Widzisz wypowiedzi znalezione dla zapytania: skutki alkoholizmu
Temat: Pomorsko-Kaszubskie Info
W trakcie moich wakacji na 2 kolkach [nie, nie drezyna jedno-osiowa ;) ]
zobaczylem co nieco i sie co nieco dowiedzialem:
1. Linia Swarzewo-Krokowa jest koszmarnie zarosnieta, jednakze tor jest na
calej jej dlugosci. Na stacjach i po [przynajmniej niektorych] stoja nawet
czyste tablice z nazwa tychze. W Krokowej nadal sa 3 tory, podklady pod 2
torami sa betonowe, w dobrym stanie. Sam budynek dworca rowniez stoi, choc
znajduje sie teraz w nim Gminna Rada ds. zwalczania skutkow alkoholizmu...
Wydaje sie, ze po odchwaszczeniu toru mozna by bylo przywrocic tam ruch, na
razie jednak sprawa ucichla.
2. Bytow
W budynku dawnego dworca PKP sa kasy pasazerskie, ale... PKS-u. Linia do
Lipusza/Koscierzyny jest jednak uzywana (otwarta jest w Bytowie kasa
towarowa), sam widzialem stonke. Wg mnie natomiast skandalem i granda mozna
nazwac fakt, iz tak duze miasteczko, odwiedzane przez turystow latem, nie ma
zadnych polaczen pasazerskich [oprocz Costeriny, o kursowaniu ktorej chyba
nikt poza pomyslodawcami nie wie - lokalna prasa o tym nie pisala :(( ]
Po dawnej linii do Miastka pozostal jeno zarosniety nasyp, miejscami jednak
da sie nim przejechac zarowno rowerem jak i samochodzikiem (ale malym!) -
tak jest np. od Tuchomia do Bytowa, z malymi wyjatkami.
Linia Bytow-Lebork istnieje fizycznie tylko na odcinku Lebork-okolice Cewic.
Z Maszewa co jakis czas chodzi brutto z tartaku. Dalej na poludnie jest juz
tylko nasyp i gdzieniegdzie resztki wiaduktow kolejowych. Czasem sa one
imponujace - np. w Kozinie [miedzy Czarna Dabrowka a Oskowem] zachowaly sie
resztki 2 wiaduktow: jednemu brakuje tylko kawalka nad droga (reszta jest i
trzyma sie calkiem, calkiem), drugi istnieje tylko z jednej strony drogi
[tak jakby druga czesc ostatecznie wyburzono przy zmianie przebiegu drogi].
Ten pierwszy ma ok. 10-12 m wysokosci, drugi 8 m.
Linia Bytow-Korzybie istnieje fizycznie, prowadzone sa na niej przewozy
towarowe z Zielina Miasteckiego prawdopodobnie do Korzybia [widzialem
dokumenty z polowy lipca - m.in. byla relacja Zielin - Pila Gl. i Zielin -
Lodz Gl. (?!?) ]. Hipoteeze te potwierdzalby wywiad srodowiskowy ;) - w
Barcinie powiedziano mi , iz mniej wiecej raz na tydzien kursuje towarowy
z/w kierunku Korzybia. Miedzy Zielinem a Bytowem linia jest bardzo
zarosnieta, aczkolwiek czasem cos tam chyba jezdzi.
3. Na linii Kartuzy-Lebork jezdza towary. Jak czesto i w jakich relacjach -
nie wiem, ale jezdza, gdyz sam widzialem jednego :)
4. Costerina czesciej prowadzona jest SU45 niz Ol49, gdyz ta ostatnia czesto
sie psuje. W ten weekend tez "oelka" nie jezdzi.
5. Na okolo 40 osob w pociagu relacji [...] - [...] tylko 1 podrozny chcial
zobaczyc moje uprawnienia do sprawdzania biletow. Nadmienie, iz bylem
wyposazony w cegle i kasownik, a ubrany w sandaly, spodenki krotkie i
takiegoz T-shirta (stroj urlopowy, jak powiedzialem jednemu z pasazerow :)))
Reszta bez slowa okazywala mi bilety i legitymacje :))) Niestety - a moze
stety - nie udalo mi sie nikogo zlapac na jezdzie bez biletu, pozniej zas
wypisalem ich chyba z 15...
I tym optymistycznym akcentem zegnam sie do 18.08...
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Pomorsko-Kaszubskie Info
Wojciech Kurzyjamski <kie@kolej.pasjo.net.plnapisał(a) w artykule <7oh8kg$6u@sunsite.icm.edu.pl...
W trakcie moich wakacji na 2 kolkach [nie, nie drezyna jedno-osiowa ;) ]
zobaczylem co nieco i sie co nieco dowiedzialem:
rower?
1. Linia Swarzewo-Krokowa jest koszmarnie zarosnieta, jednakze tor jest na
calej jej dlugosci. Na stacjach i po [przynajmniej niektorych] stoja nawet
czyste tablice z nazwa tychze. W Krokowej nadal sa 3 tory, podklady pod 2
torami sa betonowe, w dobrym stanie. Sam budynek dworca rowniez stoi, choc
znajduje sie teraz w nim Gminna Rada ds. zwalczania skutkow alkoholizmu...
Wydaje sie, ze po odchwaszczeniu toru mozna by bylo przywrocic tam ruch, na
razie jednak sprawa ucichla.
hehe, bylo tam 15 km/h, zrobiono 50 km/godz, ktos uznal ze linia jest za droga w utrzymaniu,
i natychmiast zamknal... Krokowa ma taki uklad stacji aby mogly stac dwa pocie i jeden mogl loka
przestawic... stacja chyba samoobslugowa, jak Łeba (nie widzialem nastawni)
zadnych polaczen pasazerskich [oprocz Costeriny, o kursowaniu ktorej chyba
nikt poza pomyslodawcami nie wie - lokalna prasa o tym nie pisala :(( ]
gazeta z 30 lipca napisala, uzywajac wk*** slowa "Ciuchcia"... i to akurat teraz, kiedy ze wzgledu
na sciolke jezdza SM42... BTW: napisano tez:
-Skansen [w Kosci] ma tez ciuchcie spalinowke, ktora czesto wynajmuja wycieczki, obozy [...]
Waski tor? KI GRZYB???
Linia Bytow-Lebork istnieje fizycznie tylko na odcinku Lebork-okolice Cewic.
Dokledniej mowiac, konczy sie wielkim betonowym kozlem oporowym (dalej jest wyrwa),
prawdopodobnie tam szla granica...
I jest tam odgalezienie na lotnicho (wojskowe oczywiscie)
4. Costerina czesciej prowadzona jest SU45 niz Ol49, gdyz ta ostatnia czesto
sie psuje. W ten weekend tez "oelka" nie jezdzi.
taa, a miala dzisiaj jechac do Bytowa - BTW: Los Fioletowo-Zielony ( w paski ukosne) dla Piffka za
dezinformacje...
a jezdzi SM42, ew. SU45 dlatego, bo Lasy zabraniaja jazdy parowozow (zagrozenie pozarowe, btw
takie same jak na schodkach kaszubi kurza fajki albo jak mechanicy ze stonki wyrzucaja je za okno)
5. Na okolo 40 osob w pociagu relacji [...] - [...] tylko 1 podrozny chcial
zobaczyc moje uprawnienia do sprawdzania biletow. Nadmienie, iz bylem
wyposazony w cegle i kasownik, a ubrany w sandaly, spodenki krotkie i
takiegoz T-shirta (stroj urlopowy, jak powiedzialem jednemu z pasazerow :)))
Reszta bez slowa okazywala mi bilety i legitymacje :))) Niestety - a moze
stety - nie udalo mi sie nikogo zlapac na jezdzie bez biletu, pozniej zas
wypisalem ich chyba z 15...
Sprawdzales w imieniu kierpocia, czy wlasna inwencja i wlasny kasownik?
Na ludziach nie wywoluje tez wrazenia drogowiec (kamizela "ODDZIAL DROGOWY") ubrany w
sandaly...
Pozdrowienia
Krzysztof M. Rozanski
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Antynarkotykowy obled
Jaszyn wrote:
darmowych igielek, detoksow itp. za kazde leczenie cpuna zwiazane z
braniem narkoli niech placa z WLASNEJ kieszeni. OK?
Ależ oczywiście, chyba że znajdą się miłosierni ludzie, któzy będa
chcieli za to płącić z datków czy własnej kieszeni. Jak liberalizm, to
liberalizm - wolność bez odpowiedzialności to durny pomysł.
ja mam w dupie dlaczego rozprowadzaja.
A to dość istotna sprawa.
rozprowadzaja i jak bedzie
legalizacja, to tez beda rozprowadzac.
Nie będą rozprowadzać, gdy przestanie im się to opłacać. A masowy
import lub produkcja w kraju może obniżyć cenę pojedynczej działki do
poziomu, na którym pokątnemu producentowi przestaje się opłacać taki
proceder. Z drugiej strony, w pewnym aspekcie masz rację - jeśli nawet
zalegalizuje się dotychczas handel nielegalnymi narkotykami, to
zapewne pojawi się też dolna granica wieku nabywcy. Innymi słowy,
jeśli trawa będzie dostępna tylko dla dorosłych, to nielegalny handel
nie zniknie a nie wiadomo, jak zareagują konsumenci na podwyżkę cen.
