|
Widzisz wypowiedzi znalezione dla zapytania: skutki globalizacji
Temat: Microsoft opatentowal style na WWW
Adam Twardoch na pl.comp.os.advocacy napisał(a): Rob Z Hut wrote in message <370fb9be.146271@news.tpnet.pl... [ciach] | ale jeśli w polsce prawo mówi, że NIE DA SIĘ OPATENTOWAĆ ALGORYTMU OK. Ale ja się właściwie nie kłócę o konkretny przypadek LZW, tylko o ogólną sytuację. Otrzymać patent w Posce nie jest trudno, gdy otrzymało się go już w USA (na mocy Konwencji Paryskiej ma się pierwszeństwo).
Konwencja Paryska i Układ Waszyngtoński dają tu jedynie pewne ułatwienia - konkretnie rozstrzygają kwestie piewszeństwa w zgłoszeniu wynalazku i ubieganie się o uzyskanie patentu w ielu krajach. Jeżeli jednak nie zostaną spełnione przesłani, które _musi_ spełnić wynalazek, to prawo pierwszeństwa na nic się nie zda, bo patentu i tak nie można w _żaden sposób_ otrzymać. Problem nie dotyczy może rozwiązań lokalnych (dostępnych tylko w Polsce), jednak Internet jest nieco bardziej globalny. W szczególności rozwiązania stworzone w jednym kraju, a występujące przeciw patentom zarejestrowanym w innych krajach, nie mogą być w tych "innych" krajach rozpowszechniane.
Owszem, i tu mogą pojawić się pewne problemy. Jednak nie mozna zabronić używania takiego opatentowanego rozwiązania np. na serwerze umieszczonym w kraju, w którym nie jest ono chronione patentem. Ot skutki globalizacji. Należy pamiętać, że patenty amerykańskie (nawet takie jak LZW, a więc starsze) mogą być też już opatentowane w innych krajach, np. zachodnioeuropejskich.
Wątpię. Polskie prawo patentowe nie odbiega specjalnie od rozwiązań zachodnioeuropejskich, a w Europie programy komputerowe są na podstawie konwencji monachijskiej o patencie europejskim w _wyraźny_ sposób wyłączone spod prawa patentowego. Sformułowania konwencji są zresztą analogiczne (brzmią prawie identycznie) z przyjętymi w polskim prawie wynalazczym. W niektórych krajach - jak np. w Niemczech, orzecznictwo jeszcze wyraźniej interpretuje przesłanki zdolności patentowej. | jednym z warunków ochrony patentowej jest nowość, której | na dzień dzisiejszy algorytm kompresji nie spełnia, Toteż ja nie twierdzę, że można dziś opatentować LZW. Ale ktoś mógł to już (abstrahując od innych ograniczeń) zrobić wówczas, kiedy była to sprawa nowa.
Nie mógł, bo algorytm kompresji nie spełnia przesłanek ochrony patentowej. Kropka. Patenty na programy komputerowe mają znaczenie ze względu na to, że największym rynkiem ich zbytku są Stany, gdzie dominuje liberalna (i szkodliwa) polityka patentowa. W Europie są pozbawione znaczenia. Pozdrawiam -
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: 2025
inteligencji doprowadzą do tego że internet oplecie świat jeszcze gęściej i być może zawsze będzie pod ręką w jakiejś wygodnej formie (może szkła kontaktowe albo lekkie okulary z monitorem?).
A ja myślę, że postępująca komercjalizacja i idiotyzacja Internetu spowoduje, że w 2025 roku będzie to rodzaj elektronicznego hipermarketu, obecny wszędzie - owszem - wręcz obowiązkowy, ale raczej znienawidzony przez inteligentnych ludzi, wybijających się ponad przeciętność. O ile tacy w ogóle jeszcze będą istnieć...
półautonomiczne maszyny przejmą dużą część działań na placu boju a wojny niestety będą trwać dalej.
Wojny będą zawsze - to jedyne, co jest pewne na tym świecie;) Ale wchodzimy w erę wojen ściśle kontrolowanych w sposób jawny, tzn. już nikt nie udaje, że to tzw. dziejowa konieczność, a raczej operacje chirurgiczne;)
Sądzę też, że wzrośnie zainteresowanie ezoteryką i innymi drogami ucieczki od nauki, bo świat zrobi się dla wielu jeszcze bardziej niezrozumiały.
Rzeczy z pogranicza ezoteryki wedrą się po prostu jeszcze śmielej do nauki. Bądź co bądź nauka wywodzi się z alchemii, a alchemia - z okultyzmu, magicznych wierzeń, czyli ezoteryki właśnie;) W drugiej połowie XX wieku nauka wyzwoliła się już z choroby XIX wiecznego sceptycyzmu i coraz śmielej sięga tam, gdzie wzrok nie sięga. Prawdopodobnie czeka nas wiele sensacji, jeśli chodzi o wychodzenie nauki poza trzeci wymiar. Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że nauka XXI wieku to będą głównie zagadnienia dziś jeszcze postrzegane jako "ezoteryczne".
Myślę, że ludzkość nie zainteresuje się dalszym badaniem kosmosu - wystarczą jej zastosowania telekomunikacyjne.
Oby tylko Kosmos nie interesował się dalszym badaniem ludzkości;) A tak z ciekawości - kogo nazywasz "ludzkością" w tym kontekście? Moim zdaniem to nie żadna "ludzkość" interesuje się badaniami, tylko ci, którzy odnoszą z tego korzyść - bądź to finansową, bądź polityczną. "Ludzkość" tylko łyka, co jej powiedzą;)
Oczywiście mam nadzieję na wspaniałe, rewolucyjne odkrycia które popchną rozwój o parę dużych skoków, ale nie uwzględniłem ich tutaj.
Odkrycia pewnie będą... W pierwszym rzędzie ludzie - być może - odkryją, że na skutek globalizacji stali się w nierozpoznawalny dla siebie sposób niewolnikami wielkich korporacji i ich technologii... Odkryją to, kiedy korporacje zaczną się sypać na skutek nieuchronnej erozji wewnętrznej, wynikającej z socjalistycznych metod gospodarowania i bezwładnej zachowawczości. Nastąpi implozja rynku i kryzys gospodarczy, a potem... może pozwolą to budować od nowa;)
Pac
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: pytania
Piotr Bucior napisał(a) w wiadomości: ... [ciach] | 3. Jakie są przyczyny inflacji w Polsce w 1999 r.?
M.in. znaczny wzrost cen paliw, wzrost cen zywnosci
Widze, ze mamy tu zwolennika popytowych teorii ekonomii. Jezeli Twoj egzaminator, Kasiu, jest Keynesista to w porzadku. Ale jezeli reprezentuje ekonomie neoklasyczna, a w szczegolnosci jest monetarysta, to radze powolac sie na rzeczywista przyczyne inflacji, rozumianej oczywiscie jako wzrost poziomu cen, i podac wzrost podazy pieniadza jako przyczyne. Zgodnie z prawem Sluckiego wzrost cen danego dobra w koszyku powoduje spadek jego konsumpcji poprzez efekt substytucji. Niestety, miary stosowane przez urzedy statystyczne w krotkim okresie tego nie wychwytuja. Gdyby wiec nie wzrost (nadmierny) podazy pieniadza, producenci danych dobr zostaliby poprzez spadek popytu zmuszeni do obnizenia cen. Niestety, w Polsce roku ubieglego forsa sikala z budzetu jak z weza strazackiego dzieki roznego rodzaju akcjom socjalnym (pielgniarki, gornicy, ZUS...). | 4.Dlaczego w ostatnich latach w USA pomimo wzrostu gospodarczego i spadku | bezrobocia nie pojawiła się inflacja?
Wlasnie dlatego, ze byl wzrost gospodarczy i spadek bezrobocia. Ale inflacja tam jest, tyle ze minimalna.
Klasyczna ekonomia twierdzi jednak, iz spadek bezrobocia musi byc okupiny wzrostem inflacji - zaleznosc te pokazuje krzywa Philipsa. I wlasnie stad bierze sie Twoje pytanie: jak to sie stalo, ze jedno i drugie spada ? Odpowiedzia, najczesciej spotykana, jest teza o zmianach strukturalnych w gospodarce w zwiazku z rewolucja informatyczna. Ponadto warto tu zwrocic uwage na krytyke ekonomii popytowej, ktora zakladala mozliwosc pobudzania gospodarki inflacja - mialo to rzekomo prowadzic do spadku bezrobocia zgodnie ze wspomniana krzywa. Okazalo sie jednak, ze sama krzywa pp prostu przesuwa sie do gory i wracamy do poprzedniego poziomu bezrobocia, tyle ze przy wyzszym poziomie cen. W USA krzywa Philipsa przesunela sie najwyrazniej w dol, ale tez jest to i pierwszy kraj rozwiniety w ktorym tak konsekwentnie stosowano polityke antyinflacyjna. | 5. Jakie są najważniejsze skutki globalizacji gospodarki?
O, tu to juz trzeba by sie rozpisywac.....
Oj, tak tak. Najwazniejsze konsekwencje to zapewne globalizacja lokalnych kryzysow, spadek mozliwosci nadzorczych Panstwa (globalizacja korporacji), wzrost efektywnosci dzieki swobodzie przeplywu czynnikow produkcji. Moim skromnym zdaniem jednak, wyjawszy kwestie zwiazane z nowoczesnymi technologiami przesylu informacji, to daleko nam jeszcze do swobody przeplywu sly rooczej i kapitalu z XIX wieku. Pozdrawiam
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: To nie była słuszna wojna
6)
Nie wiem, co myślą różni historycy o żywotności czy
anachronizmie imperializmu i kolonializmu (przypuszczam
że jest tu wiele opinii), ale moja ocena obecnej sytuacji
zgodna jest z opinią Issy. Dziś w dobie ekonomicznej
globalizacji mamy do czynienia w powstaniem potężnych
międzynarodowych karteli i monopoli, które skupiają w
swoich rękach nieopisanie wielki kapitał i praktycznie
nieograniczoną władzę. I to już jest de facto
kapitalistyczny totalitaryzm. Korporacje kupują sobie
prezydentów i legislatorów, kierują nimi w sposób
dowolny, i wyznaczają politykę zagraniczną wielu krajów.
