy praktycznie
zniknęłyby one z naszej gospodarki. Stan taki jest efektem szeroko rozumianego
interwencjonizmu państwowego a nie dumpingu. Polega to na ustanowieniu bardzo
wysokich obciążeń podatkowych, polityki ceł, polityki wizowej i granicznej,
regulacjach prawnych zobowiązujących pracodawcę do szeregu czynności generujących
koszty i nie dających nic w zamian. Podatki to połowa tego forum, wysokie cła
ograniczają dostęp do tanich materiałów i generują przemyt, polityka wizowa i
graniczna spowodowała ograniczenie rynku, gdyż jeden z odbiorców przeniósł się
gdzie indziej, liczba przepisów regulujących zobowiązania i sposób prowadzenia
przedsiębiorstwa rośnie nieustannie. Jeśli chodzi o sam dumping, to rzeczywiście
istnieje, jest zwalczany ale nie stanowi o sile naszej gospodarki i nie jest
rzeczywistym czy pierwszoplanowym problemem. Przy okazji o dumping zostały
oskarżone polskie firmy sprzedające stal.
>
> W hurtowniach stosowane są oficjalnie 2 ceny na dany towar - cena hurtowa (z
> podatkiem) i detaliczna z zerowym lub minimalnym zyskiem (bez podatku) oczywiśc
> ie
> ten minimalny zysk musi być niższy niż ewentualny podatek.
Nie, cena detaliczna jest z podatkiem (VAT), który w całości płaci klient. To nie
ten mechanizm. Cena hurtowa i detaliczna musi mieć wkalkulowany zysk. Różnica
polega na korzyściach ze zwiększonego obrotu. Ja pisałem o korzyściach
wynikających ze sprzedaży przemyconego towaru i oszustwie podatkowym.
>
> Chodzi o to, że każdy z nich musi dokładać środki spoza firmy, by dalej istnieć
> .
> Jeśli skończą mu się środki zewnętrzne - bankrutuje. Stąd niespłacane kredyty.
> Wygrywają ci, co przetrwają.
>
To dość dziwna teza. Gdyby każdy musiał dokładać środki spoza firmy to skąd one
by pochodziły? I mimo wszystko dlaczego firmy nie bankrutują? Czyżby to teza, że
o bankructwie decyduje państwo a nie rynek?
> Tu możliwe są korupcje i jednostkowe decyzje bankierów, którego z kredytobiorcó
> w
> zniszczyć nasyłając komornika. Czysta loteria lub korupcja.
>
Korupcja to mimo wszystko odrębny temat. Występuje praktycznie w każdym modelu
zarządzania gospodarką, jednak prawidłowość jest taka, że im więcej różnego
rodzaju przepisów, koncesji, regulacji urzędniczych tym więcej korupcji.
> Produkt w ostatecznej i niezmienionej technologii, w optymalnyw warunkach
> produkcyjnych, jest cały czas w tej samej cenie, a jesli cany się zmieniają to
> jest to spowodowane tylko zmianą cen materiałów potrzebnych do produkcji, energ
> ii
> i części zamiennych maszyn i urządzeń. Trzeba również doliczyć skutki inflacji
> lub deflacji. W konsekwencji w takim przypadku cena jest stała dla kupującego
> i
> uczciwa. Właściciel ma stały i wystarczający zysk, nie za duży i nie za mały.
>
Weźmy jako przykład taki produkt jak 126p. produkowany w ostatecznej i
niezmienionej technologii przez bardzo długi okres czasu. Dopóki nie było
konkurencji i rynku z prawdziwego zdarzenia jego cena realna nie za bardzo
chciała spaść. Otworzenie rynku, pojawienie się konkurencji sprowadziło ceny na
ziemię i w końcowym efekcie do zaniechania produkcji. Nie zmienia tego obrazu
fakt, że w dalszym ciągu znajdują się amatorzy tego produktu. Jego produkcja
przestała być opłacalna. Twoje podejście, które nazwałbym kosztowym mechanizmem
ustalania ceny jest możliwe jedynie przy całkowicie regulowanym rynku, a
właściwie jego braku.
>
> To jest psychologia. Twórcy reklam od dawna wiedzą jakie jednostki czym
> przyciągnąć by kupiły dany towar. Te jednostki są podatne na wydanie ostatnich
> pieniędzy na reklamowany towar.
Ale czy te jednostki nie zdają z tego sobie sprawy? Skoro Ty o tym wiesz,
dlaczego uważasz, że inni o tym nie wiedzą?
>
> > > Podaj mi przykład reklamy produktu, który podawałby przede wszystkim
> dane
> > > techniczne, zalety i wady reklamowanego produktu,
>
> > Nie od tego są reklamy. Te informacje można przeczytać z opakowań lub inst
> rukcj
> > i obsługi.
>
> Na ogół po zakupie. A chodzi mi o to, by taka informacja byłą na billboardzie c
> zy
> na ulotce reklamowej, czy w reklamie prasowej, czy telewizyjnej. Np. Telewizor
> 21" czy 35" - panoramiczny, z możliwością powieszenia na ścianie - taki płaski.
> Cena śmiesznie niska, na każdą kieszeń. Nawet jak się jej nie ma.
To tylko jeden ze sposobów reklamowania produktu i wcale nie jest on nieuczciwy.
> I dlatego pracodawcy zatrudniają ludzi spoza Warszawy by nie płacić Warszawiako
> m.
No i wreszcie się zgadzamy. Czy to źle?
>
> > Wzrost płac to rzeczywiście wzrost obciążeń, które są dużo większe, gdy
> > zatrudnia się nowych pracowników.
>
> Być może, ale gdy się zatrudnia nowych pracowników, to na ogół płaci się im
> mniej.
Tak, ale osłabia się w ten sposób firmę. Właściciel na pewno nie jest tym
zainteresowany.
>
> lisa2
Pozdr / Jacek
Obejrzyj resztę wiadomości
zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plraju.pev.pl
Strona 3 z 3 • Wyszukiwarka znalazła 127 postów • 1, 2, 3
|
|
Cytat |
Do polowania na pchły i męża nie trzeba mieć karty myśliwskiej. Zygmunt Fijas Tylko poeci i kobiety potrafią wydawać pieniądze tak, jak na to zasługują. Facilius oppresseris quam revocaveris (ingenia studiaque) - (talenta i nauki) łatwiej można stłumić, niż do życia przywrócić. Fakt podstawowy, że jesteśmy życiem, które chce żyć - uświadamiamy sobie w każdym momencie naszego istnienia. Albert Schweizer Da mihi factum, dabo tibi ius - udowodnij fakt, a ja ci wskażę prawo.
|
|