Mogą stracić zainteresowanie towarem, ale również mogą zacząć zdobywać
pieniądze w sposób nielegalny (np: przez okradanie rodziców).
:-) sredni wiek dilera narkotykow to 15-17 lat. jak myslisz, kto
jest
glownym ich odbiorca? maklerzy gieldowi? nie zdajesz sobie sprawy,
jak silny moze byc wplyw srodowiska na dziecko? co moze zrobic 13
latek, aby nie zostac odrzuconym przez grupe rowiesnikow? doroslemu
sie latwo mowi, ze gowniarz byl miekki, nie zdajac sobie sprawy, ze
dziecko wiekszosc dnia spedza w szkole z rowiesnikami, a nie z
mamusia i tatusiem, chocby ci ostatni starali sie spedzac z
dzieckiem
bardzo duzo czasu. Zauwaz poza tym panujaca "mode" na lekkie dragi,
ktora promuja wytworcy roznego typu gadzetow, koszulek, piosenkarze
popowi... kto jest glownym ich odbiorca? biznesmeni w wieku lat
40tu???
bla bla bla... zli rodzice itd. pieprzenie glupot. na wiele
czynnikow
srodowiskowych rodzice nie maja wplywu, albo wrecz nie zdaja sobie
sprawy, bo nie nadazaja za tzw "moda".
Nie niestety, wpływ rodziców jest naprawdę spory i w tym wypadku ma,
niestety, kluczowe znaczenie. Dobroczynny wpływ rodzicow jest w
zasadzie główną przyczyną tego, że z dzieci wychowujących się w
zbliżonych warunkach jedne biorą, a inne jakoś nie. Obowiązkiem
rodziców jest orientowanie się w środowisku, aby pomagać dziecku w
rozwoju. Owszem, dziecka nie da się zaprogramować, ale poprzez
odpowiednie wychowanie można zmaksymalizować szansę na wystąpienie
pożadanych zachowań. Kłopot w tym, że wielu rodziców nie ma czasu lub
ochoty na zajmowanie się dziećmi. Przejrzyj raporty dotyczące
narkomanii [Cekiera, Senejko etc.]. W prawie wszystkich znajdziesz
bardzo silną korelację pomiędzy narkomanią a problemami wychowawczymi
(utrudniony kontakt z rodzicami, rodzice nadmiernie karzący lub
zbytnio permisywni, rozbite rodziny, rodzice nieobecni etc.).
| Nie pitol. Powtorze: to kwestia wychowania i pewnych rzeczy
| wyniesionych z domu rodzinnego.
nie pitol, domorosly psychologu.
Podaj może jakieś argumenty, bo właśnie podważyłeś autorytet
większości psychologów rozwojowych.
:-))) wiesz, pewnie rodzice jakiegos lebka, ktory ma teraz z 13 lat,
wiedza jeszcze co to trawa i kompot, ale mysle, ze wsrod tej
mnogosci
rodzajow narkotykow sie nie moga pozbierac.
Wystarczy, że będą wiedzieć, że narkotyki istnieją i znać związane z
nimi zachowania. Większość dorosłych ludzi zna z otoczenia przyczyny i
skutki alkoholizmu, który jest formą narkomanii i może być traktowany
jako jej model. Nie trzeba wiedzieć, że na imprezach techno bierze się
MDMA, na prywatkach - euforyki, zaś przy mniejszych spotkaniach -
halucynogeny, aby umieć wyobrazić sobie, jak narkotyki mogą wpływać na
ludzi.
nawet przecietnemu rodzicowi powiedziec, ktore uzalezniaja szybko,
ktore wolno, ktore wyplukuja mozg po pierwszym braniu, ktore nie...
W tzw. powszechnym obrocie krąży raptem kilka najpopularniejszych
sztuk [alkohol, marihuana, MDMA, LSD, amfetamina]. Tego można się
nauczyć przy odrobinie wolnej woli. Nie trzeba od razu obkuć się jak
student na egzamin z psychiatrii.
mowienie "narkotyki sa be, nie bierz, bo wpadniesz w nalog" jest
guano warte, bo to akurat dzieciaki wiedza doskonale.
Samo mówienie owszem. Niestety, zachowania trzeba wpajać kompleksowo.
W zasadzie to problem, który omawiamy bardziej należy do dziedziny
budowania tożsamości niż przekazywania wiedzy.
Pozdrawiam
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Styl zycia
Kazdy czlowiek ma specyficzny, wlasny styl zycia.
Ten styl zycia wplywa na ksztaltowanie srodowiska i otoczenia czlowieka.
I tak np. wedkarz chodząc na ryby, spotyka innych wędkarzy.
Jego swiat kreci się wiec wokol ryb, metod ich lowienia, przyrzadow do
lowienia, wedek, podbierakow, splawików, przynet itd.
Wymienia informacje z innymi wedkarzami, spotyka sie z nimi.
Ksztaltuje wlasny styl zycia, wedkarski styl.
Rezultatem takiego jego zachowania, takiego stylu zycia, jest to, ze spora
czesc jego znajomych, a wiec ludzi znajdujacych się w jego swiecie, w jego
JA, stanowia rowniez wedkarze.
Styl zycia nie tworzy sie szybko.
Buduje sie go i tworzy calymi latami.
Ale gdy sie juz ten styl zycia uksztaltuje, to on juz dziala niemal
samoistnie, jak nakrecony zegarek.
Styl zycia alkoholika, budowany latami, przez czeste popijawy i libacje,
powoduje skutki oplakane.
Oto bowiem alkoholik bardzo czesto nie jest w stanie wyrwac sie z
uksztaltowanego w ten sposob przez swoj styl zycia srodowiska, z otoczenia,
w ktorym jest wielu pijakow.
Styl zycia wplywa i ksztaltuje otoczenie czlowieka, ksztaltuje caly swiat
otaczajacy czlowieka, ksztaltuje dusze czlowieka.
Chyba wiec warto, aby ksztaltowac styl zycia w taki sposob, zeby pozniej nie
zalowac i nie probowac odwracac wszystkiego.
Bo moze tam czasem byc rownie trudne jak zawracanie kijem Wisly.
Styl zycia jest jakby wyroznikiem danego czlowieka, jakas jego cecha
charakterystyczna, dostrzegana rowniez przez innych ludzi.
Oczywiscie nikt nie kaze ci byc ani kolekcjonerem, ani wedkarzem, ani
alkoholikiem ani narkomanem.
Mozesz rownie dobrze byc znawca muzyki, znawca malarstwa, dobrym
matematykiem, lekarzem. jakis styl zycia zawsze masz, ale jesli jestes
mlody, to on ci sie jeszcze nie rozwinal, nie uksztaltowal do konca.
Alkoholizm czy narkomiania - z pewnoscia ograniczaja poniekad mozliwosci
czlowieka, ale sa rowniez inne, pozytywne style zycia.
Czlowiek wcale nie musi sie ograniczac, do np. "wedkarskiego" tryby zycia,
do wedkarskiego swiata?
Moze godzic wiele zainteresowan.
Ale jesli cos staje sie dla czlowieka pasja, to potrafi oddac caly swoj czas
i sily jakiemus hobby, czy to "zlemu" lub "dobremu".
Moze wiec wiele godzin wedkowac, oddawac sie sluchaniu muzyki lub nawet
tracic czas na grupach dyskusyjnych.
Zawsze cos go pociaga i wciaga w wir okreslonego "stylu zycia".
Jesli jestes mlody, to mozesz jeszcze nie posiadac wlasnego stylu zycia. Ale
jakis styl zycia i tak sobie predzej czy pozniej jakos sobie z uplywem czasu
zorganizujesz.
Ale uwaga: niektore style zycia naprawde moga byc szkodliwe i wyprowadzic
czlowieka na manowcy a nawet doprowadzic do jego zguby.
Inne jednak moga byc bardzo wspaniale i nie ograniczac lecz rozwijac
mozliwosci czlowieka.
Rozwinac je do niespotykanego wrecz poziomu, uczynic go kreatorem
otaczajacego go swiata, otaczajaceh go rzeczywistosci.
Rodzi sie zaraz pytanie: w takim razie co wybrac, zeby potem nie zalowac?
Mysle, ze czasem warto jest skorzystac z rady uznanych autorytetow i nie
polegac WYLACZNIE na swoich wlasnych sadach, bo mozna sie pomylic.
Alkoholik np. mogl nie zdawac sobie sprawy z tego w co sie pakuje, w jakie
uzaleznienie i gdyby mogl czas cofnac, nie szedlby juz droga pijanstwa (kto
wie?).
A dlaczego nie skorzystal z rad osob, ktore ostrzegaly go przed skutkami
alkoholizmu?
Bo nie dbal o zadne autorytety i dobre rady innych, ktorzy go ostrzegali.