7)
Nie kwestionuje Twego wywodu dotyczącego zaniku
tradycyjnego proletariatu w dobie społeczeństwa
informatycznego. Nie mniej gołym okiem widać, że skutkiem
globalizacji jest stale powiększająca się klasa ludzi
permanentnie bezrobotnych oraz gwałtowne kurczenie się
klasy drobnych przedsiębiorców, którzy do niedawna byli
filarem amerykańskiej gospodarki i tworzyli większość
miejsc pracy. W USA rocznie padają tysiące biznesów,
które nie wytrzymują konkurencji z biznesami azjatyckimi,
lub meksykańskimi. Ludzie tracą nie tylko dochody, ale i
ubezpieczenia, domy, wszystko. Ameryka się pauperyzuje i
rośnie w niej populacja ludzi, którzy żyją na poziomie
III świata. Może to jest to najwyższe stadium kapitalizmu?
8)
Wracam do wojny wietnamskiej. Jesteś jednym z bardzo
nielicznych historyków, którzy jeszcze maja odwagę
usprawiedliwić tę wojnę. Większość Amerykanów uważa ją za
jedną z największych tragedii i pomyłek polityki
zagranicznej USA. Sam McNamara przyznał się do tego i
parę lat temu publicznie bił się w piersi prosząc naród
o wybaczenie, że nie potrafił zatrzymać tej wojny, choć
wiedział na wiele lat przed jej końcem, ze jest bez sensu
i nie do wygrania. Nie sposób również zrozumieć celów
politycznych tej wojny. Rzekomo był to strach przed
komunizmem. Ale jakie znaczenie dla USA miał komunizm
rozwijający się w małym azjatyckim kraiku? Praktycznie
żadne. Wydaje się, że ta wojna była prowadzona albo dla
zabezpieczenia interesów wielkiego kapitału, zwłaszcza
przemysłu zbrojeniowego, który jako jedyny na niej
zarobił, albo dla kaprysu paru facetów u władzy, którym
niehonornie było przyznać się do błędu i porażki.
9)
Globalny antyamerykanizm. Zapewne jest wiele jego
przyczyn i antyamerykanizm europejski ma inne korzenie
niż arabski. Myślę, że ludzie i narody instynktownie nie
tolerują ?bullies? i reagują na nich awersją i agresją.
Politycy europejscy chcą mieć prawo decydowania o własnej
polityce zagranicznej i nie zamierzają być pieskami na
smyczy polityków amerykańskich, co jest całkiem normalne.
I naturalna jest rywalizacja biznesów europejskich z
biznesami globalnymi/amerykańskimi. O źródłach arabskiego
antyamerykanizmu czytałam ciekawą książkę napisana przez
historyka-dziennikarza pakistańskiego, pracującego w UK,
który twierdził, że główną przyczyną tego zjawiska jest
notorycznie niesprawiedliwy stosunek USA do sprawy
palestyńskiej, o czym wiemy. Drugim zarzewiem nienawiści
było wieloletnie stacjonowanie wojsk amerykańskich w
Arabii S. Myslę (i nie tylko ja), że USA stanie się
strawniejsza dla świata, kiedy spuści z buty i arogancji,
ilustrowanej sloganami o osi zła, oraz ?kto nie z nami
ten przeciw nam?, i kiedy skończy z rozbuchanym
militaryzmem, który jest postrzegany jako zagrożenie dla
świata. Świat jednobiegunowy jest niebezpieczny i na
dłuższa metę nie do utrzymania. Za Clintona Stany miały z
Europą całkiem poprawne stosunki, które zostały popsute
przez obecną administrację. Myślę, że są one do
naprawienia, ale wątpię, czy potrafi dokonać tego obecna
ekipa z Białego Domu. Przypuszczam, że to się uda Hillary
Clinton, która zdaje się szykuje się do najbliższych
wyborów. A ogólnie uważam, że pora oddać władzę w ręce
kobiet, bo mężczyźni po wielokroć udowodnili, że nie
potrafią rządzić inteligentnie i pokojowo, choć zdarzają
się naturalnie chlubne wyjątkiJ. Zaznaczam, że moje
krytyczne uwagi wynikają tylko i wyłącznie z
autentycznej troski o losy USA i świata.
Pozdrawiam,
Emily
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Antyglobaliści planują demonstracje w Warszawie
Puchatek, obawiasz sie, ze zmiana systemu moze doprowadzic do dyktatury, rzadow
mafii albo ludobojstwa. patrzac na doswiadczenia XX wieku, to zgadzam sie, ze
proby wcielania w zycie nowych ideii moga budzic obawy, bo zawsze cos nowego i
nieznanego budzi obawy. jednak to nie jest argument, aby akceptowac status quo i
biernie sie przygladac rzeczywistosci. zgadzam sie, ze nie mozna przewidziec, co
przyniosa zmiany, gdyż natura procesow spolecznych jest nieprzewidywalna,
socjologia prawie 200 lat probuje cos w tym temacie zdzialac i jeszcze sie to
nie udalo i pewnie nigdy nie uda.
mylisz sie mowiac, ze dla nas niewazny jest czlowiek, a ideologia. znowu
przypisujesz nam komunistyczny swiatopoglad, w ktorym grupa/klasa/panstwo/partia
pelni role nadrzedna w stosunku do jednostki. ciekawe dlaczego nie dostrzegasz,
ze w wielu kwestiach poglady liberalow sa podobne, tzn wolny rynek przede
wszystkim i zysk ponad ludzi (np: przenoszenie produkcji do chin i zwalnianie
ludzi w fabryce w Europie). dla nas (wolnosciowcow/anarchistow) wolnosc
jednostki i jej autonomia wobec grupy jest podstawowa zasada i w tym wymiarze
blizej nam do skrajnych liberałów. jednak to co nas od nich w zasadniczy sposob
odroznia to podejscie do kwestii wlasnosci. uwazamy, ze przestrzen publiczna
oraz zasoby naturalne (woda, powietrze, ziemia) to dobro wspolne, ktore nie moze
byc przez nikogo zawlaszczane, a decyzje jego dotyczace powinny byc przedmiotem
publicznej debaty w ramach społeczności, ktora dane zasoby użytkuje.
zaraz napiszesz, ze to utopia. owszem utopia w tym sensie, ze jest to pewien
pomysl, ktory jeszcze nie zostal wcielony w zycie. jednak od czegos trzeba
wyjsc. nie chcemy jednak robic rewolucji i sila wcielac naszych idei w zycie, bo
bylo by to ich zaprzeczeniem. najlepszym sposobem na ich realizacje jest
tworzenie wspolnot i spoldzielni na mala skale, lokalnie wsrod znajomych. caly
czas podkreslamy, ze zmiana systemu moze tylko nastapic w wyniku oddolnych
procesow spolecznych. przyklad takich mikro dzialan to akcja Jedzenie Zamiast
Bomb - kilkanascie osob jest w stanie ugotowac gar zupy i rozdac go
kilkudziesieciu potrzebujacym osobom. jest to akcja finansowana w calosci ze
srodkow wlasnych bez pomocy panstwa i oficjalnych organizacji. gdyby ludzie na
kazdej ulicy zorganizowali taki posilek dla biednych sasiadow, to problem
niedozywienia by zniknal. oczywiscie warunkiem koniecznym dla takich dzialan
jest spoleczne zaangazowanie oraz troska i zainteresowanie sprawami publicznymi,
zaczynając od wlasnego podworka.
zaraz zapytasz - skoro proponujemy dzialania lokalne, to dlaczego protestujemy w
stolicy?
dlatego, ze politycy, miedzynarodowe instytucje oraz korporacje chca narzucic
wszystkim (mnie, tobie, ludziom w Azji i Afryce) określony model rozwoju w skali
globalnej. zauwaz, ze zanim miala miejsce pierwsza zadyma w Seattle w grudniu
1999, to wczesniej o globalizacji sie nie mowilo, wszystko odbywalo sie za
zamknietymi drzwiami. dzieki protestom temat stal sie "modny" i pojawila sie w
koncu dyskusja na temat skutkow globalizacji i jej zagrozen. dzieki temu dociera
do nas glos z krajow poludnia, gdzie lokalne ruchy spoleczne walcza o prawo
ludzi do godnego zycia i decydowania o swoim losie. jesli chcesz kogos
porownywac do komunistow, to bardzo podobni do nich sa owi globalni entuzjasci,
ktorzy widza w tym procesie szanse na "nowy wspanialy swiat" (polecam ksiazke
Huxleya pod tym tytulem). my widzimy swiat w wielu kolorach, preferujemy
roznorodnosc i akceptujemy cala jego zlozonosc. zauwaz, ze to neoliberalna
ekonomia glownie upraszcza wszystko do dwoch pojec: zysk i strata. jesli nie
przynosisz zysku, to sie nie liczysz i najlepiej jest sie ciebie pozbyc.
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Czy ekonomia to nauka?
Zwolennikom ścisłości... ...ekonomii jako nauki, proponowałbym kilka tematów do przemyślenia:
1.) W naukach ścisłych nader często mamy do czynienia z sytuacją, gdy dwóch
uznanych ekspertów przewiduje skutki zdarzenia A, przy czym pierwszy twierdzi,
że jego skutkiem będzie zdarzenie B, zaś drugi - że będzie to całkowicie
przeciwstawne mu zdarzenie C. Często zdarza się też, że w istocie nastąpi
zdarzenie D, jeszcze inne niż przewidywali eksperci. W tej sytuacji w ekonomii
jest zupełnie oczywiste, że obaj inkryminowani eksperci pozostają wybitnymi
autorytetami w swoich dziedzinach i płodzą następnie rozprawy o tym, dlaczego od
początku spodziewali się tak naprawdę, że z A wyniknie D i co powinni wszyscy
zrobić w przyszłości, aby przygotować się na nieuchronne w związku z tym E i
F... I tak da capo al fine, przez dziesięciolecia kariery uniwersyteckiej,
nierzadko zwieńczonej Noblem. Oto pytanie: czy jakakolwiek jeszcze poza ekonomią
nauka pretendująca do miana ścisłej jest tak wyrozumiała dla swych luminarzy?
2.) Owa niemożność przewidzenia czegokolwiek ściśle rzutuje na niską przydatność
ekonomii jako nauki stosowanej. Ekonomiści wylali morza atramentu i zapełnili
góry twardych dysków swoimi definicjami, opisami i klasyfikacjami obserwowanych
zjawisk ekonomicznych, takich jak np. w makroskali przyczyny i skutki
globalizacji i informatyzacji, a w mikroskali - przykładowo - związek stopy
bezrobocia z postępem naukowo-technicznym, ekspansja handlu
wielkopowierzchniowego, rozwój merchandisingu, nowe środki oddziaływania
marketingowego, modele zarządzania itp., itd. Sęk w tym, że cała ta tytaniczna
działalność naukowa ma miejsce post factum: NIGDY nie spotkałem się z sytuacją,
by rzesze uczonych z setek światowych uczelni ekonomicznych choć raz wspólnie i
trafnie przewidziały jakiś długofalowy trend ekonomiczny, albo też wymyśliły
jakąś nową metodę sprzedaży, mechanizm zarządzania, technikę marketingu czy
motywowania, które wprowadzone w praktyce wykazałyby swą sensowność. Może się
mylę, więc jakby co, proszę mnie z błędu wyprowadzić.
3.) Większość argumentów Żakowskiego nie jest nowa o tyle, że czołowi ekonomiści
już jakiś czas temu przyznali, iż ścisłe prognozowanie trendów rynkowych czy
cykli gospodarczych jest obecnie niemożliwe, z uwagi na ograniczenia tkwiące w
teorii chaosu (por. niedawny Nobel dla Prigogine'a); podobnie jak - ze względu
na niemożność zebrania i opracowania odpowiedniej liczby danych (często zresztą
niedigitalizowalnych) - niemożliwe jest pewne prognozowanie pogody czy zjawisk
społeczno-politycznych. Jak to zatem jest, że ani meteorolodzy ani
matematycy-specjaliści od teorii chaosu nie pchają się do wpływu na rządy, zaś
ekonomiści nie tylko taki wpływ uznają za oczywisty, ale często wręcz uważają,
że rządzący powinni bazować na przesłankach innych niż ekonomiczne tylko wtedy,
gdy już naprawdę nie ma innego wyjścia?
4.) Do ogródka porównującym ekonomię np. z fizyką: uczony fizyk nie potrafi w
praktyce zbudować reaktora termojądrowego ani windy transportowej na orbitę
(ograniczenia technologiczne), ale przynajmniej w teorii wie jak mniej więcej
taki reaktor lub winda powinny wyglądać i działać. Uczony astrofizyk nie ma
pewności jak wyglądały warunki w trakcie Wielkiego Wybuchu, ale może starać się
je wymodelować matematycznie, a już niedługo zapewne również i fizycznie.
Tymczasem uczony ekonomista musi dążyć do naukowego modelowania stanu idealnego,
w którym np. bezrobocie jest jak najniższe przy jak najwyższej motywacji
pracowników, albo w którym firma posiada maksymalną elastyczość zatrudnienia i
minimalne koszty własne przy najwyższym profesjonalizmie i zaangażowaniu
pracowników itp. Opisuje zatem zarówno producentów, jak i konsumentów oraz
pracowników najemnych, których cele, dążenia i pożądany kształt rzeczywistości
są wszak ex definitione całkiem przeciwstawne i nie da się ich pogodzić w żaden
sposób. Innymi słowy, ekonomista musi opisywać układ chaotyczny (w którym panuje
co najwyżej chwilowa i chwiejna równowaga) przy użyciu instrumentów, które do
tego się nie nadają (bo wszak w praktyce żadne się nie nadają), co czyni go
podobnym do Syzyfa lub Danaid.
5.) Czy naprawdę uważacie, że gdyby uczeni ekonomiści mieli pojęcie na temat
tego jak rzeczywiście funkcjonuje rynek, to tkwiliby na uczelnianych i
administracyjnych posadach zamiast puścić w skarpetkach Billa Gatesa i Jana
Kulczyka? ;-P
Pzdr
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Zamieszki na szczycie NATO. Spalili posterunek ...
Czy mamy wpływ na to kto rządzi? Niestety (obym się mylił) jest to nieprawda. Przede wszystkim istniejąca w Polsce ordynacja wyklucza de facto możliwość głosowania na konkretnych posłow, głosujemy na partie polityczne. A te z kolei są produktem - towarem z supermarketu, które reklamują się w TV niczym kiełbasy z Biedronki. Pomyśl jaki procent społeczeństwa głosuje - kupuje świadomie, a w jakim stopniu jest to wynik skutecznej reklamy. Takie wybory to fikcja. Zresztą w Rosji też nikt nie musi fałszować wyborów, zwłaszcza kiedy media w większości pozostają w rękach prorządowych.
Ostatnio zresztą coraz bardziej przychylam się do tezy, że to jednak media mają dominującą rolę w przebiegu i wyniku wyborow.
Napisałeś, że władze ponoszą konsekwencję podczas następnych wyborów. Święta prawda. Dlatego ja napisałem, że perspektywą "myślenia o Polsce" dla naszych polityków są jedynie te 4 lata. A po nich choćby potop. Czyli zero odpowiedzialności za państwo i brak długofalowych planów rozwoju.
Kwestia rozwoju krajów trzeciego świata jako skutek globalizacji. Wiesz jak to wygląda w praktyce: buduje się fabrykę Forda np. w Meksyku, zatrudniając kilka tysięcy pracowników po stawkach kilkukrotnie niższych niż w USA. Kiedy po kilku- kilkunastu miesiącach koszty produkcji rosną, pracowników wyrzuca się na bruk, a fabrykę przenosi np do Wenezueli. Tak to działa niestety.
A co do ograniczenia moich praw?
No cóż, niektórzy rodzą się niewolnikami i dla nich nie stanowi to żadnego problemu. Inni zastanowią się czy wolność słowa, korespondencji i gromadzenia informacji w bazach danych na ich temat nie narusza ich wolności osobistej. A jeszcze inni zastanowią się komu i w jakim celu mają takie informacje służyć.
pamejudd napisał:
> ...odpowiem w punktach:
>
>
> Ad 1) Częściowo racja. Niemniej wciąż mamy wpływ na to, kto rządzi. W krajach z
> grupy "antynatowskiej" (np. Rosji) wygląda to trochę jakby inaczej, prawda? Co
> zatem wolisz?
>
>
> Ad 2) Władze ponoszą konsekwencje, choćby podczas kolejnych wyborów (widzisz gd
> zieś w Sejmie Samoobronę?)
>
>
> Ad 3) Jednocześnie dzięki globalizacji zwiększa się poziom uprzemysłowienia na
> teranach, gdzie ludzie prawdopodobnie ginęliby z głodu i braku opieki medycznej
> . Tego byś bardziej pożądał?
>
>
> Ad 4) Przepraszam: jakie wartości promują z kolei "zdesperowani" bandyci? Miłoś
> ć i pokój?
>
>
>
> Osobiście nie mam wiele przeciwko ograniczeniu części moich praw (których i tak
> mam wiele w porównaniu np. z ludźmi żyjącymi 100 lat temu) na rzecz poprawy be
> zpieczeństwa. Gotów jestem zgodzić się na np. kontrolę mojej poczty, jeśli będę
> miał gwarancję, że dzięki temu uda się ocalić choć jedno zycie.
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Balcerowicz: To, co robi prezydent nie pomaga s...
Mistrz zmądrzał - uczeń jeszcze nie ... " Sachs zawiązał sojusz z nowo mianowanym ministrem finansów
Leszkiem Balcerowiczem, ekonomistą ze Szkoły Głównej Planowania i
Statystyki w Warszawie. W momencie nominacji polityczne sympatie
Balcerowicza były mało znane (oficjalnie wszyscy ekonomiści byli
zwolennikami socjalizmu), jednak wkrótce stało się jasne, że uważa
się za honorowego członka grupy "chłopców z Chicago", który nocami
ślęczał nad nielegalnym polskim wydaniem "wyboru" Friedmana.
Jeffrey Sachs, wówczas trzydziestoczteroletni, zaczął pracować jako
doradca "Solidarności". Choć był wolnym strzelcem, niezatrudnionym
na stałe ani przez MFW, ani przez amerykański rząd, w oczach wielu
czołowych działaczy "Solidarności" był obdarzony niemal
mesjanistyczną mocą.
Ze swymi kontaktami na najwyższym szczeblu w Waszyngtonie i
legendarną reputacją zdawał się mieć duży wpływ na uruchomienie
pomocy i umorzenie długów, co było jedyną szansą dla rządu. Sachs
powiedział wówczas, że "Solidarność" powinna po prostu odmówić
spłaty odziedziczonych długów i wyrażał przekonanie, że może
zorganizować pomoc w wysokości trzech miliardów dolarów.
Ta pomoc miała jednak swoją cenę; by "Solidarność" mogła uzyskać
dostęp do koneksji Sachsa i skorzystać z jego siły przekonywania,
rząd najpierw musiał zaakceptować to, co w polskiej prasie
ochrzczono mianem "planu Sachsa" lub "terapii szokowej". Oprócz
zniesienia z dnia na dzień kontroli cen i obcięcia dotacji, plan
Sachsa zakładał także sprzedaż państwowych kopalni, stoczni i fabryk
sektorowi prywatnemu. Było to bezpośrednie wyzwanie rzucone
programowi ekonomicznemu "Solidarności", który przewidywał własność
pracowniczą i choć przywódcy ruchu przestali mówić o
kontrowersyjnych elementach tego planu, dla wielu
członków "Solidarności" pozostawały one rodzajem wyznania wiary.
www.dziennik.pl/dziennik/europa/article262448/Solidarnosc_komunizm_i_doktryna_szoku.html
J. Sachs ma świadomość tego, że jeszcze dziś wśród Amerykanów
dominuje przekonanie, że gospodarka rynkowa jest najlepsza. Uważa,
że jego rodacy nie zdają sobie sprawy z tego, że najlepiej
działające gospodarki rynkowe są powiązane z państwem, gdy mają
charakter mieszany. Przypomina, że tak także działała gospodarka
amerykańska w okresie New Dealu w latach 30-tych, aż do kadencji
Reagana. Wówczas to nastąpiła zmiana trwająca trzy podwójne kadencje
prezydenckie, które w konsekwencji doprowadziły do obecnego kryzysu.
Mimo wzrostu gospodarczego wzrastała też grupa osób biednych i ten
proces trwa do dziś umacniany postępującą globalizacją. W opinii
J.Sachsa daje to pewne korzyści rozwojowe, jednak wnosi do
gospodarki także niekorzystne zjawiska, w tym także niebez
pieczeństwa. Jednym z nich jest szybkie powiększanie różnic
dochodowych, co szkodzi funkcjonowaniu społeczeństw i samej
gospodarce. Jego zdaniem niestety nie zareagowano na to w sposób
właściwy, nie wykorzystano politycznych możliwości, by efektywnie
wzmocnić pozytywne skutki globalizacji, równocześnie redukując te
negatywne. Jego zdaniem dzisiaj polityka społeczna jest w USA w
dalszym ciągu na marginesie.
globaleconomy.pl/content/view/2949/28/
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: o co chodzi antyglobalistom?