Uznane autorytety to osoby bliskie, najczesciej ojciec lub matka, ktore z
regula zycza dobrze swojemu potomstwu i po prostu dluzej zyjac, lepiej
wiedza jaki styl zycia jest lepszy a jaki gorszy.
Na podstawie zgromadzonych doswiadczen.
Co oczywiscie nie gwarantuje tego ze zawsze maja racje, gdyz i oni moga sie
czasem mylic, nawet w dobrej wierze.
CKP
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Styl zycia
Cyprian K.Peterka wrote:
Kazdy czlowiek ma specyficzny, wlasny styl zycia.
Ten styl zycia wplywa na ksztaltowanie srodowiska i otoczenia czlowieka.
I tak np. wedkarz chodząc na ryby, spotyka innych wędkarzy.
Jego swiat kreci się wiec wokol ryb, metod ich lowienia, przyrzadow do
lowienia, wedek, podbierakow, splawików, przynet itd.
Wymienia informacje z innymi wedkarzami, spotyka sie z nimi.
Ksztaltuje wlasny styl zycia, wedkarski styl.
Rezultatem takiego jego zachowania, takiego stylu zycia, jest to, ze spora
czesc jego znajomych, a wiec ludzi znajdujacych się w jego swiecie, w jego
JA, stanowia rowniez wedkarze.
Styl zycia nie tworzy sie szybko.
Buduje sie go i tworzy calymi latami.
Ale gdy sie juz ten styl zycia uksztaltuje, to on juz dziala niemal
samoistnie, jak nakrecony zegarek.
Styl zycia alkoholika, budowany latami, przez czeste popijawy i libacje,
powoduje skutki oplakane.
Oto bowiem alkoholik bardzo czesto nie jest w stanie wyrwac sie z
uksztaltowanego w ten sposob przez swoj styl zycia srodowiska, z otoczenia,
w ktorym jest wielu pijakow.
Styl zycia wplywa i ksztaltuje otoczenie czlowieka, ksztaltuje caly swiat
otaczajacy czlowieka, ksztaltuje dusze czlowieka.
Chyba wiec warto, aby ksztaltowac styl zycia w taki sposob, zeby pozniej nie
zalowac i nie probowac odwracac wszystkiego.
Bo moze tam czasem byc rownie trudne jak zawracanie kijem Wisly.
Styl zycia jest jakby wyroznikiem danego czlowieka, jakas jego cecha
charakterystyczna, dostrzegana rowniez przez innych ludzi.
Oczywiscie nikt nie kaze ci byc ani kolekcjonerem, ani wedkarzem, ani
alkoholikiem ani narkomanem.
Mozesz rownie dobrze byc znawca muzyki, znawca malarstwa, dobrym
matematykiem, lekarzem. jakis styl zycia zawsze masz, ale jesli jestes
mlody, to on ci sie jeszcze nie rozwinal, nie uksztaltowal do konca.
Alkoholizm czy narkomiania - z pewnoscia ograniczaja poniekad mozliwosci
czlowieka, ale sa rowniez inne, pozytywne style zycia.
Czlowiek wcale nie musi sie ograniczac, do np. "wedkarskiego" tryby zycia,
do wedkarskiego swiata?
Moze godzic wiele zainteresowan.
Ale jesli cos staje sie dla czlowieka pasja, to potrafi oddac caly swoj czas
i sily jakiemus hobby, czy to "zlemu" lub "dobremu".
Moze wiec wiele godzin wedkowac, oddawac sie sluchaniu muzyki lub nawet
tracic czas na grupach dyskusyjnych.
Zawsze cos go pociaga i wciaga w wir okreslonego "stylu zycia".
Jesli jestes mlody, to mozesz jeszcze nie posiadac wlasnego stylu zycia. Ale
jakis styl zycia i tak sobie predzej czy pozniej jakos sobie z uplywem czasu
zorganizujesz.
Ale uwaga: niektore style zycia naprawde moga byc szkodliwe i wyprowadzic
czlowieka na manowcy a nawet doprowadzic do jego zguby.
Inne jednak moga byc bardzo wspaniale i nie ograniczac lecz rozwijac
mozliwosci czlowieka.
Rozwinac je do niespotykanego wrecz poziomu, uczynic go kreatorem
otaczajacego go swiata, otaczajaceh go rzeczywistosci.
Rodzi sie zaraz pytanie: w takim razie co wybrac, zeby potem nie zalowac?
Mysle, ze czasem warto jest skorzystac z rady uznanych autorytetow i nie
polegac WYLACZNIE na swoich wlasnych sadach, bo mozna sie pomylic.
Alkoholik np. mogl nie zdawac sobie sprawy z tego w co sie pakuje, w jakie
uzaleznienie i gdyby mogl czas cofnac, nie szedlby juz droga pijanstwa (kto
wie?).
A dlaczego nie skorzystal z rad osob, ktore ostrzegaly go przed skutkami
alkoholizmu?
Bo nie dbal o zadne autorytety i dobre rady innych, ktorzy go ostrzegali.
Uznane autorytety to osoby bliskie, najczesciej ojciec lub matka, ktore z
regula zycza dobrze swojemu potomstwu i po prostu dluzej zyjac, lepiej
wiedza jaki styl zycia jest lepszy a jaki gorszy.
Na podstawie zgromadzonych doswiadczen.
Co oczywiscie nie gwarantuje tego ze zawsze maja racje, gdyz i oni moga sie
czasem mylic, nawet w dobrej wierze.
CKP
Próbujesz przebudować własne życie ?
Zamiast zmienić, szukasz uzasadnienia, dlaczego już nie można ?
HOX
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Styl zycia
Cyprian K.Peterka <cyp@op.plnapisał(a):
Kazdy czlowiek ma specyficzny, wlasny styl zycia.
Ten styl zycia wplywa na ksztaltowanie srodowiska i otoczenia czlowieka.
I tak np. wedkarz chodząc na ryby, spotyka innych wędkarzy.
Jego swiat kreci się wiec wokol ryb, metod ich lowienia, przyrzadow do
lowienia, wedek, podbierakow, splawików, przynet itd.
Wymienia informacje z innymi wedkarzami, spotyka sie z nimi.
Ksztaltuje wlasny styl zycia, wedkarski styl.
Rezultatem takiego jego zachowania, takiego stylu zycia, jest to, ze spora
czesc jego znajomych, a wiec ludzi znajdujacych się w jego swiecie, w jego
JA, stanowia rowniez wedkarze.
Styl zycia nie tworzy sie szybko.
Buduje sie go i tworzy calymi latami.
Ale gdy sie juz ten styl zycia uksztaltuje, to on juz dziala niemal
samoistnie, jak nakrecony zegarek.
Styl zycia alkoholika, budowany latami, przez czeste popijawy i libacje,
powoduje skutki oplakane.
Oto bowiem alkoholik bardzo czesto nie jest w stanie wyrwac sie z
uksztaltowanego w ten sposob przez swoj styl zycia srodowiska, z otoczenia,
w ktorym jest wielu pijakow.
Styl zycia wplywa i ksztaltuje otoczenie czlowieka, ksztaltuje caly swiat
otaczajacy czlowieka, ksztaltuje dusze czlowieka.
Chyba wiec warto, aby ksztaltowac styl zycia w taki sposob, zeby pozniej
nie
zalowac i nie probowac odwracac wszystkiego.
Bo moze tam czasem byc rownie trudne jak zawracanie kijem Wisly.
Styl zycia jest jakby wyroznikiem danego czlowieka, jakas jego cecha
charakterystyczna, dostrzegana rowniez przez innych ludzi.
Oczywiscie nikt nie kaze ci byc ani kolekcjonerem, ani wedkarzem, ani
alkoholikiem ani narkomanem.
Mozesz rownie dobrze byc znawca muzyki, znawca malarstwa, dobrym
matematykiem, lekarzem. jakis styl zycia zawsze masz, ale jesli jestes
mlody, to on ci sie jeszcze nie rozwinal, nie uksztaltowal do konca.
Alkoholizm czy narkomiania - z pewnoscia ograniczaja poniekad mozliwosci
czlowieka, ale sa rowniez inne, pozytywne style zycia.
Czlowiek wcale nie musi sie ograniczac, do np. "wedkarskiego" tryby zycia,
do wedkarskiego swiata?
Moze godzic wiele zainteresowan.
Ale jesli cos staje sie dla czlowieka pasja, to potrafi oddac caly swoj
czas
i sily jakiemus hobby, czy to "zlemu" lub "dobremu".
Moze wiec wiele godzin wedkowac, oddawac sie sluchaniu muzyki lub nawet
tracic czas na grupach dyskusyjnych.
Zawsze cos go pociaga i wciaga w wir okreslonego "stylu zycia".
Jesli jestes mlody, to mozesz jeszcze nie posiadac wlasnego stylu zycia.
Ale
jakis styl zycia i tak sobie predzej czy pozniej jakos sobie z uplywem
czasu
zorganizujesz.