> Po pierwsze polemizujesz nie do końca z tym co napisałem - chciałem napisać, że
> niezależnie czy przyczyną różnic w rozwoju jest dawny kolonializm, większa
> przedsiębiorczość czy cokolwiek innego, globalizm tych różnic prawdopodobnie ni
> będzie zmniejszał a może też pogłębiać (ocena czy to dobrze czy źle to już inny
> temat ale moim zdaniem niekoniecznie dobrze).
Może, nie może... jednemu chłopu będzie gorzej, stu innych wygrzebie się z nędzy.
Wytłumacz, w jaki sposób według Ciebie globalizm może prowadzić do nędzy na
masową skalę i w sposób trwały (bo faktu, że tej czy innej grupie społecznej może
się w krótkim okresie pogorszyć nikt nie neguje, ale tak jest zawsze, kiedy
dokonują się jakieś zmiany).
Gdyby nie międzynarodowy fundusz walutowy i inne międzynarodowe organizacje,
wiele państw wyzdychałoby z głodu albo z powodu różnych chorób. Korzyściami z
globalizacji można sypać jak z rękawa. Pokaż mi ten rzekomy nieustający strumień
nędzy, skąd ona miałaby się Twoim zdaniem brać i kogo dotyczyć.
> Ale skoro już o kolonializmie czy innych przyczynach szybkiego rozwoju - Tajwan
> Hong-Kong nie rozwinęły się dzięki jakiejś swojej wyjątkowej przedsiębiorczości
> raczej dzięki specyficznej sytuacji politycznej.
Nazwijmy tę sytuację po imieniu, to nie boli. Na przykład Hong-Kong rozwinął się
dzięki temu, że był łącznikiem między dwoma kulturami i wielkimi rynkami. A więc
jest to podręcznikowy wręcz przykład pozytywnych skutków globalizacji.
> Co do USA - oczywiście ich
> obecna sytuacja jest w dużej mierze zasługą przedsiębiorczości obywateli,
> roztropności przywódców itp., ale nie da się zaprzeczyć, że stosowali wsparcie
> postaci darmowej siły niewolniczej, eksploatacji bogactwa ziem, z których
Każde dziecko wie, że ani surowce naturalne, ani siła niewolnicza nie są metodą
na osiągnięcie dobrobytu. To w komuniźmie wierzono, że im więcej hut i im większe
wydobycie węgla tudzież podaż kartofla, tym potężniejszy kraj. Twierdzenie, że
potęga USA w istotnym stopniu na tym się wsparła w swoim rozwoju brzmi niezbyt
przekonująco.
> Twoje hasło "globalizm albo nędza" jest zbyt proste by mogło być prawdziwe - ja
> też dość lubię wolny rynek, natomiast uważam, że wystawienie często pierwotnych
> gospodarek na konkurencję np. gospodarki amerykańskiej rzadko kiedy kończy się
> korzyściami dla tych pierwszych. Rozumieją to dobrze także Stany - w sytuacji
> zagrożenia zbyt silną konkurencją zewnętrzną od razu zapominają o doktrynach
> wolnego handlu i odgrzewają stary dobry protekcjonizm.
Masz rację, ale też po pierwsze, poza twardą konkurencją bogate kraje oferują
również pomoc finansową, a po drugie, nieodłącznym elementem globalizacji jest
rozpowszechnianie się wiedzy i technologii. Nie słyszałem, aby jakakolwiek
pierwotna gospodarka popadła w ruinę z powodu konkurencji bogatych krajów. One
popadają w ruinę raczej z powodu potwornej korupcji, braku zasad wolnorynkowych,
braku demokratycznych wartości, ciemnoty, napieprzania się z sąsiadam etc.
Tymczasem kraje, które wstąpiły do Unii Europejskiej tylko na tym skorzystały,
biedne kraje należące do NAFTA jakoś nie narzekają na twardą amerykańską
konkurencję, biedne afrykańskie kraje regularnie ciągną kasę i pomoc w stu innych
postaciach z reszty cywilizowanego świata.
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: WZROST GOSPODARCZY W USA O 0,2% W 4 KW.
Dziękuje za odpowiedź.
nonkonformista napisał(a):
>
> Nie wdając się w szczegóły - jeśli na tym oprzesz cały model funkcjonowania to
> oznacza koniec. To jest właśnie jeden ze zgubnych skutków globalizacji - fuzje
> i
> przenoszenie fabryk w miejsca z tańszą siłą roboczą czy innymi udogodnieniami
> (jakieś niskie podatki) - rośnie bezrobocie i maleje średnia płaca. W ten sposó
> b
> zabijasz popyt. Nie łudź się że "gdzieś powstanie praca" - nie powstanie.
> Wnioskujesz o "postępie cywilizacyjnym" (utrata miejsc w jednym - przekuje się
> na
> inną gałąź) na podstawie dotychczasowych doświadczeń. Ale nigdy nie miało to
> miejsca na taką skalę. To tak jak z lekiem, który w ogromnej dawce cię zabije.
> Do tej pory lek był dozowany odpowiednio.Ale nie będzie.
Jeśli na tym oprę cały model funkcjonowania - ależ nie oprę! Wspominam jedynie o
jednym z licznych mechanizmów który warto zrozumieć chociażby po to by sie jakoś
przed tym bronić - lub go wykorzystać.
Co do skali zjawiska to po pierwsze jeszcze nie wiemy jaka jest jego skala a po
drugie na razie nie jestesmy w stanie go powstrzymać... Stąd tym bardziej warto
poznac jego wpływ bo może byc znaczący. A jak wiadomo lepiej zapobiegac niż
leczyć...
> Co zaś do importu i eksportu; to tak jakbyś stale więcej kupował niż zarabiał -
> z
> czasem raty kredytowe (bo dzięki kredytom Twoja agonia będzie dłuższa) będą
> zjadały cały dochód, a póżniej go przekroczą. Pojawi się komornik i Cię zlicytu
> je.
> I to jest dla mnie aksjomat. Nothing further Your Honour!
Niekoniecznie jesli przychód pokrywa z nawiązka koszt kapitału a Twoje produkty
sa bardziej konkurencyjne cenowo na rynku wiec jeszcze jakieś "kilka lat" na nie
zbyt bedzie.
> Model jaki przedstawiłeś funkcjonuje już dziś (i akurat elektronika jest tutaj
> dobrym przykładem), ale jeśli dojdzie do tego na szeroką skalę (i ku temu
> zmierzamy) oznaczałoby to niewyobrażalny kryzys.
Tym bardziej warto poznac co tak naprawde sie tutaj dzieje, na dużą skale raczej
nie dojdzie - tylko niektóre produkty i branze sie do tego nadają.
> Kwestia danych - o które prosisz - to sprawa dla doktorantów (może Ty jesteś
> właśnie jednym z nich co ???) - i całą historia nadaje się właśnie na dysertacj
> ę (tutaj jej raczej nie zgłębimy).
Nieee, tytuł to juz mam ale w zupełnie innej dziedzinie, myslę że jesli
znaleźlibyśmy gdzieś dane (US Census Bureau (?))to mozemy wyrobic sobie pojęcie
tym bardziej że dziedzina mnie interesuje - piszę dość obszerny raport na temat
Nowej Gospodarki i zmian w biznesie tradycyjnym które określa jego kształt na
najblizsze dziesieciolecia wiec jestem w stanie przeanalizowac te dane i podać
wnioski, zrobię to z przyjemnością bo to moja pasja.
Pozdrawiam
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Lek na globalizację, kosztem nowych w UE?
Lek na globalizację, kosztem nowych w UE? Konrad Niklewicz, Bruksela 13-10-2005 , ostatnia aktualizacja 12-10-2005 18:25
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,2964716.html
Komisja Europejska przejmuje inicjatywę w sprawie budżetu Unii. Chcą pojednać
Brytyjczyków i Francuzów. Bruksela zaproponuje, by w budżecie na lata 2007-13
znalazł się wielomiliardowy "fundusz przeciwko skutkom globalizacji"
Próbujemy ułatwić porozumienie, chcemy ruszyć rozmowy budżetowe z miejsca -
wyjaśniła "Gazecie" Francoise Le Bail, główna rzeczniczka Komisji
Europejskiej, i jednocześnie rzecznika przewodniczącego Komisji José Manuela
Barroso. Chce on, by w okolicach 20 października unijna egzekutywa
przedstawiła kilka nowych rozwiązań w sprawie budżetu UE na lata 2007-13.
Prace nad planem wydatków setek miliardów euro ze wspólnej kasy z trudem
posuwają się naprzód. Czerwcowy szczyt Unii, na którym budżet miał zostać
zaakceptowany, zakończył się klapą. W dużej mierze ze względu na spór Francji
i Wielkiej Brytanii. Oba kraje inaczej wyobrażają sobie priorytety, które
powinny być finansowane z unijnej kasy. Brytyjczycy mówią o zwiększaniu
konkurencyjności przemysłu i "nowoczesnych technologiach", Francuzi zaś wolą,
by na czele pozostały wydatki na rolnictwo.
Bruksela chce ich pogodzić. Jak? Wraca do koncepcji sprzed kilkunastu
miesięcy, by w ramach unijnego budżetu wykroić specjalny
fundusz "przeciwdziałania skutkom globalizacji".
Ten fundusz wart około 7 mld euro byłby niczym magiczne lusterko - każdy
widziałby w nim to, co chce. Mogłyby z niego korzystać francuskie firmy
tekstylne, które potrzebują wsparcia w obliczu rosnącej azjatyckiej
konkurencji. Ale mogłyby też brytyjskie przedsiębiorstwa, które chcą się
unowocześnić - także by stawić czoła konkurencji.
- Taki fundusz dostosowawczy będzie zgłoszony jako pomysł polityczny, a nie
jako oficjalna propozycja Komisji. Nie będą podane cyfry - wyjaśnia Le Bail.
I nie jest to zabawa w słowa. Gdyby fundusz został zgłoszony oficjalnie, w
postaci aktu prawnego, to wówczas musiałby przejść całą oficjalną ścieżkę
legislacyjną. A tak, jeśli zostanie zaprezentowany np. w komunikacie Komisji,
lub w publicznym liście Barroso do premiera Tony'ego Blaira, to oszczędzone
zostaną cenne tygodnie.
Na pośpiechu zależy przede wszystkim nowym państwom w UE, w tym Polsce. Bez
kompromisu nie ma szans na uruchomienie wielomiliardowych funduszy
strukturalnych. Jednak pomysł stworzenia nowego funduszu jest sceptycznie
przyjmowany przez rządy "nowych" w UE. Boją się one, że pieniędzy na ten cel
będzie się szukać poprzez oszczędności w zwykłych funduszach strukturalnych i
spójnościowych, których one staną się po 2007 r. głównym beneficjentem.
Nowym państwom członkowskim nie podoba się też druga, szykowana przez Komisję
propozycja: by wprowadzić obowiązek wydawania części funduszy strukturalnych
(około 10 proc. na każdy kraj) na cele związane ze Strategią Lizbońską,
czyli - upraszczając - z unowocześnianiem gospodarki. Polskie, czeskie i
słowackie rządy nie mają nic przeciwko unowocześnianiu gospodarki, ale wolą
by większość funduszy można było wydać na bardziej podstawowe potrzeby, np.
drogi.
Niezrażona Komisja szykuje jeszcze jeden pomysł na przyspieszenie kompromisu
budżetowego. Chce zapisać w oficjalnych dokumentach, że w kilka lat po
uruchomieniu nowego budżetu (np. w 2009 lub w 2010 r.) państwa Unii umówią
się na spotkanie, na którym punkt po punkcie przejrzą wykonanie planu
wydatków i zastanowią się, gdzie można dokonać poważnych korekt.
Przewodniczący Barroso kolejny raz dał w środę do zrozumienia, że bardzo
zależy mu na budżetowym kompromisie jeszcze w tym roku. Przy okazji środowego
spotkania z przedstawicielami Unii Afrykańskiej, Barroso ostrzegł, że bez
siedmioletniego budżetu Unia nie będzie miała podstaw do pomagania głodującej
Afryce.
Barroso ma nadzieję, że mimo niechęci Brytyjczyków, budżet UE stanie się
jednym z tematów nieformalnego szczytu szefów państw i rządów UE 27
października w podlondyńskim Hampton Court.
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: PRZECIWKO WIELKIEMU KAPITAŁOWI !
PRZECIWKO WIELKIEMU KAPITAŁOWI ! Białostocka Młodzież Wszechpolska zaczyna w poniedziałek akcję wspierania
polskich sklepów i rodzimych produktów – pisze „Gazeta Wyborcza”. Liczą na
współpracę z PSS „Społem” oraz niewielkimi sklepikami.
Akcja białostockich Wszechpolaków odbywa się pod hasłem „Swój do swego po
swoje”. Jej zadaniem jest zwrócenie uwagi klientów sklepów na to, czy robiąc
zakupy zostawiają pieniądze u polskiego kupca oraz czy kupują polskie
produkty. Na początek MW wydrukowała 300 plakatów, które chcą powiesić w
białostockich sklepach.
Jak powiedział gazecie Maciej Tomczyk, szef białostockich Wszechpolaków,
intencją akcji jest przede wszystkim nakłonienie klientów sklepów do robienia
zakupów w drobnych rodzimych placówkach zamiast w hipermarketach, a także do
tego, by wybierali produkty polskich producentów.
Sama idea akcji jest bardzo słuszna, wpisując się w długą tradycję
patriotyzmu gospodarczego, sięgającego np. wspierania polskiej własności w
Wielkopolsce, gdy znajdowała się ona pod zaborem pruskim, a także podobnych
inicjatyw promowanych w międzywojniu nie tylko przez obóz narodowy, ale także
przez ruch ludowy. Patriotyzm gospodarczy jest jednym z najlepszych lekarstw
na negatywne skutki globalizacji. Pieniądze wydane w polskich sklepach i na
polskie produkty wspierają lokalny rynek, krążą w miejscowym gospodarczym
krwioobiegu, podnoszą ogólny dobrobyt lokalnej wspólnoty, a także nie
wspierają ponadnarodowych koncernów i nie ułatwiają ekspansji ich oferty.
Takie działanie jest znacznie bardziej sensowne niż większość pomysłów tzw.
polskich „alterglobalistów”, z których nic nie wynika dla lokalnych wspólnot
(bo co może wynikać z jeżdżenia na turystyczne „alterglobalizacyjne” spędy
czy z podniecania się zmaganiami Busha z Kerrym). Wbrew częstym w tym
środowisku opiniom, nie jest wcale tak, że idee kupowania produktów lokalnych
i u rodzimych handlowców to pomysł „nacjonalistyczny” – w wielu krajach takie
inicjatywy są wspierane przez bardzo różne środowiska, m.in. przez ekologów.
Na uznanie zasługuje także fakt, że akcja białostockiej Młodzieży
Wszechpolskiej abstrahuje od wątków etnicznych. Liderzy MW deklarują, że
chodzi o sprzeciw wobec hipermarketów i oferty wielkich zagranicznych
koncernów, nie zaś o kwestię narodowości sprzedawców, nie są więc przeciwni,
żeby akcja wspierała także małe sklepy należące do licznych na Podlasiu
przedstawicieli mniejszości białoruskiej. Warto podkreślić ten aspekt, gdyż
hasło przyświecające akcji („Swój do swego po swoje” może kojarzyć się z
międzywojniem, kiedy to niestety obóz narodowy wmanewrował pomysły
patriotyzmu gospodarczego w niemądrą ideologię antysemicką. Tymczasem w
obliczu ekspansji wielkiego globalnego handlu niepotrzebne są kłótnie między
narodami i grupami etnicznymi, lecz współpraca w dziele powstrzymywania
dalszego rozrostu Molocha. Globalizacja zagraża tak samo Polakom, jak i
Żydom, tak samo drobnym sklepom i producentom z Podlasia, jak i z Bretanii,
tak samo mieszkańcom zachodnich aglomeracji, jak i chłopom z Trzeciego
Świata.
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: PiS i mieszkania - co o tym sądzicie?
PiS - prawica, lewica, czy populiści? wiadomosci.wp.pl/kat,16831,wid,8052007,wiadomosc.html
Raport specjalny Ostra walka wyborcza
Piątek, 21 października 2005r.
PiS - prawica, lewica, czy populiści?
PAP 10:20
Lech i Jarosław Kaczyńscy "postawili na głowie" polityczną terminologię,
łącząc "prawicowy" światopogląd z "lewicową" retoryką socjalną - napisał
niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Dodaje, że choć Prawo i
Sprawiedliwość ma pewne cechy partii populistycznych, to nie jest tak jak one
ugrupowaniem antydemokratycznym i ksenofobicznym.
Bracia posługują się hasłami katolickimi, narodowo-konserwatywnymi i
lewicowo-socjalnymi tworzącymi "specyficzną mieszankę", która nie pasuje do
żadnego schematu - twierdzi niemiecka gazeta w materiale zatytułowanym "Polska
Partia Ludowa".
"FAZ" przytacza opinię politologa Klausa Bachmanna z Uniwersytetu
Wrocławskiego, który zaproponował zastosowanie pojęcia "populizm" na
określenie PiS. Partia braci Kaczyńskich znalazłaby się tym samym w gronie
takich ugrupowań jak partia sędziego Ronalda Schilla w Hamburgu, Front
Narodowy Jean-Marie Le Pena we Francji czy Wolnościowa Partia Austrii Joerga
Haidera.
Zdaniem korespondenta "FAZ", niektóre argumenty przemawiają za przyjęciem tej
propozycji. Podobnie jak zachodnie partie populistyczne, PiS wybierany jest
przede wszystkim przez osoby, które są potencjalnymi przegranymi procesu
modernizacji - właścicieli małych i średnich firm, piekarzy, którzy czują się
zagrożeni przez nowy (niemiecki lub francuski) supermarket, robotników i
chłopów.
Podobieństwo do zachodnich populistów - zdaniem "FAZ" - polega również na
ostrości ataków przeciwko obecnemu systemowi polskiej demokracji. Do
podstawowych haseł należy też sceptycyzm wobec Europy i obawy przed skutkami
globalizacji, na przykład przed zagranicznymi inwestorami.
"FAZ" podkreśla, że PiS spełnia "w dwójnasób" inny wymóg "populizmu" -
obecność charyzmatycznego wodza. Jarosław i Lech Kaczyńscy ucieleśniają partię
"w podwójnym opakowaniu". To oni założyli PiS w 2001 roku, dążą do objęcia
urzędu prezydenta, mają wizję IV Rzeczpospolitej, która jest dopasowana do
nich. "Obecnie PiS spełnia prawie wszystkie kryteria partii populistycznych" -
ocenił Bachmann.
"FAZ" zwraca uwagę, że polscy politolodzy nie zgadzają się z taką oceną PiS.
Gazeta przypomina, że Radosław Markowski z Polskiej Akademii Nauk, w pracy
opublikowanej w 2002 roku, zaliczył do partii populistycznych LPR i
Samoobronę, lecz nie PiS.
W rozmowie z "FAZ" Markowski przyznał, że PiS posiada pewne cechy partii
populistycznych, jednak - jego zdaniem - partia braci Kaczyńskich jest bliższa
tradycyjnemu polskiemu konserwatyzmowi, niż nowoczesnemu europejskiemu
populizmowi.
Markowski uważa, że "rewolucyjne, wrogie wobec systemu" nastawienie
zachodnich populistów jest w PiS zbyt słabo rozwinięte, by można było
przeprowadzać takie porównania. "PiS chce co prawda silniejszego prezydenta" -
twierdzi Markowski - "nie jest jednak partią antydemokratyczną".
W przeciwieństwie do ugrupowań Haidera czy Le Pena, PiS nie tworzy nastroju
"potencjalnej przemocy" przeciwko etnicznym mniejszościom - podkreśla polski
naukowiec. Dodaje, że PiS nie stawia ani na wrogość wobec cudzoziemców, ani na
antysemityzm.
W konkluzji "FAZ" pisze, że nie znaleziono jeszcze odpowiedniego pojęcia,
którym można by scharakteryzować PiS - "osobliwą konstrukcję
lewicowo-prawicową, składającą się z ojczyzny, pruderii, surowości i opieki
socjalnej". Po dłuższym namyśle, Markowski wyraził zgodę na nazwanie PiS
partią "konserwatywno- paternalistyczną" - czytamy na zakończenie artykułu.
Jacek Lepiarz (ck)
wiadomosci.wp.pl/kat,16831,wid,8052007,wiadomosc.html
PiS, co to znaczy? Chyba Kaczyńscy też nie wiedzą.