Ale uwaga: niektore style zycia naprawde moga byc szkodliwe i wyprowadzic
czlowieka na manowcy a nawet doprowadzic do jego zguby.
Inne jednak moga byc bardzo wspaniale i nie ograniczac lecz rozwijac
mozliwosci czlowieka.
Rozwinac je do niespotykanego wrecz poziomu, uczynic go kreatorem
otaczajacego go swiata, otaczajaceh go rzeczywistosci.
Rodzi sie zaraz pytanie: w takim razie co wybrac, zeby potem nie zalowac?
Mysle, ze czasem warto jest skorzystac z rady uznanych autorytetow i nie
polegac WYLACZNIE na swoich wlasnych sadach, bo mozna sie pomylic.
Alkoholik np. mogl nie zdawac sobie sprawy z tego w co sie pakuje, w jakie
uzaleznienie i gdyby mogl czas cofnac, nie szedlby juz droga pijanstwa (kto
wie?).
A dlaczego nie skorzystal z rad osob, ktore ostrzegaly go przed skutkami
alkoholizmu?
Bo nie dbal o zadne autorytety i dobre rady innych, ktorzy go ostrzegali.
Uznane autorytety to osoby bliskie, najczesciej ojciec lub matka, ktore z
regula zycza dobrze swojemu potomstwu i po prostu dluzej zyjac, lepiej
wiedza jaki styl zycia jest lepszy a jaki gorszy.
Na podstawie zgromadzonych doswiadczen.
Co oczywiscie nie gwarantuje tego ze zawsze maja racje, gdyz i oni moga sie
czasem mylic, nawet w dobrej wierze.
CKP
Cyprianie
Spodobał mi się twój tekst, to ważne jaki styl życia prowadzimy, bo na
początku to my go tworzymy a później możemy stać się jego niewolnikami.
Bo nasze nawyki są czymś bardzo silnym.
Nawet porzucenia palenia papierosów jest dla ludzi czymś trudnym ,dla wielu
aż prawie niewykonalnym a czy palenie papierosów jest nazwane chorobą tak
jak alkoholizm ,nie słyszałam o tym.
lucyna
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -http://www.gazeta.pl/usenet/
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Rzeczy z sensem i rzeczy bez sensu
Użytkownik "mateusz71" <mateus@WYTNIJTOpoczta.onet.plnapisał w
wiadomości
A oto przykłady:
1. Człowiek, który wyjdzie nago na ulicę, prawdopodobnie zostanie
zatrzymany.
Gdzie w tym sens? Czy ktoś mógłby mi wskazać chociaż jeden szkodliwy
społecznie
aspekt oglądania nagiego ciała? Tylko RACJONALNIE proszę. Wypowiedzi
zdewociałych cnotek niewydymek będę całkowicie ignorował, ponieważ
moim zdaniem
zdewociała cnotkowatość niewydymkowatość to już pogranicze
niepoczytalności.
Proszę bardzo. Kierowcy zamiast patrzeć na jezdnię będą się gapic na
golasa, jeśli ten jeszcze ładnym będzie. Wypadki murowane. Zresztą, nie
trzeba golasa. Stałem kiedyś na rondzie na rowerze (rower cieniutki a ja
150 kilo ważący), ruszył sznur samochodów i widziałem na własne oczy jak
nie dowierzający własnym zmysłom facio pełnym pędem wali w kolejnego
gościa nie zauważając zmiany świateł.
Tylko znów wówczas żadnemu kuriozu nie wolno byłoby wchodzić na ulicę,
starej babie z brodą, śmiesznie pomalowanemu samochodowi, Murzynowi (w
większości małych miejscowości w Polsce jeszcze na żywo takiego cuda nie
widzieli)... etc...
Wiem wiem... zaraz zacznie się wywnętrzanie, że golizna to co innego...
tylko właściwie co innego ?
2. Handel marihuaną jest nielegalny, handel alkoholem jest legalny.
Nie od dziś
jednak wiadomo, że skutki społeczne zażywania marihuany są daleko
mniej
szkodliwe od skutków alkoholizmu. Alkohol wzmaga agresję, podczas gdy
marihuana
na ogół zmniejsza ją. Gdybyśmy zatem masowo palili hasz zamiast chlać
wódę i
wino marki wino, spadłby poziom przestępstw popełnianych pod wpływem
agresji.
Szkodliwość obydwu substancji dla zdrowia jest mniej więcej
porównywalna -
byłoby więc więcej plusów przy braku minusów. Więc dlaczego nie
zalegalizować
marihuany? Gdzie tu sens?
Bo huż wiemy, co się dzieje po wódzie, ale przyzwolenia społecznego na
zamykanie barów nie ma, zresztą, prohibicja jedynie rozwinęła
przestępczość... zresztą... też nie rozumiem... bo jak po alkoholu sięga
się potem po autovidol tak po haszu sięga się po twarde... żadnej
różnicy...
3. Badania genetyczne - jestem za tym, żeby poprzez manipulacje
genetyczne
zmniejszyć ludzką kryminogenność - spowodowałoby to wyeliminowanie
przestępczości i w końcu któreś tam pokolenie mogłoby bez obaw
wychodzić na
ulicę po zmroku. Tymczasem napotyka to na sprzeciw. A któż się
sprzeciwia?
Kościół katolicki - banda ignorantów, którzy potrafią tylko mamrotać
zdrowaśki
i potykać się o własne habity. Dlaczego ktokolwiek jeszcze się liczy z
ich
zdaniem? GDZIE TU SENS?
A sens jest taki, że jak się tylko człowiek bierze za poprawianie
przyrody, a nie ma tylu danych, aby to robić na większą skalę, to tylko
nieszczęścia same przynosi swoją wspaniałą działalnością... ale
zatrzymywania prac na etapie pomysłów to tweż tego nie rozumiem...
I otóż mam przesłanie dla wszystkich ludzi dobrej woli - nie dajmy
sobą rządzić
oszołomom, kopnijmy ich w dupę i przegońmy z parlamentu na cztery
wiatry.
Nie zauważyłeś, że to oszołomstwo wchodzi z każdej partii i z każdej
strony? Stare" 400 profesorów en masse nie przedstawia sobą większej
inteligencji niż 400 skinów z bejzbolami.
Większość społeczeństwa mnie popiera, ale są bierni, Nie chodzą na
wybory,
zachowują się jak stado owiec. W polskim życiu politycznym zapanowała
totalna
dekadencja. Potrzebna jest dyktatura. Co nam przyniosła demokracja -
każdy
widzi - afery korupcyjne i nieudolne rządy partyjnych sitw. Jeszcze
raz
powiadam Wam - potrzebny jest dyktator, ale mądry dyktator, który
zrobi w tym
kraju porządek i rozprawi się z oszołomstwem i ciemnotą. Udowodnijmy,
że nie
jesteśmy oszołomstwem i ciemnotą. A jak?
Następny Sokrates się znalazł. A dadzą Ci cykutki po siedemdziesiątce
:-)))
Po prostu wystarczy przestać akceptować przepisy prawne i normy
społeczne,
które choć istnieją od wielu lat, są zupełnie pozbawione sensu (patrz
przykłady). Czyli rację bytu powinno mieć tylko to, co ma sens. I to
na tyle.
Pozdrawiam wszystkich, którzy choć trochę z tego wywodu zrozumieli.
matti 2003-08-10 10:02:24
Zrozumieli, zrozumieli... stara linia utopistów :-)))
Pzdr
Paweł
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Rzeczy z sensem i rzeczy bez sensu
mateusz71 wrote:
Zastanawiam się czasem ile procent przepisów prawnych ma jakiś sens, a ile
jest kompletnie bez sensu. Daje to dużo do myślenia nad inteligencją
prawników. A oto przykłady:
1. Człowiek, który wyjdzie nago na ulicę, prawdopodobnie zostanie
zatrzymany. Gdzie w tym sens? Czy ktoś mógłby mi wskazać chociaż jeden
szkodliwy społecznie aspekt oglądania nagiego ciała? Tylko RACJONALNIE
proszę. Wypowiedzi zdewociałych cnotek niewydymek będę całkowicie
ignorował, ponieważ moim zdaniem zdewociała cnotkowatość niewydymkowatość
to już pogranicze niepoczytalności. 2. Handel marihuaną jest nielegalny,
handel alkoholem jest legalny. Nie od dziś jednak wiadomo, że skutki
społeczne zażywania marihuany są daleko mniej szkodliwe od skutków
alkoholizmu. Alkohol wzmaga agresję, podczas gdy marihuana na ogół
zmniejsza ją. Gdybyśmy zatem masowo palili hasz zamiast chlać wódę i wino
marki wino, spadłby poziom przestępstw popełnianych pod wpływem agresji.