Pozdrawiam
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Przeciwko wielkiemu kapitałowi
Przeciwko wielkiemu kapitałowi Białostocka Młodzież Wszechpolska zaczyna w poniedziałek akcję wspierania
polskich sklepów i rodzimych produktów – pisze „Gazeta Wyborcza”. Liczą na
współpracę z PSS „Społem” oraz niewielkimi sklepikami.
Akcja białostockich Wszechpolaków odbywa się pod hasłem „Swój do swego po
swoje”. Jej zadaniem jest zwrócenie uwagi klientów sklepów na to, czy robiąc
zakupy zostawiają pieniądze u polskiego kupca oraz czy kupują polskie
produkty. Na początek MW wydrukowała 300 plakatów, które chcą powiesić w
białostockich sklepach.
Jak powiedział gazecie Maciej Tomczyk, szef białostockich Wszechpolaków,
intencją akcji jest przede wszystkim nakłonienie klientów sklepów do robienia
zakupów w drobnych rodzimych placówkach zamiast w hipermarketach, a także do
tego, by wybierali produkty polskich producentów.
Sama idea akcji jest bardzo słuszna, wpisując się w długą tradycję
patriotyzmu gospodarczego, sięgającego np. wspierania polskiej własności w
Wielkopolsce, gdy znajdowała się ona pod zaborem pruskim, a także podobnych
inicjatyw promowanych w międzywojniu nie tylko przez obóz narodowy, ale także
przez ruch ludowy. Patriotyzm gospodarczy jest jednym z najlepszych lekarstw
na negatywne skutki globalizacji. Pieniądze wydane w polskich sklepach i na
polskie produkty wspierają lokalny rynek, krążą w miejscowym gospodarczym
krwioobiegu, podnoszą ogólny dobrobyt lokalnej wspólnoty, a także nie
wspierają ponadnarodowych koncernów i nie ułatwiają ekspansji ich oferty.
Takie działanie jest znacznie bardziej sensowne niż większość pomysłów tzw.
polskich „alterglobalistów”, z których nic nie wynika dla lokalnych wspólnot
(bo co może wynikać z jeżdżenia na turystyczne „alterglobalizacyjne” spędy
czy z podniecania się zmaganiami Busha z Kerrym). Wbrew częstym w tym
środowisku opiniom, nie jest wcale tak, że idee kupowania produktów lokalnych
i u rodzimych handlowców to pomysł „nacjonalistyczny” – w wielu krajach takie
inicjatywy są wspierane przez bardzo różne środowiska, m.in. przez ekologów.
Na uznanie zasługuje także fakt, że akcja białostockiej Młodzieży
Wszechpolskiej abstrahuje od wątków etnicznych. Liderzy MW deklarują, że
chodzi o sprzeciw wobec hipermarketów i oferty wielkich zagranicznych
koncernów, nie zaś o kwestię narodowości sprzedawców, nie są więc przeciwni,
żeby akcja wspierała także małe sklepy należące do licznych na Podlasiu
przedstawicieli mniejszości białoruskiej. Warto podkreślić ten aspekt, gdyż
hasło przyświecające akcji („Swój do swego po swoje”) może kojarzyć się z
międzywojniem, kiedy to niestety obóz narodowy wmanewrował pomysły
patriotyzmu gospodarczego w niemądrą ideologię antysemicką. Tymczasem w
obliczu ekspansji wielkiego globalnego handlu niepotrzebne są kłótnie między
narodami i grupami etnicznymi, lecz współpraca w dziele powstrzymywania
dalszego rozrostu Molocha. Globalizacja zagraża tak samo Polakom, jak i
Żydom, tak samo drobnym sklepom i producentom z Podlasia, jak i z Bretanii,
tak samo mieszkańcom zachodnich aglomeracji, jak i chłopom z Trzeciego
Świata.
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Czy mozna juz skonczyc?
Po stokroć e d u k a c j a !!! Rewolucja edukacyjna
Nasze społeczeństwa, dręczone nadprodukcją, marnotrawią nie tylko towary.
Tracimy najcenniejszy z zasobów gospodarki - zdolnych do pracy ludzi.
Dziś nawet w krajach wysokorozwiniętych często okazuje się, że - mimo wysokiego
bezrobocia - trudno znaleźć dobrze wykwalifikowanego pracownika. W krajach
Trzeciego Świata brak dobrze wykztałconych specjalistów jest hamulcem rozwoju.
Bez podstawowych umiejętności, takich jak czytanie i pisanie, trudno wyrwać się
z zaklętego kręgu ubóstwa. Choć edukacja kosztuje, to jest społeczną
inwestycją, która zwraca się wielokrotnie - przyczyniając się do
spektakularnego zwiększenia wydajności pracy.
W gospodarce postindustrialnej umiejętność obsługi komputera stała się
właściwie warunkiem uczestnictwa w społecznym podziale pracy. Tymczasem miliony
ludzi w krajach Trzeciego Świata to wręcz analfabeci. Jacek Kuroń przytacza w
swojej książce "Działanie" przybijające dane statystyczne: Na świecie jest aż
26 krajów, w których analfabetyzm przekracza 60%. Na czele tej listy znajdują
się kraje afrykańskie - czytać potrafi zaledwie 13.1% mieszkańców Nigru, 18.7%
Burkina Faso, 24.9% Somali czy 25% Erytrei. Do szkoły uczęszcza tylko 26%
dzieci w wieku edukacyjnym w Bhutanie, 29% w Nigrze, 31% w Etiopii, 34% w
Mali.. Lista krajów, w których conajmniej co czwarte dziecko nie uczy się
obejmuje 28 pozycji! Według danych Oxfam, 125 milionów dzieci na świecie nigdy
nie uczęszczało do szkoły, a 150 milionów opuściło szkołę, nim nauczyło się
czytać i pisać. Dwie trzecie z tej liczby stanowią dziewczynki, co utrwala w
krajach Trzeciego Świata nierówność płci i archaiczny, patriarchalny model
rodziny.
Choć ONZ postawiła jako drugi z najważniejszych celów milenijnych doprowadzenie
do sytuacji, by w 2015 roku każde dziecko na świecie uczęszczało do szkoły
podstawowej, to w wielu regionach można zaobserwować dokładnie odwrotny trend.
Przykładowo, we względnie dobrze rozwiniętej (w porównaniu np. z Afryka
subsaharyjską) zachodniej Azji odsetek dzieci uczęszczających do szkoły spadł
między 1990 a 1998 rokiem o 4%.
Wiele krajów, zubożałych na skutek globalizacji, pułapki zadłużeniowej i wojen,
nie jest w stanie wygenerować srodków potrzebnych na rozwój sektora
edukacyjnego. Im bardziej gospodarka światowa opiera się na wiedzy, tym
mniejsze są ich szanse na doścignięcie w rozwoju społeczeństw Północy. Bez
wprowadzenia na tym polu silnego mechanizmu redystrybucji kraje Południa będą
one popadać w coraz głębszą stagnację.
Po pierwsze, konieczne jest stworzenie pod egidą ONZ międzynarodowego funduszu
walki z analfabetyzmem. Koszty zapewnienia powszechnej edukacji podstawowej
szacuje się dziś kilkanaście miliardów dolarów rocznie. Mniej więcej tyle świat
co tydzień wydaje na wojsko. Pieniądze na fundusz edukacyjny można zgromadzić
dzięki opodatkowaniu obrotów kapitałowych. Skokowy wzrost dochodów państw
wysokorozwiniętych w chwili likwidacji rajów podatkowych i zwiększenia wpływów
z tytułu podatków korporacji ponadnarodowych pozwoliłby z łatwością
wygospodarować środki na ten cel z budżetów narodowych USA, Japonii i krajów
UE. Analfabetyzm dotyka szczególnie te społeczności, gdzie wojny zmiotły
wszelką infrastrukturę państwową (Somalia, Kongo, Etiopia, Erytrea,
Afganistan...). Dlatego zadanie likwidacji analfabetyzmu nie może zostać
przekazane wyłącznie władzom państwowym. ONZ powinna stworzyć swego
rodzaju "armię" edukacyjną, składającą się z nauczycieli, opłacanych - na wzór
dzisiejszych sił pokojowych - z wydzielonego funduszu w ramach budżetu ONZ.
Po drugie, konieczny jest transfer wiedzy (technologii i patentów) do krajów
Trzeciego Świata. Istniejące ustawodawstwo ochrony własności intelektualnej
zbyt silnie chroni interesy korporacji, odcinając dostęp do nowoczesnych
technologii biednym społeczeństwom Południa. Spektakularnym przykładem była tu
sprawa tzw. leków generycznych do walki z AIDS, produkowanych tanio w Indiach i
Brazylii z naruszeniem praw patentowych koncernów farmaceutycznych. Choć udało
się doprowadzić w tej konkretnej sprawie do kompromisu między korporacjami a
państwami Trzeciego Świata, to jednak potrzebne jest rozwiązanie systemowe,
gwarantujące swobodny przepływ wiedzy do biedniejszych rejonów Ziemi. Zasadne
byłoby globalne ograniczenie działania ochrony patentowej i jej całkowite
wyłączenie w przypadku produkcji na rynek lokalny w krajach rozwijających się.
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Kryzys czy naprawa? ...
Kryzys czy naprawa? ...
Nastroje Amerykanów są coraz gorsze: 78 proc. społeczeństwa uważa,
że gospodarka idzie w dół.
Wtórują im ekonomiści. Według powszechnego przekonania nadchodzi
recesja gospodarcza. Dokładniej - już w niej tkwimy. Opinie różnią
się tylko co do głębokości tego kryzysu: jedni (mniejszość) uważa,
iż będzie to bardzo dotkliwa zapaść, albowiem nałożyło się
jednocześnie wiele czynników (kryzys na rynku nieruchomości, ogromne
straty banków, masowe zwolnienia w wielkich zakładach produkcyjnych,
wysokie i coraz wyższe ceny paliw) generujących kryzys. Inni
eksperci, a tych jest większość, sądzą, że depresja będzie
stosunkowo łagodna i krótkotrwała.
Takie były w ostatnich 20 latach. Cykle ekonomiczne uległy swoistemu
spłaszczeniu, w miarę jak społeczeństwa są w stanie zawczasu bronić
się przed ich negatywnymi skutkami.
Niektóre czynniki są jednak poza doraźną kontrolą. Ceny paliw rosną
szybko i będą rosły, w miarę jak potężne gospodarki Azji potrzebują
ich coraz więcej, a rafinerie nie są w stanie wytwarzać benzyny, by
zaspokoić większe zapotrzebowanie. USA podjęły już środki zaradcze
(zaostrzenie rygorów oszczędnościowych, zwiększenie własnego
wydobycia, budowa nowych rafinerii), ale na skutki tych kroków
przyjdzie czekać lata.
Natomiast ludzkiej beztroski i chciwości całkowicie wyeliminować się
nie da. A nie ma wątpliwości, iż obecny kryzys ma po części
subiektywny charakter. Amerykanie nie są w stanie kupować tyle, ile
mogli jeszcze niedawno. Życie ponad stan, czyli na kredyt
finansowany z pieniędzy eksporterów pchających na tutejszy rynek
masy tanich towarów, kończy się. Nie można już też - jak niedawno
jeszcze - kupić domu (mieszkania) bez dobrej historii bankowej. Stąd
i poczucie krzywdy, pesymistyczne nastroje, że idzie ku gorszemu.
Choć mają one uzasadnienie w rzeczywistości, to jednak kiedyś to
życie za "pożyczone" pieniądze musiało się skończyć i w tym sensie
obecna depresja gospodarcza będzie miała terapeutyczny charakter.
Doprowadzi do wyrównania między "winien" i "ma". Oczywiście, że
oznaczać to będzie przeciętnie skromniejsze życia, że wydatki ponad
stan skończyły się, przynajmniej na pewien czas, dopóki ponownie
amerykańska gospodarka nie nabierze nowego rozpędu.
Ale są i inne powody tego zwolnienia tempa wzrostu (nawet 1,6 proc.
w porównaniu z niedawnym jeszcze 3,6 proc.). Amerykanie zaczynają
odczuwać negatywne skutki globalizacji (ucieczka miejsc pracy za
granicę), z której dotychczas korzystali. Ponadto odkładane przez
lata reformy społeczne wreszcie trzeba będzie podjąć. A dotyczy to
przede wszystkim ubezpieczeń społecznych i zaniedbanej sprawy Social
Security.
Gospodarka amerykańska ma jednak niewiarygodną elastyczność i
zdolność do autonaprawy. I z takim właśnie procesem mamy teraz do
czynienia.
Quelle PDN-NY(CK)
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: A w;lasciwie kto glosuje na Leppera?
Szanowni Działacze Polskiej Lewicy! Kolejny raz nawiedza mnie Lepper z odezwą do lewicy :
Szanowni Działacze Polskiej Lewicy!
Jest jeszcze ostatnia szansa zmiany rzeczywistości w Polsce - kontrolowania i
korygowania nieograniczonej władzy liberałów, jaką otrzymali w wyborach do
Sejmu i Senatu RP. Zmiany tej może dokonać prawdziwa patriotyczna lewica.
Lewica zawiera w sobie takie wartości, jak wrażliwość społeczna, patriotyzm,
sprawiedliwość, dbałość o godność każdego człowieka. Lewica katolicka i lewica
laicka ma różne odcienie i barwy, ale posiada też swoje zasadnicze twarde
jądro, sprowadzające się do takich pojęć - celów jak: Człowiek, Rodzina, Praca,
Godne Życie.
Działając wspólnie mamy szansę ograniczyć antyspołeczną, neoliberalną politykę
godzącą w najsłabsze grupy społeczne. Przed nami wiekopomna szansa wydania
zwycięskiej wojny złodziejstwu, korupcji, kolesiostwu oraz bezradności
uczciwych funkcjonariuszy państwowych.
Powiedzmy zgodnie jednym głosem: Dość utopi skrajnych liberałów zapatrzonych
tylko i wyłącznie we własną kieszeń! Dość kłótni i waśni!
Dość złudnego poszukiwania rozwiązań w popieraniu skrajnej, populistycznej
prawicy, która nie ma programu i wizji Polski, której jedynym celem jest
doprowadzenie do upadłości i wyprzedaży resztek majątku narodowego Polaków!
Tylko lewica ma w sobie siłę i żarliwość społeczną, aby wprowadzić Polskę na
ścieżkę szybkiego rozwoju, aby zacząć odrabiać dystans dzielący nas od
najbardziej rozwiniętych krajów UE, aby przedstawiać i realizować śmiałe wizje
nowoczesnej gospodarki i państwa.
Naszą jedyną szansą jest aktywne poparcie Kandydata Samoobrony na Prezydenta
RP, którego serce zawsze jest po lewej stronie, dla którego każdy człowiek,
obywatel, Polak jest ważny.
Drodzy przyjaciele! Działacze i Sympatycy Lewicy!
Tkwi w was wielka wrażliwość i niezgoda na ludzką krzywdę. Wierzycie w ideały,
które mogłyby przywrócić Polsce ludzki wymiar, a każdemu obywatelowi
zagwarantować poczucie godności. Wasze szlachetne zamiary zostały jednak
wykorzystane przez ludzi cynicznych, z góry realizujących plan totalnej
prywatyzacji i stopniowej likwidacji odpowiedzialności Państwa za byt całych
grup społecznych i zawodowych. To nie ideały Was zdradziły i zawiodły, zawiedli
Was ludzie, którzy określali się przez lata mianem ludzi lewicy. Próbując
uniknąć odpowiedzialności jeden z przywódców, dziś zmienia szyld partyjny,
powtarzając manewr skompromitowanej, poawuesowskiej prawicy i zabiega i Wasze
głosy.
Szanowni ludzie Lewicy! Czas przywrócić pojęciu lewicowości jego fundamentalne
znaczenie. Czas pokazać, że lewica jest Polsce naprawdę potrzebna, a
dotychczas, po 1989 roku, formacje naprawdę lewicowe władzy jeszcze nie
sprawowały. Sprawowali ją liberalni cynicy i uzurpatorzy, którzy oszukali ludzi
prawdziwej lewicy.
Drodzy Sympatycy i Działacze lewicy!
Godność człowiekowi zdolne jest przywrócić i zapewnić tylko silne państwo,
suwerenne i niezależne od nacisków międzynarodowych instytucji finansowych i
korporacji. Stąd potrzeba silnej lewicy patriotycznej, która dbać będzie nie
tylko o interesy mniejszości, ale także o godne warunki życia większości -
zwykłych ludzi, obywateli III Rzeczypospolitej, dotkniętych nędzą, ubóstwem,
bezrobociem, wykluczeniem społecznym, zniechęceniem i desperacją.
Społeczna gospodarka rynkowa, bezpłatna nauka, kultura, oświata i ochrona
zdrowia, godziwe warunki życia emerytów i rencistów, zablokowanie negatywnych
skutków globalizacji, dbałość o środowisko naturalne - to tylko wybrane
przykłady lewicowości w praktyce państwowej. Czas przywrócić lewicy twardy,
konsekwentny kręgosłup.
Obecnie Samoobrona jest największą siłą lewicową na polskiej scenie
politycznej.
Obejmując przywództwo na lewicy apeluję o wsparcie dla Kandydata Samoobrony w
wyborach prezydenckich przez wszystkie ugrupowania lewicowe, abyśmy wspólnie
przeciwstawili się liberalnym pomysłom na gospodarkę, które od 16 lat rujnują
życie milionów Polaków.
Apeluję o zakończenie waśni i kłótni o to kto lepiej dba o interes Polski i
Polaków. To właśnie my - patriotyczna lewica jesteśmy jedyną prospołeczną siłą,
która postawi tamę przed zalewem skrajnego liberalizmu.
Nadszedł czas walki o Polskę! Nadszedł czas wspólnej walki o przywrócenie
Polski obywatelom!
(-) Andrzej Lepper
www.lepper.com.pl
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: obłudne obietnice bałkańskie Brukseli ...
Nawet Wasz idol Jacek Żakowski pisze tak: Kilka lat temu antyglobaliści to byli trockiści, anarchiści,
zieloni, różni zadymiarze z amerykańskim ekscentrycznym geniuszem
lingwistycznym – Noamem Chomskym, szalonym szwajcarskim profesorem
Jeanem Zieglerem, Noem Godinem, twórcą międzynarodówki tortowej, i
José Bovém – zbuntowanym francuskim farmerem na czele. Dziś
antyglobalizm, którego istotnym elementem jest niechęć do
Waszyngtonu, wkroczył na salony, do parlamentów i największych
uniwersytetów.
John Gray – jeden z najbliższych współpracowników Margaret Thatcher,
profesor London School of Economics, pisze, że propagowany przez
Amerykanów „światowy wolny rynek jest bliski dołączenia do komunizmu
w historycznym muzeum skompromitowanych utopii”. S
woje krytyki amerykańskiego globalizmu ogłaszają też autorytety
ekonomiczne z Josephem Stiglitzem (noblistą i byłym głównym
ekonomistą Banku Światowego) oraz George’em Sorosem (mistrzem
spekulacji walutowych i sponsorem społeczeństwa obywatelskiego) na
czele. Soros poparł nawet postulat antyglobalistycznej organizacji
ATTAC, domagającej się opodatkowania międzynarodowych przepływów
kapitałowych, co ma ukrócić globalną spekulację.
Globalizm – a zwłaszcza propagowana przez Waszyngton idea światowego
wolnego handlu, nieograniczonego przepływu kapitałów i
prywatyzowania wszystkiego – jest w wyraźnym regresie, który
stymulują kryzysy i światowa stagnacja. „Światowy wolny rynek –
pisze Gray – znika nie ze względu na społeczne koszty, które
powoduje w Argentynie, Indonezji czy Rosji, ale dlatego, że już nie
odpowiada krajom, które najbardziej go promowały”.
Nie odpowiada przede wszystkim Stanom Zjednoczonym, które chroniąc
swoich rolników i hutników tworzą kolejne bariery handlowe. To
powoduje, że Ameryka kilka lat temu postrzegana jako nośnik
globalnej idei, która fascynowała największe umysły świata, dziś
postrzegana jest coraz wyraźniej przez pryzmat interesów własnej
gospodarki, których twardo broni.
Nawet James Wolfensohn – amerykański ekonomista i prezes Banku
Światowego – przypominając, że na świecie 3 mld ludzi żyje za mniej
niż 2 dol. dziennie, zauważa, że „im kraj bogatszy, tym bardziej
egoistyczny” i przestrzega, że „świat niesprawiedliwy jest światem
niebezpiecznym”. A przy okazji kryzysu, jaki wywołały nowe
amerykańskie cła ochronne na stal, okazało się, że polityka celna
USA uprzywilejowuje bogatych. Średnie cła płacone w USA przez
eksporterów z krajów ubogich sięgają kilkunastu procent, podczas gdy
producenci z państw bogatych płacą najwyżej ok. 1 proc. Dla
antyglobalistów jest to dowód, że amerykańskie opowieści o
wyrównywaniu poziomu życia północy i południa są mydleniem oczu.