Szkodliwość obydwu substancji dla zdrowia jest mniej więcej porównywalna -
byłoby więc więcej plusów przy braku minusów. Więc dlaczego nie
zalegalizować marihuany? Gdzie tu sens? 3. Badania genetyczne - jestem za
tym, żeby poprzez manipulacje genetyczne zmniejszyć ludzką kryminogenność
- spowodowałoby to wyeliminowanie przestępczości i w końcu któreś tam
pokolenie mogłoby bez obaw wychodzić na ulicę po zmroku. Tymczasem
napotyka to na sprzeciw. A któż się sprzeciwia? Kościół katolicki - banda
ignorantów, którzy potrafią tylko mamrotać zdrowaśki i potykać się o
własne habity. Dlaczego ktokolwiek jeszcze się liczy z ich zdaniem? GDZIE
TU SENS?
I otóż mam przesłanie dla wszystkich ludzi dobrej woli - nie dajmy sobą
rządzić oszołomom, kopnijmy ich w dupę i przegońmy z parlamentu na cztery
wiatry. Większość społeczeństwa mnie popiera, ale są bierni, Nie chodzą na
wybory, zachowują się jak stado owiec. W polskim życiu politycznym
zapanowała totalna dekadencja. Potrzebna jest dyktatura. Co nam przyniosła
demokracja - każdy widzi - afery korupcyjne i nieudolne rządy partyjnych
sitw. Jeszcze raz powiadam Wam - potrzebny jest dyktator, ale mądry
dyktator, który zrobi w tym kraju porządek i rozprawi się z oszołomstwem i
ciemnotą. Udowodnijmy, że nie jesteśmy oszołomstwem i ciemnotą. A jak?
Po prostu wystarczy przestać akceptować przepisy prawne i normy społeczne,
które choć istnieją od wielu lat, są zupełnie pozbawione sensu (patrz
przykłady). Czyli rację bytu powinno mieć tylko to, co ma sens. I to na
tyle. Pozdrawiam wszystkich, którzy choć trochę z tego wywodu zrozumieli.
matti 2003-08-10 10:02:24
Jaka inteligencja, a może biznes, władza, pieniądze....
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Wyścik do zaśfiatczeń o dysleksji
Prawdziwe przyczyny problemu tkwią znacznie...
...głębiej.
Tak się składa, że w mojej rodzinie od 1921 r. stale ktoś pracuje w oświacie,
tak więc, niezależnie od tego, że sam byłem przez jakiś czas nauczycielem, mam
znacznie szersze spojrzenie na problem, bo "drzewiej inaczej bywało".
Bodajże w 1992 r. brałem udział w posiedzeniu rady pedagogicznej, które było
poświęcone wyłącznie informacji z poradni pedagogiczno-zawodowej, czy jakoś tak
to się nazywało. Pani dr X.Y. (nazwiska nie pamiętam) powiedziała ni mniej, ni
więcej tak: "Gdyby ściśle stosować obowiązujące kryteria oceniania, to ok. 30%
każdego rocznika uczniów nie powinno w ogóle kończyć szkoły podstawowej (8-
klasowej, rzecz jasna, bo takie wtedy były - uwaga moja). Są dwie tego
przyczyny: skażenie środowiska naturalnego (ze wszystkimi tego konsekwencjami;
dodałbym do tego m.in. skutki alkoholizmu itp.) oraz postępy medycyny, która
wprawdzie potrafi utrzymać przy życiu np. wcześniaki, ale nie ma nic za darmo,
jakieś skutki to wcześniactwo musi przynieść. U ok. 30% dzieci stwierdza się
jeden albo więcej tzw. defektów (dysleksja jest tylko jednym z nich)".
Nie znałem wcześniej tych danych, ale wszystko idealnie się zgadzało. Uczyłem
mat-fiz-chem, a na tych przedmiotach bardzo szybko wychodzą na jaw wszelkie
niedostatki. Zresztą nie jest to tylko moja opinia; moi rodzice też uczyli tych
właśnie przedmiotów i potwierdzali zjawisko polegające na tym, że jeśli jakiś
uczeń zaczyna opuszczać się w nauce czy w ogóle odstawać, wychodzi to
najprędzej właśnie na przedmiotach ścisłych.
Ale mnie uderzyło jeszcze jedno zjawisko: według wszelkich teorii
pedagogicznych "obowiązuje" krzywa rozkładu Gaussa, mianowicie jest w każdej
klasie trochę "matołów", trochę bardzo- i super-zdolnych a najwięcej
średniaków, czyli "krzywa dzwonowata". Tymczasem według moich czysto
empirycznych obserwacji występowała "odwrócona krzywa Gaussa", czyli 30-40%
matołów, czasem nawet więcej, 20-25% zdolnych i bardzo zdolnych, natomiast brak
było środka, tzn. środek nie wypadał w maksimum, lecz w minimum. Nie wiem, na
ile powszechne było (jest) to zjawisko...
Zjawisko dyslektyzmu (dysgrafii, dysortografii itp.) oczywiście występują, ale
z pewnością nie w takich ilościach, o jakich można by sądzić na
podstawie "urzędowych dyslektyków"; podejrzewam, że to tej kategorii wrzuca się
wszelkie "niedoróbki oświatowe". Tymczasem prawda jest (moim zdaniem) taka, że
pra-przyczyna problemu niepowodzeń szkolnych tkwi w bardzo niskiej jakości
nauczania początkowego, bo tam trafia zdecydowanie najsłabsza kadra
nauczycielska i w dodatku pokutują zupełnie idiotyczne poglądy typu takiego, że
nie wolno delikwenta zostawić na drugi rok w tej samej klasie. Tymczasem, jak
Jaś nie nauczy się porządnie czytać, to nie ma nic do roboty w starszych
klasach.
Takie jest moje zdanie w tej materii.
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Stop dla wódki z internetu
Stop dla wódki z internetu
Musze przyznac ze takiego pomyslu sie po PO nie spodziewalem. Delikatnie mowiac pachnie on mocnym knsrwatyzmem a nie liberalizmem na ktorego przedstawicieli PO sie kreowalo.
Dla Pani minister rada- walki z alkoholizmem nie zaczyna sie w TV a wszkole i samemu dajac przyklad. Wiec radze zaczac od wyedukowania kolegow z law poselskich a nie zwyklych obywateli. Co wiecej zalecam zastanowienie sie nad ekonomicznymi skutkami walki ze sprzedaza alkoholu. Paliwo juz tak zdrozalo ze coraz wiecej osob przezuca sie na inne formy transportu. A to w ciagu kilku najblizszych lat odbije sie na wplywach do budzetu z tytulu akcyzy. Jezeli chce Pani minister ograniczyc tez wplywy z akcyzy ze sprzedazy alkoholu to chcial bym wiedziec jak zamierza Pani zalatac roznice miedzy wydatkami a wplywami. Tylko prosze bez banalow ze za kilka lat bedziemy mieli mniejsze wydatki na leczenie skutkow alkoholizmu, bo obecnym problemem jest latanie obecnej dziury budzetowej a nie przyszlej ktora i tak zostawicie kolejnym rzadom.
Teraz pytanie, skoro rzad chce zakazac sprzedazy alkoholu przez internet to czy zdaje sobie sprawe ze tak naprawde ograniczy wolny rynek? SPrzedaz bardziej luksusowych typow whisky czy win jest mozliwa wlasnie dlatego ze konkurencja i przejzystoc cen sprawia ze klienci maja pelna wiedze na temat cen rynkowych. CO wiecej klienci na obszarach nie miejskich, maja wlasnie w ten sposob latwy dostep do dobr luksusowych.
Skoro rzad uwaza ze przez internet kupuja dzieci to prostym rozwiazaniem jest stworzenie Panstwowej firmy dostarczania przesylek alkocholowych. Beda zbierac przesylki od sklepo i dostarczac do prywatnych klientow. Ich ceny bedzie mozna latwo sprawdzic bo rynek jest w miare przejzysty. Kurierzy beda dostarczac tylko jeden typ produktow wiec beda musieli pytac o dowod. Oczywiscie takie rozwiazanie wymaga czasu wiec mozna rozpisac przetarg na te uslugi, ale to bedzie sporo kosztowac, no i moze nie byc chetnych by brac na siebie odpowiedzialnosc i koszt ewentualnych kar. Szczegolnie ze przy obecnym bezrobociu moze byc to malo interesujaca praca.
No i trzeba pamietac ze jezeli w jednym z krajow UE taka sprzedaz jest legalna to nasi pocztowcy/kurierzy nadal beda mogli dostarczyc przesylke bez pytania o dowod bo na paczce nie musi byc opisu ze jest to alkohol.
Co do zakazu reklamy to chcial bym zauwazyc ze kazde badania mozna podwarzyc. Niestety w 21 wieku wszystkie badania sa dosc subiektywne wiec radze sie na nie nie powolywac bez glebszego zastanowienia, na co Pani minister pewnie nie miala czasu. Trzeba takze pamietac ze intencja reklamy piwa jest przekonanie mlodych ludzi do picia napojow o mniejszej zawartosci alkoholu. Jezeli zakaze sie reklamy piwa i promowania go jako lifestylu to w 18 urodziny znowu beda laly sie litry piwa a przemysl piwny tylko ucierpi. No chyba ze taka jest intencja rzadu i tylnimi drzwiami dorzuci sie ustawe o mozliwosci pedzenia bimbru na wlasny uzytek.
Zakaz sprzedazy alkoholu na imprezach publicznych spowoduje ze prace straca dziesiatki jezeli nie setki firm ochroniarskich ktore ochraniaja imprezy masowe, albo przynajmniej spadnie zamawiana ilosc ochroniarzy. No ale kogo to interesuje, w koncu to tylko troche wiecej osob na kuroniowce. Nastepnie straca prace mlodzi ludzie ktorzy to piwo sprzedaja, no i w wakacje wyjada zarabiac za granice....czy wroca do PL by pracowac i zyc? Tego juz nie wiadomo.
Spadnie ilosc koncertow letnich, bo wiele osob nie potrafi sie juz bawic bez przyslowiowego piwka i zamiast masowki poprostu wybierze wypicie piwa w domu, a ze bedzie relatywnie tansze to wypija go wiecej przed TV a jakie beda konsekwencje dla innych domownikow? Tego dowiemy sie z 997.....i tak mozna by skutki wyliczac.
Uwazam takze ze karanie wlasciciela sklepu za sprzedaz alkoholu nieletnim jezeli nie ma go w sklepie jest mocno niesprawiedliwe. Oczywiscie czesciowo ponosi on wine poniewaz zatrudnil on ekspendientke/a ale nie powinien tracic koncesji na calkowita sprzedaz alkoholu. Oczywiscie jak znam nasze ministerstwa to pojda w kierunku ze jak jedna biedronka sprzeda alkohol nieltniemu to mozna by wszystkie zamknac, no ale nie oszukujmy sie w ministerstawch najczesciej pracuja osoby ktore nie daly sobie rady w prywatnym biznesie gdzie sa prawdziwe peiniadze.
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Nie wiem co robic i to mnie wykancza
Na takie, jak jest teraz "leczenie" - tak - nie wszystkie środki trzeba zabrać,
takich pomysłów mi nie przypisuj, ale można by zaoszczędzić i to dużo... na
konkretną pomoc, już pisałam, jaką. I, też gdzieś pisałam, na program kilku
spotkań, gdzie poinformować można o konkretnych fizycznych i społecznych
objawach, skutkach alkoholizmu, o tym, jak sobie radzić - praktycznie.
Tak, leczenie psychoterapeutyczne jest nieskuteczne - wszak po cóż byłyby
następne terapie. Jeśli jest skuteczne, to skąd do..... tyle wokół pijaństwa,
najobrzydliwszego i bezczelnego w swej ohydzie.
"uporczywe prezentowanie publicznie na forum takich luźnych (przaśno-
> buraczanych )idei , jest mocno kontrowersyjne". Jedynymi
nieprzaśno-buraczanymi ideami jest: masz problem, idź na terapię dla
uzależnionych bądź współuzależnionych, nie bój nic, cię wyleczą jak z chorych
migdałków, bo to fachowcy są.
Nie bierzesz pod uwagę szkodliwości głoszenia takich poglądów, jak np.
wmawianie, że
-znikoma ilość alkoholikow przestała pić samodzielnie;
-kto sam wytrzeźwiał, gorzej wytrzeźwiał;
-wmawianie kobietom szczególnie, ze jak mąż pójdzie na terapie i szczerze
zacznie się leczyć, to będzie w domu spokój i harmonia, trzeba tylko jej jeszcze
iść "na grupę".
Nie bierzesz pod uwagę faktu: wielu ludzi nie idzie na żadną terapię z wielu
powodów, często z powodów obiektywnych. Czy w ten sposób powinni usprawiedliwić
swoje picie? Zachlać się? Czy moja trzeźwość - krótka, choć ja nie mam
wątpliwosci zadnych, ze ja nie chce nigdy wypić, mnie nic nie kusi, kaców
suchych nie miewam i nie boję się żadnych wyzwalaczy - nie doda temu komuś
otuchy? Mam Ci cytować prywatne listy?
Kto wprowadził teorię "dupościsku"? Popatrz, jak sie ładnie ten ścisk sprawdza w
przypadku wyleczonej po bożemu Zahir i wielu innych, za którymi chodzi zimne
piwo. Za mną nie chodzi natomiast ani wino, ani wódka, ani najlepsze łyskacze.
Znam napady głodu - przerażającej myśli, że mogłabym... żaden nie skonczył się
piciem.
Czemu nie piszecie, zwolennicy absolutnie nie pszenno-buraczani i bez skrzydeł
gołębic, w ogóle bez ptasiego lotu i polotu, że terapia nie rozwiązuje
problemów, że często leczący się i "wyleczony" rzuca i rzuca to picie, po kilka
razy, zapija... i ze do końca życia trzeba zachowac czujność. Ja też kilka razy
próbowałam rzucić, wytrzymałam nawet pięć miesięcy, dwa miesiące, sześć tygodni
- i wreszcie mi sie udało zrozumiec istotę mego pijaństwa.
Nie sprowadzajmy dyskusji do oklepanego za czy przeciw terapii: kto, jak nie my
jesteśmy odpowiedzialni za jej doskonalenie? Co, nie słyszałes od nikogo o
bajzlu w poradniach, o lekceważeniu pacjentów, nie wiesz, że sie posyła ludzi na
siłę do "leczenia" - potrzebne to komu?
A że chciałbys mi zamknąc klawiaturkę... nie Ty pierwszy. Do obraźliwych tekstów
też się przyzwyczaiłam, możesz teksty moje nazywać nawet daktylowo-orzeszkowymi.
I napiszę tak, jak napisałam Zahir: nie wiem, jakie trzeźwienie lepsze, z
terapią czy bez terapii, ale wiem, że moje trzeźwienie tańsze.
Nie honor, nie... to wstyd, aby za moją głupotę miał płacić podatnik - i przy
tym pozostanę i nie wiem, co w moim poglądzie dziwnego, niezrozumiałego czy
szkodliwego???
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Nie wiem co robic i to mnie wykancza
Chciałam wtrącić swoje trzy grosze do tej dyskusji. Przede wszystkim nikt nie
zwrócił tu uwagi na fakt, że w cenie alkoholu niejako "znajdują się" pieniądze
na późniejszą terapię. To jedno. Może i możnaby je wykorzystać na leczenie
raka, ale to chyba jest jakoś zgodne z moim poczuciem sprawiedliwości że DROBNĄ
część akcyzy państwo przeznacza na leczenie skutków alkoholizmu. Po drugie, mój
mąż i ja podpadamy pod kategorię "takich co ich stać". Zanim trafiłam na
terapię dla współuzależnionych do normalnego, darmowego ośrodka spędziłam co
najmniej pół roku na płatnej terapii, która jednakże guzik mi dała, bo pomimo
tego że nie kryłam faktu alkoholizmu mojego męża, terapeutka nie uważała za
stosowne uświadomić mi, że moje miejsce jest gdzie indziej, tylko równo
ciągnęła kasę. Jestem zła, że zmarnowałam ten czas na opowiadaniu banialuk o
swoim dzieciństwie, bo w kwestii rzeczywistego problemu nie posunęłam się ani o
krok. Dopiero jak znalazłam się w ośrodku, wszystko zaczęło mieć sens.
Poza tym Eska (jak osoba która na terapii chyba nie była...) zdaje się nie
zauważać jednej ważnej rzeczy- tak naprawdę terapia tylko w niewielkim stopniu
dotyczy alkoholu, bardziej uczy ludzi jak żyć. Dla mnie jest to budujące jak
osoby pozornie ograniczone pod względem doświadczeń życiowych, osiągnięć
zawodowych czy intelektualnych zaczynają wciągać się w świat ludzkich emocji,
jak zaczynają coś rozumieć i w końcu może przestaną powielać schematy które
wynieśli ze swoich domów rodzinnych, inaczej zaczną rozwiązywać swoje problemy
i inaczej rozmawiać z dziećmi. W naszym społeczeństwie nie ma przyzwolenia
na "rozdrapywanie" swojego wnętrza, ba, jest to postrzegane jako swojego
rodzaju fanaberia dla bogatych. A tu, trochę zgrzebnie, bo na intelektualnym
poziomie każdego, można dowiedzieć się że ok jest czuć słabość, złość,
frustrację i niepokój, i super jest widzieć jak niektórzy ludzie naprawdę się
rozwijają pod wpływem prawd, do których może w innych okolicznościach nigdy by
nie mieli dostępu, bo niby skąd. Czy to takie naganne, że w tym swoim smutnym
życiu otrzymali trochę wsparcia? Nawet za Twoje, Eska, pieniądze? Myślę że
jeśli wykorzystają z sensem te narzędzia do swojego wnętrza, które dostają na
terapii, będzie to tylko z pożytkiem dla nas wszystkich. To tyle w kwestii czy
terapia jest wyrzucaniem społecznych pieniędzy w błoto. Wole nawiasem mówiąc
to, niż fakt że mam sąsiada leczonego już czterokrotnie na raka krtani, który w
dalszym ciągu kopci jak komin... Ma prawo, bo to jego życie, tylko co z tą
ciężką kasą którą każdorazowo kosztuje chemioterapia?