Problem w tym, że trudno jest dokonać niepodważalnych wyliczeń
skutków globalizacji. Poważne ośrodki publikują sprzeczne analizy,
którymi politycy posługują się wedle potrzeb.
Norman Mailer: „[Ameryka to piękna kobieta, która] sprzedała się
najbogatszemu facetowi w mieście. Jedynym przedmiotem jej
zainteresowania stały się pieniądze. A ja czuję się zdradzony”. Te
tezy znajdują potwierdzenie w analizach upadku wielkich korporacji –
Enronu czy Worldcomu – które zabiła chciwość. Można by więc
powiedzieć, że głównym źródłem problemów Ameryki jest sama Ameryka
i – zwłaszcza ostatnio – opisywana od lat (m.in. przez Bella,
Barbera i Fukuyamę) ewolucja amerykańskiej kultury.
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: LIBERALNY KAPITALIZM TO KOSTUCHA!!!
3. Jedyną "akredytacją" dla uczelni powinien być rynek.
======
moze i tak, tyle ze rynek w dobie globalizacji przeniosl sie do Azji, wiec
proponuje, zeby kardynalnym elementem akredytacji stala sie znajomosc
chinskiego. Czy mr watchman jus zabiera sie do nauki?
========
> pozyczki na studia tez powinny byc panstwowe.
Dlaczego państwowe?
========
nie musza byc wylacznie panstwowe, ale takie byc powinny, bo wyksztalcenie
obywateli powinno lezec w interesie madrego panstwa (tylko tego nie mozna
powiedziec o III RP).
=========
Co z tego? Jeśli po tych college'ach mogą znaleźć pracę, to znaczy, że ich
wiedza i umiejętności odpowiadają potrzebom rynku. Niech sobie mają
wykształcenie wyższe, średnie czy college'owe - ważne jest to, co można z ich
wiedzą osiągnąć.
=====
calkiem sie zgadzam, tylko nie mowmy o tym, ze USA maja najwyzszy % osob w
wyzszym wyksztalceniem. Zreszta w skutek globalizacji bezrobocie i tu rosnie.
-=====
A po co im ta wiedza? Żołnierz musi przede wszystkim znać sprzęt i uzbrojenie,
jakiego używa, oraz wiedzieć, kto jest jego dowódcą. Żołnierze w Iraku są po
to, aby pilnować irackiego burdelu, a w razie potrzeby - zabić. To naprawdę
nie jest wycieczka krajoznawcza.
========
dlugo tlumaczyc do czego czlowiekowi potrzebna wiedza, ale m.in. do tego zeby
rozumial ze swiat jest wielki, pluralistyczny, i ze tak byc powinno. Ze na
calym ludzie ludzie chca byc wolni i zyc po swojemu. Z powodu braku dobrego
wyksztalcenia (i czegos wiecej) u przywodcy pewnego kraju swiat znajduje sie
dzis nad przepascia. Jest takie stare przyslowie - lepiej z madrym zgubic, niz
z glupim znalezc. To w wielkim skrocie.
======
A wracając do tematu - dlaczego spora część naukowców woli robić karierę
naukową w USA, a nie - w Polsce? Przecież nie pracują w państwowych instytuach
naukowych, tylko prywatnych.
=====
poracuja w roznych. Nauka w USA pokrywana jest w 80-90% z podatkow.
========
1. Skoro zgadzasz się, że tylko praca i oszczędność są drogą do dobrego życia,
to rozumiem, że jesteś zwolenniczką niskich podatków, dużej swobody
gospodarczej i gospodarki prywatnej? Bo w Polsce większość moich dochodów
zabiera państwo, a nie - przedsiębiorcy prywatni.
2. Podasz jakiś przykład kraju, który potrafił przeciwstawić się globalnym
korporacjom i wygrał?
=======
jestem zwolenniczka tego wszystkiego, co najkorzystniejsze dla wiekszosci, a
nie tyko dla wybranych. co do drugiego - dokonaly tego w ostatnich latach pewne
kraje Am. Lacinskiej (np. Chile, ostatnio tez Brazylia) po otrzasnieciu sie z
globalizacyjknych porazek. Nalozyly wysokie cla na pewne sektory importu i
rozwinely wlasna gospodarke. Ponadto postawily na ksztalcenie i zdrowie
spoleczenstwa.
======
Obiektywna, neutralna... Dodaj jeszcze - skromna.
Biorąc pod uwagę amerykańskie kryteria ubóstwa (9.000 USD dochodu rocznie) 90%
Polaków jest obecnie nędarzami. Za PRLu było to ok. 99%. Chciałbym ci
przypomnieć (a może dopiero uświadomić ci), że za komuny średnia polska pensja
wynosiła ok. 30 USD miesięcznie, a i tak za wszystkim trzeba było stać w
kolejkach. To, co ty nazywasz swoim obiektywizmem, jest w rzeczywistości
pseudo-intelektualną popłuczyną przesiąkniętą propagandą PRL.
======
masz prawo do wlasnych ocen, podobnie jak ja. PRL mi sie nie podobal i nigdy
nie mialam nic wspolnego w PRLska propaganda ani establiszmentem - rowniez
poprzez rodzine. Nie mniej swierdzam, ze IIIRP jest znacznie gorsza dla
wiekszosci obywateli i to sa satystyki ONZ (pardon to przeciez komunistyczna
organizacja), ale nawet w amerykanskich zrodlach czyta sie ze IIIRP to panstwo
zlodziejsko-oligarchiczno-mafijne.
======
Przy okazji - nie odpowiedziałaś na pytanie:
Dlaczego przez ponad czterdzieści lat socjalizm "wyprodukował" w Polsce
głównie osoby z wykształceniem podstawowym lub żadnym, a jedynie 6-7%
dorosłych miało wyższe wykształcenie?
=========
nie mam pojecia, nie pytaj mnie, pytaj tych ktorzy rzadzili PRLem. PRL tez byl
chory, ale mial pewne elementy sprawiedliwosci, ktorej nie dostrzegam w IIIRP.
I o ile mi wiadomo, w PRLu nikt nie glodowal. A porownywanie zarobkow w USA czy
PRL jest absurdalne, bo wazne jest tylko to, za to mozna kupic.
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: okruszeczku skarbeczku
G. Schwan zaleca wstrzemięźliwość w ocenie politycznych zmian w Polsce
"Pozwolić upaść centrum wypędzeń", wywiad z G. Schwan, "Frankfurter Rundschau",
25.10.05. "Wynik nie jest dramatyczny", wywiad z G. Schwan, "Financial Times
Deutschland", 25.10.05. "Antyniemieckie nastroje nie są poza kontrolą", wywiad
z G. Schwan, "Berliner Zeitung", 25.10.05. Schwan wyraża pogląd, iż należy
wstrzymać się z oceną zmian politycznych, jakie nastąpiły w Polsce. Nie
spodziewa się ona, aby miały one doprowadzić do poważniejszych zakłóceń w
stosunkach bilateralnych. Przypomina, iż polskie żądania reparacyjne stanowiły
odpowiedź na akcję Powiernictwa Pruskiego i traktować je należy jedynie jako
kartę przetargową w powyższej sprawie. Powiernictwo, jest w Polsce traktowane w
połączeniu z BdV, a ten z kolei łączy się z budową Centrum w Berlinie. Dlatego
też nie byłoby dobrze gdyby przyszła kanclerz Merkel udzieliła poparcia dla
CPW. Koordynator ds. stosunków polsko-niemieckich wyraża przekonanie, iż w
Polsce nie mamy do czynienia z eurosceptycyzmem i nawet rolnicy, którzy w
większości głosowali na L. Kaczyńskiego są zadowoleni z faktu członkostwa
Polski w UE. Komentuje ona wynik ostatnich wyborów jako przejaw lęków
społecznych przed skutkami globalizacji. Schwan podkreśla, że Polska należała
dotychczas do krajów katalizujących procesy integracji europejskiej. Możliwe,
iż teraz niektóre debaty na szczeblu europejskim strona polska prowadzić będzie
w ostrzejszym tonie, z biegiem czasu jednak i to ulegnie zmianie. Obecne wyniki
wyborów stanowią przejaw obaw, jakie panują w społeczeństwie, które pozytywnie
zareagowało na hasła PiS. Część z nich nie zostanie jednak zrealizowana, np.
wprowadzenie kary śmierci. Strona niemiecka powinna cierpliwie dyskutować z
Warszawą na temat aktualnych kwestii i nie dostrzegać w nowych władzach jedynie
narodowej prawicy. Zdaniem Schwan nie powinno się w ten sposób propagować idei
Centrum. Przypomina w tym kontekście pomysł odchodzącego rządu utworzenia
europejskiej sieci instytucji upamiętniających wypędzenia. Wyraża ona pogląd,
iż będzie można porozumieć się ze stroną polską w kwestii rurociągu
bałtyckiego, tak aby i ona odnosiła z niego korzyści. Komentując wyniki
polskich wyborów prezydenckich, Schwan stwierdza, że antyniemiecka retoryka L.
Kaczyńskiego najlepiej trafiła do osób powyżej 60 roku życia, aczkolwiek
element niemiecki nie był czynnikiem, który przesądził o wyniku wyborów (były
nim kwestie socjalne). Prawda jest taka, że Polacy dążą Niemców większą
sympatią niż odwrotnie. Zamierza ona w dalszym ciągu pełnić swoją funkcję, o
ile wyrazi na to zgodę nowy minister spraw zagranicznych, zaznacza jednak, iż
nie zmieni swojego stanowiska w sprawie CPW w Berlinie.
Obejrzyj resztę wiadomości
zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plraju.pev.pl
Strona 3 z 4 • Wyszukiwarka znalazła 189 postów • 1, 2, 3, 4
|
|
Cytat |
Do polowania na pchły i męża nie trzeba mieć karty myśliwskiej. Zygmunt Fijas Tylko poeci i kobiety potrafią wydawać pieniądze tak, jak na to zasługują. Facilius oppresseris quam revocaveris (ingenia studiaque) - (talenta i nauki) łatwiej można stłumić, niż do życia przywrócić. Fakt podstawowy, że jesteśmy życiem, które chce żyć - uświadamiamy sobie w każdym momencie naszego istnienia. Albert Schweizer Da mihi factum, dabo tibi ius - udowodnij fakt, a ja ci wskażę prawo.
|
|