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: prawdziwe wytrzezwienie-o co chodzi?
tenjaras napisał:
> powodem do napicia się alkoholu jest chęć napicia się alkoholu, a nie te
> wszystkie opowieści różnej treści... ale to już wiesz Addi...
>
nie, ja wiem co innego.
to co piszesz to jest polprawda.
sama chec napicia sie alkoholu to jest powodem napicia sie gdy juz rozwinie
sie alkoholizm.
natomiast gdy czlowiek zaczyna szukac ulgi w alkoholu to robi to na skutek
innych nieprawidlowosci- podwyzszonego leku, fobii, stresu itp.
Uznanie, ze czlowiek od poczatku pil bo jest alkoholkiem doprowadziloby do
absurdalnej konkluzji, ze czlowiek byl uzalezniony zanim sie uzaleznil.
dalej- jezeli czlowiek nie potrafil uporac sie z problemami i zaczalpic czy
cpac, to przez to ze cpal i pil latami nieumiejetnosc rozwiazywania problemow
nie tylko nie zniknela ale odwrotnie- zamienila sie wlasnie w nalogowy system
regulacji uczuc.
ale te poczatkowe problemy i deficyty nadal istnieja, alkoholizm nie niweluje
ich, nie zmniejsza tylko zwieksza, narasta na nich.
promowanie absurdalnej tezy, ze alkoholik pije bo pije i nie branie pod uwage
okolicznosci, w jakich wpedzil sie w alkoholizm powoduje, ze czlowiek zamiast
walczyc z przyczynami walczy ze skutkami.
prosciej- zamiast nauczyc sie radzenia sobie ze stresem on uczy sie jak w tym
stresie sie nie napic.
dla mnie jest to kuriozalne podejscie, tak jakby raka pluc leczyc srodkami
wykrztusnymi.
oczywiscie, terapie czy AA nie sa slepe i zauwazaja te pierwotne przyczyny
picia, ale wola je dla niepoznaki zwalic na alkoholim. wszystko zwalamy na
picie, wszystko jest niby skutkiem piciam, stad te slynne trzezwienie.
i moznaby to nawet zaakceptowac- niezaleznie czy uznamy, ze nieumiejetnosc
radzenia sobie ze stresem jest przyczyna czy skutkiem alkoholizmu- to chodzi o
to, aby te umiejetnosc nabyc.
i ktos moze mnie zaatakowac- no co Ty, przeciez jak trzezwiejesz to uczyz sie
ttego wszystkiego.
tylko ja wtedy zupelnie nie rozumiem dlaczego zeby poradzic sobie ze stresem
nalezy go powiazac za alkoholizmem. po prostu ja tego nie rozumiem.
po co te przeklamania?
jaki jest ich cel?
czemu nie nazywa sie rzeczy po imieniu?
dla porzadku zaznacze, ze pomijajam przypadki osob, ktore z inych powodow pily
i uzaleznily sie po prostu dlatego, ze duzo i czesto pily, bez jakichs
szczegolnych motywacji psycologicznych ( choc jakby zajrzal to tez moze by i
cos znalazl).
tu zastosowanie moze miec powiedzenie "okazja czyni zlodzieja"(
( przykladem takiej osoby moze byc lekarz, ktory dostaje duzo alkoholi i zczyna
je pic albo ktos uczestniczacy regularnie w rautach, obiadach biznesowych itp)
> chorą treścią karmią się chorzy ludzie, ja osobiście nie wiem jakie podejście
> do alkoholu mają ludzie, którzy nie mają problemu alkoholowego, raz spotkałem
> się z zaskakującym mnie tekstem - "to od tego można się uzależnić? przecież
to
> takie paskuctwo!" - z księżyca ten facet nie był...
>
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Alkoholizm
Następstwa długotrwałego nadużywania alkoholu. Przyczyny alkoholizmu nie są znane, na ogół przyjmuje się współdziałanie wielu czynników: genetycznych, biologicznych i środowiskowych.
W Polsce ok. 4,5 mln osób nadużywa alkoholu, w tym ok. 600-900 tys. jest uzależnionych i wymaga leczenia. W odróżnieniu od innych rodzajów toksykomanii , w alkoholizmie występuje głównie uzależnienie psychiczne, natomiast somatyczne objawy abstynencyjne są dość nikłe. Tylko w alkoholizmie w miarę rozwoju nałogu spada tolerancja.
Skutki alkoholizmu
Alkoholizm prowadzi do zmian fizycznych (uszkodzenia narządów miąższowych, przewodu pokarmowego, serca) oraz psychicznych (zaburzeń zachowania, utraty krytycyzmu, obniżenia uczuciowości wyższej, występowania stanów depresyjnych, prób samobójczych, agresji), w końcowym stanie - do zespołu otępiennego.
Bardzo poważne są następstwa społeczne. Alkoholizm powoduje zazwyczaj rozbicie rodziny, rozluźnienie więzów społecznych i zawodowych, zmniejszenie dyscypliny pracy, obniżenie jakości. Jest jednym z głównych czynników w rozwoju przestępczości. Znaczna część wypadków komunikacyjnych i zawodowych związana jest z używaniem alkoholu.
Alkoholizm - plaga społeczna
Alkoholizm jest główną plagą społeczną w Polsce. Najwyższe spożycie notowano w latach 1979-1980, kiedy na jednego statystycznego mieszkańca wypadało 8,5 l 100% alkoholu. W późniejszych latach nastąpił spadek do poziomu 6,5-6,8 l, jednak równocześnie oceniano, że prawdziwe spożycie alkoholu może być wyższe o 30%, a alkohole te pochodzą z nielegalnej produkcji.
W latach 90. spożycie zaczęło znowu wzrastać i ocenia się, że wynosi ono obecnie ok. 10 l 100% alkoholu na 1 mieszkańca. Wprawdzie spadła produkcja nielegalnego alkoholu, jednak do kraju dostaje się wiele różnych alkoholi sprowadzanych nielegalnie i nie objętych oficjalną statystyką.
W latach 70. ok. 40% alkoholu spożywane było w czasie i w miejscu pracy. Dziś liczba ta prawdopodobnie znacznie spadła w związku z bezrobociem i zagrożeniem utraty pracy, nadal jednak kształtuje się bardzo wysoko. Wprawdzie, jeśli idzie o ilość wypitego alkoholu, dane statystyczne plasują nas na końcu drugiej dziesiątki, jednak Polska przoduje, gdy idzie o spożycie wysokoprocentowego alkoholu, głównie pod postacią wódki.
Ponad 70% wypijanego w kraju alkoholu to wódka. Ponieważ spożycie rozkłada się nierównomiernie, oblicza się, że 2/3 całości alkoholu wypija ok. 6-8-milionowa grupa mężczyzn w wieku produkcyjnym. Praktycznie jest to większość zatrudnionych, a obecnie również bezrobotnych.
Rośnie także liczba uzależnionych kobiet. Jeszcze przed kilku laty nie przekraczały one liczby 3% wśród wszystkich alkoholików, obecnie mówi się o 8-10%, przy czym u kobiet do uzależnienia dochodzi szybciej i w młodszym wieku. Pozytywnym zjawiskiem jest zwiększenie się liczby abstynentów, zwłaszcza wśród młodzieży.
Rodzaje alkoholizmu
Najbardziej znany był podział na alkoholizm nałogowy i chroniczny (przewlekły). Przez ten pierwszy rozumiano stan uzależnienia, przez drugi - zmiany psychiczne i społeczne.
Obecnie najczęściej stosuje się podział na:
1. Epizodyczne picie nadmierne.
2. Nawykowe picie nadmierne.
3. Nałóg alkoholowy.
4. Alkoholizm inny i nieokreślony.
Popularny jest podział według Jellinka:
1. Alfa alkoholizm: picie dla uzyskania odprężenia przy zachowaniu kontroli.
2. Beta alkoholizm: picie powodujące już zmiany somatyczne.
3. Gamma alkoholizm: uzależnienie fizyczne i psychiczne, zaburzenia osobowości i zachowania, utrata kontroli.
4. Delta alkoholizm: inne odmiany choroby alkoholowej.
5. Epsilon alkoholizm: picie okresowe - dipsomania.
A. Kępiński wyróżnia kilka typów picia alkoholu: neurasteniczny, kontaktywny, dionizyjski, heroiczny i samobójczy. Nadużywanie alkoholu może prowadzić również do psychoz.
Alkoholizm - leczenie
Leczenie alkoholizmu jest długotrwałe, a wyniki niepewne. Rozróżnia się leczenie ambulatoryjne i zamknięte.
W lecznictwie otwartym najczęściej podaje się anticol (disulfiram) lub wszczepia się esperal (disulfiram), stosuje się różnego rodzaju psychoterapię indywidualną i grupową, często również terapię małżeńską i rodzinną, próbując wciągnąć najbliższe osoby do procesu leczniczego.
Ustawa o wychowaniu w trzeˇwości przewiduje w zasadzie jedynie leczenie dobrowolne, które, jak wykazują doświadczenia z wielu krajów, daje znacznie lepsze wyniki niż leczenie przymusowe. Leczenie przymusowe może być orzeczone jedynie w wyjątkowych przypadkach przez sąd.
W lecznictwie zamkniętym odchodzi się od kilku lat od stosowania środków awersyjnych, takich jak apomorfina, główny nacisk kładzie się natomiast na oddziaływania psychoterapeutyczne i terapie pracą. Leczenie odwykowe powinno trwać nie krócej niż 3 miesiące, czasem znacznie dłużej.
Pozytywne wyniki uzyskuje się w przypadkach, w których udaje się włączyć w terapię najbliższą rodzinę oraz tam, gdzie kontynuuje się leczenie w klubach abstynentów i klubach Alkoholików Anonimowych.
W przypadku uzależnienia alkoholowego wymagana jest całkowita dożywotnia abstynencja, nawet jeden kieliszek wódki powoduje zwykle nawrót nałogu. Czasem osiąga się kilkumiesięczną lub kilkuletnią abstynencję, rzadziej całkowite wstrzymanie się od spożycia alkoholu.
Nawet jednak okresowa abstynencja poprawia sytuację rodzinną, ekonomiczną, społeczną. Łatwiej również namówić w tym czasie ludzi do kontynuowania leczenia.
Abstynencja
Powstrzymywanie się od używania leków lub używek, np. alkoholu (etanol), narkotyku, tytoniu. Objawy abstynencji występują po nagłym odstawieniu środków odurzających i narkotyków, są szczególnie silne po zaprzestaniu zażywania pochodnych makowca.
Głównymi objawami są: lęk, zaburzenia snu, zlewne poty, zaburzenia układu krążenia i pokarmowego. Zespół abstynencyjny może powstać zarówno w trakcie leczenia, jak i wskutek nagłego przerwania zażywania narkotyków z powodu ich braku, lub też choroby somatycznej. Czasami występuje po zabiegach chirurgicznych.
Nałóg
Mocno utrwalona skłonność do wykonywania mniej lub bardziej przyjemnych czynności, które są często szkodliwe dla zdrowia, a także potępiane przez otoczenie, np.: alkoholizm, nikotynizm, narkomania.
Źródło nałogu tkwi w przyjemnościach dostarczanych przez dane przedmioty, w potrzebie ucieczki w inny świat przed cierpieniem fizycznym czy zagrożeniem. Walka z nałogiem jest bardzo trudna. Na podstawie wnikliwej diagnozy konieczne jest postępowanie terapeutyczne, np..: zmiana środowiska, stosowanie leków, psychoterapia.
ściąga.pl
Obejrzyj resztę wiadomości
Temat: Dlaczego Nowa Huta jest "out of range" ? hipermark
Witam Pana Grzegorza Drzymałę
gregry napisał:
> Co to znaczy Nowa metoda?
> Nie podoba mi się Twoja metoda ustalania przestępczości, w której z
> góry zakładamy (mimo, że nie zostały odnotowane), że w jednej
> dzielnicy mogły się wydarzyć niezgłoszone przestępstwa, a w innej
> nie.
>
Skoro już zdecydował się Pan na ujawnienie tożsamości, to dziękuję za zaufanie. Metoda, którą Pan proponuje jest WYŁĄCZNIE sposobem na zbadanie słabości polskiej policji. Polska policja jest słaba i wiadomo to z różnych źródeł.Ponadto polska policja ma niezwykle niski status zawodowy (szacunek społeczny zawodu) w porównaniu z innymi, bardziej cywilizowanymi krajami Europy. Tym samym odpowiada za grzechy poprzedników oraz za to, że nie była w stanie oczyścić się sama z PRL-u.Jeśli chcemy ustalić jaki jest poziom przestępczości w danej okolicy, to nie badajmy kartotek i zgłoszeń policji, albowiem sposób składania meldunków i ciągania po sądach jest systemem wskazującym jak NIE KORZYSTAĆ z pomocy policji, ale badajmy to od strony statystyki poszkodowanych. W przeciwnym razie otrzymamy natychmiast dane zafałszowane. To tak,jakby chciał Pan badać skutki alkoholizmu rachując sprzedaż wódki w oparciu o sklepy i oficjalny import. Śmiech na sali...
>
> Helenko, jak Ciebie czytam (a pojawiasz się w każdym wątku
> nowohuckim) to zaczynam się naprawdę bać. :)
Nie pojawiam się w każdym wątku nowohuckim.Fałsz.
>
>
> Czasami zastanawiam się czy ja w ogóle mieszkam w Nowej Hucie czy
> gdzieś może w Krakowie - bo jakoś nie widzę tych rozbijanych szyb
> itd.
To, że Pan ich nie widzi, nie oznacza, że ich nie ma.
>
> Przespacerowałem sporą część huty z aparatem i spotkałem się tylko z
> życzliwością (teoretycznie powininem go już nie mieć - zębów też). I
> powiem Ci, że bezpieczniej czuję się w NH niż na Plantach
>
>
> No ale jak tu mieszkasz, to Ci wierzę - ja widocznie mieszkam gdzieś
> indziej
Musielibyśmy ustalić, czy ma Pan na myśli to, co jest Nową Hutą (projekt Ptaszyckiego et co.), czy to, co Pan nieustannie za Nową Hutę podaje.Ale że tu (jakby) gorzej z argumentami, to może ten wątek zostawmy, bo ma Pan zwyczaj nań nie odpowiadać. Stara Huta to zapewne kopalnia uroku i dobrego smaku, bezpieczeństwa i elegancji.Niestety - ceny mieszkań na rynku wtórnym mówią coś innego. Zmowa pośredników?
>
>
> Praktycznie można nakręcić o tym film. Akcja dzieje się w Nowej
> Hucie, gdzie życie dzieje się spokojnie, bezpiecznie i powoli, a co
> jakiś czas pokazywana jest rzeczywistość widziana oczami Krakowian.
> Akcja przeskakiwałaby z bohatera na bohatera, z umysłu na umysł
> (również najbardziej znamienitych krakowian).
> Chwilami film przeobrażałby się w horror - tzn krakowianom
> wydawałoby się, że to co widzą oczami wyobraźni dzieje się naprawdę
> i umieraliby jeden po drugim na zawał jak w matrixie.
Dopóki ludność miejscowa i zamiejscowa nie zacznie masowo nabywać mieszkań w Hucie i traktować ją jak część Krakowa, do póty Pański gniew i próby redukcji problemu poprzez marne scenariusze wiele nie zmienią.
>
>
>
> Wiesz co podoba mi się najbardziej w Nowej Hucie? Mieszkania na
> parterze, i brak krat w oknach, czy ogrodzeń. Jak Ci się wydaje,
> czemu w innych dzielnicach tak się grodzą?>
> Popatrz na te fotki (100% bezpieczeńśtwo mieszkańców). Zero krat w
> oknach, zero alarmów i zero ogrodzeń.
To może oznaczać kilka rzeczy na raz, których Pańskie życzliwe oko nie widzi:
1. nie ma co kraść
2. stara Huta, którą pan sfotografował stanowi społeczność zżytego ze sobą małego miasteczka, w którym wszyscy się znają i obcy jest natychmiast rejestrowany.
3. grodzone obiekty z zakratowanym wszystkim znajdzie Pan w nowohuckich sklepach,bo tam jest co kraść.
4. durnota nabywców nowych mieszkań ściągających do Krakowa z całej Polski (najbardziej pożądane do przebywania miasto w Polsce -przypominam)każe im płacić bajońskie sumy za alarmy, kraty, żaluzje, ogrodzone boksy nazywane osiedlami, zasuwane bramy ("Heniuś!jak na filmie - guzik, i już!").Tymczasem są prostsze, tańsze i dyskretne rozwiązana. One jednak mają tę wadę, że są za tanie. Producentów mieszkań tanie rozwiązania nie interesują.
> i206.photobucket.com/albums/bb152/gredry/nowa%20huta%20foto/mIMG_5551.jpg
> i206.photobucket.com/albums/bb152/gredry/nowa%20huta%20foto/mIMG_4677.jpg
> i206.photobucket.com/albums/bb152/gredry/nowa-huta-foto-dok/os-teatralne/mIMG_1849.jpg
> i206.photobucket.com/albums/bb152/gredry/nowa-huta-foto-dok/os-krakowiakow/mIMG_2225.jpg
> i206.photobucket.com/albums/bb152/gredry/nowa-huta-foto-dok/os-szkolne/mIMG_9924.jpg
> i240.photobucket.com/albums/bb152/gredry/nowa-huta-foto-dok/os-zielone/mIMG_9440.jpg
> i206.photobucket.com/albums/bb152/gredry/nowa-huta-foto-dok/os-sportowe/mIMG_9343.jpg
> i240.photobucket.com/albums/bb152/gredry/nowa-huta-foto-dok/os-stalowe/mIMG_0247.jpg
>
>
>
H.
Obejrzyj resztę wiadomości
zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plraju.pev.pl
Strona 2 z 2 • Wyszukiwarka znalazła 98 postów • 1, 2